poniedziałek, 3 kwietnia 2017

#9

Jego odpowiedź odbiła się echem w moich uszach. Głuche nie, które boli, kłuje i nie daje żyć. Wzdycham zawiedziony pragnę aby przestał się tak zachowywać, ale niestety wiem, że na razie nie wróci do tego co było przed "wypadkiem".
Czuję się odtrącany i jest mi z tym źle.
Mike nadal trzyma dłoń na mojej klatce piersiowej a ja patrzę mu z nadzieją w oczy.
- Nie...- powtarza jeszcze raz i robi krok w tył.
- Mikey.. - szepcze.
- Chester, nie naciskaj. Przyjdzie na wszystko czas.
Zamykam oczy i odwracam się na pięcie w stronę wejścia
- Chodź, bo chłopaki nas ochrzanią - mówię obojętnie otwierając szklane drzwi.
Ruszam szybkim krokiem pokonując minimalnie dwa schody jednocześnie.
Jestem zły więc nie mam ochoty na żadną jazdę windą.
Dotarłem do pomieszczenia gdzie byli wszyscy, za mną kroczył Mike w ciemnych okularach.
Atmosfera między nami była tak gęsta, że można by ją kroić nożem.
Poszedłem na swoje miejsce, a Shinoda na swoje.
- Możemy zaczynać ? - zapytałem równocześnie z Kenjim.
Mężczyzna przez chwilę spojrzał na mnie, ale zaraz wrócił wzrokiem do swoich klawiszy.
- Na rozgrzewkę Crawling ? - zapytał Dave wyrywając mnie z rozmyślań.
Wzruszyłem tylko ramionami na znak, że jest mi to obojętne.
- Spike ? - dodał po chwili.
- Jest mi wszystko jedno - rzekł.
- Chłopaki co dzisiaj z wami ? - pytanie padło z ust Joego.
- Nic, wszystko po staremu - uśmiecham się i podchodzę do Mike'a, aby pokazać Koreańczykowi, że wszystko dobrze. Przy tym kładę rękę na ramię mężczyzny.
- Jeszcze raz tak zrobisz, a przysięgam, że własnoręcznie urwę ci jaja... - mówi szeptem Spike oraz się szyderczo uśmiecha.
- Widzisz Joe, jest okey - uśmiecham się i zabieram rękę.
Kątem oka dostrzegam, że Dave wywraca oczami.
Po piętnastu minutach zaczęliśmy tą nieszczęsną próbę. Ja mam dość jak na dzisiaj ale wiem, że to dopiero początek. Zaśpiewaliśmy kilka utworów i stwierdziłem, że muszę wyjść.
Czułem cały czas wzrok Mike'a na sobie. Ja starałem się na niego nie patrzeć a ten wręcz przeciwnie. Moje pilotki na szczęście zasłaniały jego oczy więc chłopaki nie wiedzieli gdzie skierowany jest wzrok Shinody.
Udałem się przed budynek i usiadłem ns schodach zapalając papierosa.
Wyciągam z kieszeni telefon i szukam pewnego numeru.
Dlaczego ja mam ich tak dużo ?! Na dodatek mam jakoś inaczej zapisaną tą osobę.
Przeleciałem wszystkie numery cztery razy aż w końcu przypomniałem sobie, że osoba ta zapisana jest jako "haha"
Napisałem sms'a z pytaniem czy przybędzie na miesiąc.
"Ohayo, Chester ! Z przyjemnością, mogę dzisiaj również przyjechać, aby zobaczyć co u was chłopaki"
"Arigato, będę wdzięczny" - odpisałem szybko, bo czas mnie goni.
"Do zobaczenia w takim razie"
Uśmiechnąłem się na chwilę. Jedną sprawę już załatwiłem.
Niespodziewanie poczułem dłoń na ramieniu.
- Chodź. Każdy chce, to jak najszybciej skończyć.
- Przysłali cię tu aby mnie pogonić ? - wzdycham.
- Sam przyszedłem - rzekł wyciągając w moją stronę dłoń.
- Jesteś na mnie zły, nie chce aktualnie twojej pomocy... - podnoszę się bez jego pomocy i idę do góry.
On mnie zabije jak się dowie co wymyśliłem...
- Tak się o mnie wielce martwicie ? - wycedziłem przez zęby.
- Ty i Mike zachowujecie jak dzieci. Widać, że jesteście na siebie wkurzeni. Może przywalcie sobie w twarz nawzajem i wam przejdzie, co ?! - Brad ma zawsze dziwne pomysły.
- Z chęcią bym mu przywalił - rzekł Shinoda wchodząc akurat do pomieszczenia.
- To na co czekasz ?
- Brad, nie zrobię tego, bo jeszcze mi odda - syczy przez zęby.
- Wiecie co..jak ma tak wyglądać ta próba, to ja dziękuję ! - wychodzę, mam dość.
Słońce razi mnie jak cholera, ale moje okulary ma Spike.
*Mike*
Teraz to serio go walne.
- Idź po niego. Wiesz jaki on jest.. - słyszę głos Dave'a.
- Sam nie możesz iść ? - warczę.
- Michael...
Jestem zły ale nadal mi na tym głupku zależ. On jest na tyle głupi, że znając go albo ponownie się naćpa, bądź upije.
Nie zważając na ból kostki biegnę za nim.
- Chester, czekaj !
Po cholerę mnie słuchać. Nie zwrócił nawet na mnie uwagi.
- Chaz ! - nadal nic. Idzie jak święta krowa i nic go nie interesuje.
Doganiam go i chwytam za koszulkę, ale on się wyrywa. Ma mnie po prostu w dupie.
Staję przed nim i zapieram się o niego rękami.
- Daj spokój - mówię wręcz błagając.
- Przecież chcesz mi przywalić, proszę bardzo rób jak uważasz !
- Przestaniesz ?! Zachowujesz się jak rozpieszczony dzieciak !
- Ja ?!
- Tak ty ! Wkurwiasz mnie ostatnio na każdym kroku !
- To na chuj za mną łazisz ?!
- Bo cię kocham idioto ! - krzyczę i przyciągam go do siebie po czym całuję.
Czy mi właśnie tego do uspokojenia brakowało ? Potrzebuję jego bliskości.. i w tej chwili się złamałem. Mój zakaz właśnie sam złamałem. Pozwoliłem mu aby mnie przytulił. Jednak jestem słaby. Teraz jestem zły na samego siebie...
***
Wróciliśmy do studia, aby zakończyć tą próbę.
Z twarzy Benningtona można nadal wyczytać złość, ale ja czuję ulgę, jest mi jakoś lepiej.
- Nie zabiliście się ? - mówi Rob, gdy tylko przekraczamy próg.
- Jak widać żyjemy - mówię ze sztucznym uśmiechem.
- Czym szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy... - wzdycha zrezygnowany Robert.
- I tak muszę wyjść o czternastej - Chaz mówi jak by to była norma
- Dlaczego ? - pytam zdziwiony.
- Mam powód.
Próba minęła w sympatycznej atmosferze, co było aż dziwne, patrząc na nasze spięcia rano.
Złapałem Chestera zbiegającego ze schodów.
- Idziesz do siebie ?
- A jak myślisz ? - unosi lekko brew.
- Mogę iść z tobą ? - nie wiem dlaczego ale po prostu chce.
- Chodź, nie zabronię ci, bo wiem, że i tak za mną poleziesz.
W porównaniu do mnie on mieszka blisko studia, więc droga zajęła nam piętnaście milczących minut.
- Sebastian jestem ! - krzyczy i odkłada klucze.
- W końcu. Cześć Spikey - uśmiecha się chłopak wyjeżdżając z pokoju.
- Załatwiłem ci profesjonalną opiekę, zostaniesz w domu w trakcie naszego wyjazdu ale ktoś będzie z tobą.
- Coś ty wymyślił ? - sam zaczynam się zastanawiać.
- Zobaczysz - uśmiecha się.
Czy on się pierwszy raz dzisiaj szczerze uśmiecha ?!
Zdążyłem zdjąć okulary i zadzwonił dzwonek do drzwi.
Gdy Chester je otworzył zamurowało mnie.
*Chester*
- Arigato, za przyjazd - uśmiecham się i wpuszczam kobietę do domu.
Sebastian zawsze chciał poznać japońskie tradycje i cenił tą kobietę. Znał ją ale ona wpadała tutaj rzadko.
- Mia ! - krzyczy zadowolony.
Mina Mike'a wyrażała wszystko. Złość, radość,  smutek, troskę, zdziwienie i wiele innych.
Zaczęli gadać ze sobą po japońsku. Ja za cholerę tego nie rozumiem.
Michael coś krzyczy, podejrzewam, że mnie wyzywa i opowiada za pewne dlaczego ma taką śliwę pod okiem.
- Jesteś głupi - mówi do mnie niezadowolony.
- Dzięki za komplement - wyszczerzyłem się.
Gdy Mia poszła porozmawiać z Sebastianem ja ruszyłem z Shinodą na górę.
- Na cholerę sprowadzasz tutaj moją matkę ?!
- Uwierz, że sama mi kiedyś oferowała opiekę nad Sebastianem, a nie chciałem jej męczyć młodym dzieckiem.
- I teraz nagle cie olśniło, że możesz ją o to tak prosić ?!
- Przestań się wkurzać...
I od tej chwili nic nie rozumiem. Choć patrząc na Mike'a to wygląda jak wściekła małpa w zoo, ale podejrzewam, że wyzywa mnie jak tylko może.
- Skończ.. - mówię i całuję go aby się uciszył.
- Watashi wa, anata ga daikiraidesu - mówi po pocałunku.
- Też cię kocham - uśmiecham się szeroko.
"Nienawidzę cię", te słowa padły z jego ust. Skąd je znam ?
Nie raz mi to mówił. Można sobie, to utrwalić.
- Teraz się przymknij, bo moja matka, to jeszcze usłyszy i co sobie pomyśli ?
- Przecież ona wie, że się we mnie kochasz - wywracam oczami.
- Ale nie wie, że jesteśmy razem, więc się ścisz, proszę.
- A co będę z tego miał ? - uniosłem brew.
- Coś, kiedyś na pewno, teraz cicho - westchnął.
Muskam szybko jego usta i schodzimy na dół.
Mia oraz Seba siedzą i malują jakieś znaczki. No tak.. to ich język, te piękne domki, szlaczki.. jak by nie mogli pisać normalnie.
Stanęliśmy w futrynie. Ja oparłem się o jedną stronę, a Mike o drugą.
- Jak wy się świetnie bawicie - stwierdził Shinoda.
- O, moi mężczyźni - kobieta wstała i podeszła do nas i spojrzała na Mike'a pytającym i przenikliwym wzrokiem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz