Te ręce, znam je doskonale, one już zwiedzały kilka razy moje ciało. Nie chcę o tym pamiętać, najchętniej wyrzuciłbym te myśli z głowy. Niestety nie jest to takie proste do zrobienia.
- Kazałem ci się nie zbliżać do mnie - syknąłem uwalniając się od niego - po co tutaj w ogóle przyszedłeś ? - pytam krzyżując ręce na piersi i zerkając na niego spod okularów.
- Nie odbierasz telefonów, myślałem, że coś ci się stało - powiedział wzdychając i przejechał dłonią po swoich niedługich włosach.
- Nie licząc lekko pękniętej kości policzkowej i skręconej kostki, to jest wszystko dobrze. Zadowolony ?
Szczerze w środku cieszyłem się jak mały dzieciak, który widzi swojego najlepszego przyjaciela po latach. Martwi się o mnie, przyszedł w tak paskudną burzę tutaj, do mnie, ale z drugiej strony nadal jestem na niego wściekły i bym go wywalił na zewnątrz oraz zatrzasnął mu drzwi przed nosem.
- Przywaliłem ci aż tak mocno ? - rzekł i posmutniał w jednej chwili.
- Niestety ale tak - zdjąłem okulary, bo nie ma sensu ukrywać tego przed Chazem, przecież wie jak to wygląda - wchodzisz, czy masz zamiar ryzykować życie na powrót do domu ?
- Kazałem ci się nie zbliżać do mnie - syknąłem uwalniając się od niego - po co tutaj w ogóle przyszedłeś ? - pytam krzyżując ręce na piersi i zerkając na niego spod okularów.
- Nie odbierasz telefonów, myślałem, że coś ci się stało - powiedział wzdychając i przejechał dłonią po swoich niedługich włosach.
- Nie licząc lekko pękniętej kości policzkowej i skręconej kostki, to jest wszystko dobrze. Zadowolony ?
Szczerze w środku cieszyłem się jak mały dzieciak, który widzi swojego najlepszego przyjaciela po latach. Martwi się o mnie, przyszedł w tak paskudną burzę tutaj, do mnie, ale z drugiej strony nadal jestem na niego wściekły i bym go wywalił na zewnątrz oraz zatrzasnął mu drzwi przed nosem.
- Przywaliłem ci aż tak mocno ? - rzekł i posmutniał w jednej chwili.
- Niestety ale tak - zdjąłem okulary, bo nie ma sensu ukrywać tego przed Chazem, przecież wie jak to wygląda - wchodzisz, czy masz zamiar ryzykować życie na powrót do domu ?
- Raczej zostanę - szepnął.
Zanim Bennington zdjął buty i przemokniętą bluzę, ja poszedłem do kuchni wstawić wodę.
Nie jest to najmądrzejszy pomysł aby o godzinie dwudziestej pić kawę, ale ja po prostu potrzebowałem tego. Muszę myśleć co robię.
- Ustaliliśmy z Farrellem datę wyjazdu.
- Jaką ?
- Równo za tydzień - powiedziałem pod nosem, bo wiedziałem, że mu to się nie spodoba.
- Co, dlaczego tak szybko ? - zmarszczył brwi.
- Czas się stąd wyrwać, nie ma na co czekać, później będziemy nagrywać, wywiady... sranie w banie nie będzie czasu - machnąłem ręką
- Reszta się zgodziła na ten termin ?
- Tak, ty dowiadujesz się ostatni.
- Wielkie dzięki... - Chester usiadł z obrażoną miną w fotelu.
- Też cię kocham - rzekłem z uśmiechem ale po chwili najchętniej uciął bym sobie język, nie chciałem tego powiedzieć ale coś mnie podkusiło.
Mężczyzna tylko spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Dla mnie to chyba lepiej, że nic nie odpowiedział.
Wszedłem do salonu z dwoma kubkami. W jednym była herbata z cytryną dla Benningtona, a w drugim kawa rozpuszczalna.
- Przepraszam cię... - usłyszałem nagle z jego ust. Nie spodziewałem się tego. Zauważyłem, że przeciera twarz dłońmi.
- Nie cofniesz się w czasie. Było minęło, nie będę ciągnął tego wieczność, więc wewnętrznie ci już wybaczyłem, ale nadal masz trzymać łapy ode mnie z daleka - westchnąłem.
Zanim Bennington zdjął buty i przemokniętą bluzę, ja poszedłem do kuchni wstawić wodę.
Nie jest to najmądrzejszy pomysł aby o godzinie dwudziestej pić kawę, ale ja po prostu potrzebowałem tego. Muszę myśleć co robię.
- Ustaliliśmy z Farrellem datę wyjazdu.
- Jaką ?
- Równo za tydzień - powiedziałem pod nosem, bo wiedziałem, że mu to się nie spodoba.
- Co, dlaczego tak szybko ? - zmarszczył brwi.
- Czas się stąd wyrwać, nie ma na co czekać, później będziemy nagrywać, wywiady... sranie w banie nie będzie czasu - machnąłem ręką
- Reszta się zgodziła na ten termin ?
- Tak, ty dowiadujesz się ostatni.
- Wielkie dzięki... - Chester usiadł z obrażoną miną w fotelu.
- Też cię kocham - rzekłem z uśmiechem ale po chwili najchętniej uciął bym sobie język, nie chciałem tego powiedzieć ale coś mnie podkusiło.
Mężczyzna tylko spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Dla mnie to chyba lepiej, że nic nie odpowiedział.
Wszedłem do salonu z dwoma kubkami. W jednym była herbata z cytryną dla Benningtona, a w drugim kawa rozpuszczalna.
- Przepraszam cię... - usłyszałem nagle z jego ust. Nie spodziewałem się tego. Zauważyłem, że przeciera twarz dłońmi.
- Nie cofniesz się w czasie. Było minęło, nie będę ciągnął tego wieczność, więc wewnętrznie ci już wybaczyłem, ale nadal masz trzymać łapy ode mnie z daleka - westchnąłem.
- Przynajmniej mi wybaczyłeś - chwycił gorący napój w dłonie.
Ten człowiek jest jak magnes. Pragnę jego bliskości, ale nie mogę pokazać, że jestem słaby. Musze wszystko przemyśleć dziesięć razy. Nie mam pojęcia o czym teraz on myśli, może zastanawia się nadal co mu wtedy odbiło, albo rozmyśla nad trasą. Ten człowiek jest zagadką. Jeśli rozmyśla nad czymś ważnym, to jego wzrok jest nieobecny, ale jeśli jest to błahostka, to często sam do siebie się uśmiecha.
Aktualnie nie wiem jak opisać jego stan. Patrzy w ścianę za mną i od czasu do czasu można zaobserwować uśmiech na jego twarzy.
- Chester, w porządku ? - zapytałem niepokojąc się jego stanem.
- Hm ? Tak, tak - spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Nad czym myślisz ?
- Musze coś zrobić z Sebastianem, a teraz mam mniej czasu.
- Masz już jakiś pomysł ?
- On chce zostać w domu, ma szkołę ale ja go samego nie zostawię..
- Stary on ma piętnaście lat - wywróciłem oczami
- Wiem przecież - upił łyka herbaty - dobra.. wiem co zrobię.
No i wpadł na jakiś głupi pomysł.
Chciałem włączyć telewizor, ale jak na złość właśnie wywaliło prąd na całej ulicy.
- Kurwa.. - szepnąłem biorąc telefon w dłoń z zamiarem zapalenia ekranu. Nic z tego, rozładowany.
Wziąłem komórkę Chaza, która leżała na stole i włączyłem sobie latarkę.
Pokuśtykałem do pokoju obok po jakieś świeczki, bo nie chce siedzieć po ciemku, a mu baterii nie będę rozładowywał z takiego głupiego powodu.
Wróciłem do salonu z kilkoma świeczkami i postawiłem je na stole.
Bennington bez większego zastanowienia wyciągnął zapalniczkę ze spodni i podpalił knoty.
- Romantycznie - zaśmiałem się i stanąłem za Chazem opierając ręce na jego ramionach.
- Rozumiem, że ja mam się do ciebie nie zbliżać i cię nie dotykać a ty możesz ? - uniósł brew.
- Dokładnie - rzekłem muskając mu lekko ustami policzek.
- Nie rób mi tak, bo się nie powstrzymam i złamię ten twój durny zakaz.. - mruczy.
- Nawet nie próbuj - cicho się śmieje.
Ten człowiek jest jak magnes. Pragnę jego bliskości, ale nie mogę pokazać, że jestem słaby. Musze wszystko przemyśleć dziesięć razy. Nie mam pojęcia o czym teraz on myśli, może zastanawia się nadal co mu wtedy odbiło, albo rozmyśla nad trasą. Ten człowiek jest zagadką. Jeśli rozmyśla nad czymś ważnym, to jego wzrok jest nieobecny, ale jeśli jest to błahostka, to często sam do siebie się uśmiecha.
Aktualnie nie wiem jak opisać jego stan. Patrzy w ścianę za mną i od czasu do czasu można zaobserwować uśmiech na jego twarzy.
- Chester, w porządku ? - zapytałem niepokojąc się jego stanem.
- Hm ? Tak, tak - spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Nad czym myślisz ?
- Musze coś zrobić z Sebastianem, a teraz mam mniej czasu.
- Masz już jakiś pomysł ?
- On chce zostać w domu, ma szkołę ale ja go samego nie zostawię..
- Stary on ma piętnaście lat - wywróciłem oczami
- Wiem przecież - upił łyka herbaty - dobra.. wiem co zrobię.
No i wpadł na jakiś głupi pomysł.
Chciałem włączyć telewizor, ale jak na złość właśnie wywaliło prąd na całej ulicy.
- Kurwa.. - szepnąłem biorąc telefon w dłoń z zamiarem zapalenia ekranu. Nic z tego, rozładowany.
Wziąłem komórkę Chaza, która leżała na stole i włączyłem sobie latarkę.
Pokuśtykałem do pokoju obok po jakieś świeczki, bo nie chce siedzieć po ciemku, a mu baterii nie będę rozładowywał z takiego głupiego powodu.
Wróciłem do salonu z kilkoma świeczkami i postawiłem je na stole.
Bennington bez większego zastanowienia wyciągnął zapalniczkę ze spodni i podpalił knoty.
- Romantycznie - zaśmiałem się i stanąłem za Chazem opierając ręce na jego ramionach.
- Rozumiem, że ja mam się do ciebie nie zbliżać i cię nie dotykać a ty możesz ? - uniósł brew.
- Dokładnie - rzekłem muskając mu lekko ustami policzek.
- Nie rób mi tak, bo się nie powstrzymam i złamię ten twój durny zakaz.. - mruczy.
- Nawet nie próbuj - cicho się śmieje.
***
Wielkimi krokami zbliżała się godzina pierwsza w nocy. Chester cały czas u mnie siedzi, dostał kilka wiadomości od Sebastiana czy wraca do domu, ale on napisał, że w taką pogodę woli nie ryzykować. Czy mi to pasuje ? Nie za bardzo, miałem się od niego izolować, a sam lgnę wręcz do niego. W tej chwili siedzimy na kanapie.. hm inaczej. Ja siedzę a Chester śpi, bo powiedziałem mu, że jego obowiązuje jeszcze zakaz snu ze mną.
Wypadałoby abym poszedł do pokoju i położył się w końcu, tym bardziej jeśli jutro zaczynamy o dziewiątej próbę.
Problem jest taki, że próbowałem zasnąć ale nie mogę, nie jestem w stanie.
Shinoda jesteś idiotą.
Gładzę go po policzku i uświadamiam sobie, że na prawdę potrzebuję snu. Jestem wykończony psychicznie.
- Śpij dobrze.. - szepcze i wstaje aby udać się do łazienki.
Gdy wszedłem do pomieszczenia popatrzyłem w lustro. Siniak ma bardziej fioletowy kolor niż rano, chyba, że już niedowidzę. Zmęczenie robi swoje..
Udałem się pod prysznic, chłodna woda otuliła moje ciało, a ja najchętniej bym się stąd nie ruszał.
Piętnaście minut później wyszedłem spod natrysku.
Mój pokój, moje łóżko. To jest mój cel. Czas spać Mike... czas spać.
*Dave; rano*
Wpół do dziewiątej, a ja staję pod posesją Kenjiego.
Co tu się do cholery stało ?!
Drzewo na samochodzie, ledwo można dostać się do drzwi.
Chwila, od kiedy Mike ma samochód ? - dziwię się i gdy dochodzę do wejścia odwracam się i patrzę na przednią rejestrację.
LPCB76, to raczej nie Mike'a.
Co tu on robił ?
Dzwonie dzwonkiem i czekam aż ktoś łaskawie mi otworzy.
Mija pięć minut. Cisza..
Wykręcam numer do Shinody, ale odzywa się poczta głosowa.
Jeśli tutaj jest samochód Benningtona, to on też tutaj musi być. Warto zaryzykować. Dzwonie.
- Bennington... - słyszę zaspany głos.
- Jesteś u Shinody ?
- Yhym - wzdycha.
- Zaraz jest dziewiąta, weźcie otwórzcie mi drzwi.
- Okey - mruczy i się rozłącza.
*Chester*
Gdy Dave powiedział mi, która już jest godzina zerwałem się z łóżka i pobiegłem obudzić Mike'a.
On spał tak słodko.. ale jak to mówią, ja nie mam serca.
- Wstawaj, Farrell przyjechał - mówię i szturcham go w ramię.
- Nie dotykaj mnie - syczy.
- Próbę zaraz mamy, wstawaj leniu ! - krzyczę i ciągnę jego kołdrę.
- Co ?! - i to się nazywa zapłon.
Wystrzelił do łazienki zabierając ze sobą ubrania.
W tym czasie ja poszedłem otworzyć te nieszczęsne drzwi Phoenixowi.
Farrell wszedł do środka i czekał wraz ze mną na Shinode.
Jako jedyny on nie umie się wyrobić w pięć minut.
Biegnie jeszcze po telefon i ładowarkę po czym wychodzimy.
- Co ci się stało z samochodem ? - pyta rudzielec.
- Mike go zabrał, a przez tą burzę wygląda jak nieszczęście. Będę musiał zadzwonić do ubezpieczalni, a Spike aby usunęli mu to drzewo.
***
Jedziemy do studia dobre dwadzieścia minut. Korki niestety są nieuniknione.
Dave idzie do chłopaków a ja jeszcze chwilę zostaje z Mike'iem na zewnątrz.
- Ja tak dłużej nie wytrzymam - mówię po czym całuję chłopaka stojącego na przeciwko mnie, on to odwzajemnia, ale po chwili kładzie mi na klatkę dłoń i lekko odpycha.
- Miałeś się nie zbliżać.
- Daj już spokój, proszę... - mówię błagalnym głosem...
Co tu on robił ?
Dzwonie dzwonkiem i czekam aż ktoś łaskawie mi otworzy.
Mija pięć minut. Cisza..
Wykręcam numer do Shinody, ale odzywa się poczta głosowa.
Jeśli tutaj jest samochód Benningtona, to on też tutaj musi być. Warto zaryzykować. Dzwonie.
- Bennington... - słyszę zaspany głos.
- Jesteś u Shinody ?
- Yhym - wzdycha.
- Zaraz jest dziewiąta, weźcie otwórzcie mi drzwi.
- Okey - mruczy i się rozłącza.
*Chester*
Gdy Dave powiedział mi, która już jest godzina zerwałem się z łóżka i pobiegłem obudzić Mike'a.
On spał tak słodko.. ale jak to mówią, ja nie mam serca.
- Wstawaj, Farrell przyjechał - mówię i szturcham go w ramię.
- Nie dotykaj mnie - syczy.
- Próbę zaraz mamy, wstawaj leniu ! - krzyczę i ciągnę jego kołdrę.
- Co ?! - i to się nazywa zapłon.
Wystrzelił do łazienki zabierając ze sobą ubrania.
W tym czasie ja poszedłem otworzyć te nieszczęsne drzwi Phoenixowi.
Farrell wszedł do środka i czekał wraz ze mną na Shinode.
Jako jedyny on nie umie się wyrobić w pięć minut.
Biegnie jeszcze po telefon i ładowarkę po czym wychodzimy.
- Co ci się stało z samochodem ? - pyta rudzielec.
- Mike go zabrał, a przez tą burzę wygląda jak nieszczęście. Będę musiał zadzwonić do ubezpieczalni, a Spike aby usunęli mu to drzewo.
***
Jedziemy do studia dobre dwadzieścia minut. Korki niestety są nieuniknione.
Dave idzie do chłopaków a ja jeszcze chwilę zostaje z Mike'iem na zewnątrz.
- Ja tak dłużej nie wytrzymam - mówię po czym całuję chłopaka stojącego na przeciwko mnie, on to odwzajemnia, ale po chwili kładzie mi na klatkę dłoń i lekko odpycha.
- Miałeś się nie zbliżać.
- Daj już spokój, proszę... - mówię błagalnym głosem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz