Chciałam zaprosić na taką małą historyjke..
Szczerze?
Jest moja ale chciałam taki czysty start... :)
Pozdrawiam
Uważam, że ta opowieść ci się spodoba: " O krok za daleko... autorstwa Buntownik99 na Wattpad http://my.w.tt/UiNb/u1zHGtLfpE
Chciałam zaprosić na taką małą historyjke..
Szczerze?
Jest moja ale chciałam taki czysty start... :)
Pozdrawiam
Uważam, że ta opowieść ci się spodoba: " O krok za daleko... autorstwa Buntownik99 na Wattpad http://my.w.tt/UiNb/u1zHGtLfpE
*Brad*
Siedzę w domu, na kanapie i patrzę jak po raz kolejny wibruje mi telefon. Tym razem dzwoni Robert.
Ile razy jeszcze będziecie się dobijać ?
Chłopaki już dawno powinni zrozumieć, że nie przyjdę. Mam dość kłamstw. Mike'a znam od kilkunastu lat i dopiero teraz się dowiaduję, że jest homoseksualny. Jestem ciekaw ile czasu reszta trzymała to w tajemnicy.
Gdy komórka skończyła swój recital, mogłem zobaczyć dwucyfrową liczbę z nieodebranymi połączeniami od Farrella, Hahn'a i Broudona. Miło, że Shinoda sam nie umie zadzwonić i wyjaśnić mi wszystkiego.. Nienawidzę go...
Może jak by przeprosił, to bym mu wybaczył, ale nie po co zadzwonić czy napisać. On ma to po prostu w dupie.
*Mike*
Patrzę na Chestera, który kręci się przy gitarach. Czyżby chciał coś zagrać ?
Gdy chwyta mój ukochany instrument, wstaję od razu i zabieram mu go.
- Nie będziesz mi niszczył mojego skarbeńka - mówię cicho patrząc na biało - niebieską gitarę, która jest idealnie nastrojona.
- Czyli gitara jest twoim skarbeńkiem, tak ? - Bennington skrzyżował ręce na piersi i uniósł lekko brew.
- Wiesz o co mi chodzi - wywróciłem oczami i odłożyłem sprzęt na swoje miejsce.
- Zacznijmy tą próbę i miejmy, to z głowy, bo aktualnie przez ciebie tracimy czas. - syknął.
Co go gryzie ? On się nigdy tak nie zachowywał. Stoję jak wryty na przeciwko niego i patrzę mu w oczy, a jedyne co udaje mi się dostrzec, to pustka i złość.
Chazz sprawnie mnie wyminął i stanął przed mikrofonem. Mój wzrok powędrował za jego sylwetką, ale on nawet nie popatrzył na mnie.
Pokręciłem zrezygnowany głową po czym byłem gotowy do próby.
***
- Panowie, widzimy się jutro o godzinie piątej. Wszyscy macie być punktualnie.
To ostatnie słowa jakie zdołałem usłyszeć od Chestera. Przez całą próbę nie odezwał się do mnie ani słowem, był nieobecny.
Wybiegł ze studia i tyle go widziałem.
- A temu co odbiło ? - zapytał Dave kładąc mi dłoń na ramię.
- Nie mam bladego pojęcia stary... - westchnąłem.
*Chester*
Biegnę przez ulicę i nie zwracam uwagi na nic. Kilka fanek mnie chciało zatrzymać, jednak ja po prostu spuściłam głowę w dół i udałem się dalej.
Szpital. Teraz tylko to mnie interesuje. Chcę dowiedzieć się wszystkiego.
Gdy tylko przekroczyłem próg od razu zostałem zaciągnięty na stronę przez lekarza.
Był to starszy ode mnie mężczyzna z zarostem, który podpierał się laską.
Witać było, że to poważny człowiek.
- Mogę wiedzieć o co chodzi ?
- Pana syn ma raka... - lekarz usiadł w fotelu opierając nogi na biurku.
Chwila co... w tej chwili świat legł w gruzach. Nie mam pojęcia co robić, a moje nogi coraz bardziej przypominają watę.
Chwyciłem się oparcia krzesła i wziąłem głęboki wdech.
- Czy to jest pewne ?
- Śmie pan wątpić we mnie ?
- Nie, po prostu nie wierze...
- Niech pan idzie porozmawiać z synem.
Skinąłem tylko głową i udałem się w stronę sali.
- Cześć - powiedziałem wchodząc do Sebastiana.
On miał czerwone oczy, pewnie od łez.
- Jak tam ? - pytam niepewnie.
- Chujowo...przecież, to będzie koniec dla mnie.
- Nie mów tak.
-Ale taka jest prawda - mówi kręcąc głową.
***
Siedziałem z nim do późnej godziny. Nie odbierałem żadnego telefonu. Mike dobijał się co pięć minut, a co pół godziny próbował dodzwonić się Dave. Nie mam najmniejszej ochoty się tłumaczyć.
Gdy skończył się czas odwiedzin, powiedziałem Sebastianowi, żeby się trzymał i jutro odbierze go ze szpitala matka Mike'a.
Chciałbym zostać ale nie odwołam tak nagle trasy.
Wychodząc z budynku nie sądziłem, że pada. Czy na prawdę nawet pogoda ma mnie dość ?
Trudno, najwyżej zmoknę.
Ruszam wolnym krokiem w stronę domu, mając głowę wysoko w chmurach. Rozmyślam o przyszłości, ile czasu mogło jeszcze zostać ? Chciałbym wiedzieć wszystko, ale wiem, że niestety to niemożliwe.
W pewnej chwili oślepiają mnie światła samochodu.
Ktoś na mnie trąbi. O co temu pajacowi chodzi.
- Chester ! - ten głos był mi znajomy, aż za bardzo.
Stanąłem na środku chodnika i patrzę się na Camaro.
- Idziesz czy mam cię zaciągnąć siłą ?
Bez odpowiedzi wsiadłem na miejsce pasażera.
- Debilu, wiesz jak ja się o ciebie martwiłem ?
Milczę, patrzę w dywanik pod moimi nogami i zastanawiam się czy to wszystko ma jakiś sens.
Mike nie zjawił się tutaj przypadkiem. Jak nic mnie szukał. Napędziłem mu stracha, to fakt. Nie odzywałem się do niego przez cały dzień.
- Dowiem się co jest ? - pyta.
Ja odpowiadam tylko kręcąc przecząco głową. Nie chcę aby wiedział. On nie musi się martwić. Ja zaraz włożę maskę i nikt nic nie pozna, a on będzie to przeżywał.
- Możesz ruszyć, chciałbym już być w domu.
Mężczyzna siedzący za kierownicą wykonał moje polecenie. Nie musiałem nawet się o to prosić.
***
Godzina dwudziesta trzecia piętnaście, a my dotarliśmy pod dom.
Weszliśmy do mieszkania i bez większego zastanowienia poszedłem zrobić sobie jakąś ciepłą herbatę.
- Jesteś w domu, to myślę, że mogę już jechać - uśmiechnął się delikatnie Shinoda i chciał się wycofać do wyjścia.
- Zostań ze mną, błagam - rzekłem prawie łamiącym się głosem. - coś do picia ? - zapytałem po chwili.
- Jak robisz, to może być.
Zrobiłem dwa kubki gorącej herbaty. Stwierdziliśmy, że pójdziemy na górę, bo i tak muszę się spakować.
Odstawiłem swój kubek na którym był duży napis "VIP" na stolik po czym udałem się do łazienki by pozbyć się przemoczonych ubrań oraz się ogarnąć.
Stojąc przed lustrem zastanawiałem się, z jakiej ja choinki się urwałem. Wyglądam jak bym miał dobre pięćdziesiąt lat, a to tylko z powodu dręczących mnie myśli.
Wychodzę z pomieszczenia po kilku minutach.
Stając w drzwiach prowadzących do sypialni zastanawiam się co ze sobą zabrać. Nienawidzę się pakować...
Podchodzę do szafy i wyciągam z niej walizke oraz ubrania.
Pamiętaj Chester weź tylko te najważniejsze rzeczy.
Gdy już upchnąłem wszystko do torby usiadłem na środku pokoju i westchnąłem patrząc w ścianę.
- Co się z tobą dzisiaj dzieje ? - czuję jego dłonie na moim brzuchu, oraz brodę na ramieniu.
- Tak cholernie mi się nie chce jechać.
- Jak to ? Przecież się cieszyłeś na ten wyjazd.
- Może i tak, ale wszystko się po prostu jebie..
- Co masz na myśli ?
- Nie ważne.
Nie chce aby Mike wiedział o tym, bo kazał by mi to wszystko odwoływać.
- Chodź, bo nie wstaniesz - on wstał i podał mi rękę abym podniósł się z podłogi.
Chwyciłem jego dłoń i lekko się uśmiechnąłem.
Shinoda zaciągnął mnie dosłownie na łóżko i patrzył mi w oczy unosząc lekko brew.
- Hmmm ? - mruczę cicho.
Spike nic nie odpowiedział, a złączył nasze usta w pocałunku.
Czy on chce mnie jakoś pocieszyć ? Nie za bardzo uśmiecha mi się ten pomysł.
Zarzuciłem mu ręce na szyję i pogłębiłem pocałunek.
Może faktycznie brakuje mi bliskości z jego strony ?
Mężczyzna położył mnie na łopatki i kontynuował.
- Michael my za kilka godzin wstajemy - mówię cicho, w krótkiej przerwie.
- Wiem, więc siedź cicho...
Dlaczego czasami on jest tak uparty ?
Jego ciało jest coraz bliżej mnie, czuję jego wzwód przez spodnie.
- Postaraj się nie palić, co ?
- Niby czemu ?
- Ponieważ ja mam smak tytoniu w ustach..
- Marudzisz - wyszczerzyłem się i zamknąłem mu paszczę pocałunkiem.
***
Noc jakoś przeżyłem, choć z Mike'iem w jednym łóżku jest ciężko.
- Wstawaj, za chwile musimy wyjechać - mówię przeciągając się.
- Kurwa, jak mi się nie chce - Shinoda bez większego zastanowienia zakrył głowę poduszką.
- Mówiłem żeby darować sobię tą noc.
- Później by nie było okazji.
- Jak nie ? - marszczę brwi.
- Chyba w autobusie.. - mruczy, ale ledwo da się go zrozumieć.
Wstałem z łóżka po czym poszedłem do łazienki i ubrałem wygodne ubrania na podróż.
Gdy ja zajmowałem się jeszcze swoim paskiem, Mike zrobił w tym czasie kawe i szybkie śniadanie.
Nie ma to jak jedzenie i picie na szybko.
Shinoda oczywiście swoją walizke wozi w samochodzie od dwuch dni, więc nie musimy nigdzie po nią jechać.. na szczęście.
Zabierając wszystkie rzeczy, wsiedliśmy do pojazdu i ruszyliśmy pod studio.
Czekała tam już na nas grupka przyjaciół, prócz jednego.
Na tę myśl pokręciłem głową i chciałem szybko wsiąść do autobusu aby zająć sobie dobre miejsce, lecz na kogoś wpadłem...