Dlaczego ten człowiek się mnie nie słucha ? Ja chcę dla niego dobrze, a on po prostu to olewa. Czy moje zdanie się tutaj w różnych kwestiach nie liczy ?
Aktualnie leżę przygnieciony ciężarem Chaza na łóżku, do którego zostałem przyniesiony siłą. Mężczyzna ewidentnie czegoś chce, ale ja mu tego nie dam.
Gdy jego wargi zaczynają się zbliżać do moich odwracam głowę.
- Mikey... - jego głos jest delikatny.
- Chester, możesz choć raz mnie posłuchać ? Ja chcę się wyspać. Praktycznie za chwile czeka nas trasa, a ja nie mam zamiaru być jak zombie. Daj mi zapomnieć o tym całym dniu i ty też idź spać.
- Ale...
- Nie. Nie ma żadnego ale.
Po krótkiej walce z rękoma Chaza, udaje mi się uwolnić z jego pułapki.
Stanowczym krokiem ruszyłem w stronę łazienki i stanąłem przed lustrem.
Dlaczego ty Shinoda nauczyłeś go tej pewności siebie i stanowczości, której teraz ci brakuje ?
Patrzę na swoje odbicie i moje myśli zaczynają wariować. Jestem nikim. Nie umiem się postawić, nie mam własnego zdania. Moje ciało jest jak marionetka, którą człowiek pociąga za sznurki, w tym przypadku jest to Chester.
Rozbieram się do bokserek i wracam z rzeczami złożonymi na kupkę do pokoju.
Dajcie mi w końcu spać...
Nie wierzę własnym oczom. Bennington śpi wtulony w poduszkę. Czyżby dotarło do niego, że nie jestem zabawką ?
Odłożyłem ubrania i położyłem się do łóżka. Nie minęła minuta, a czułem, że gorąca dłoń oplata mój brzuch. Nawet nie zorientowałem się kiedy znalazłem się w jego objęciach. Welcome to Hell. Dlaczego on musi być jak grzejnik ? Ja się ugotuję...
***
Otwierając rano zaspane oczy czuję chłód, którego nie powinno być.
Patrzę na drugą stronę łóżka, ale nie zauważam mężczyzny.
Przecieram twarz dłońmi i wstaje z miękkiego materaca udając się do szafy.
Próba dzisiaj wyjątkowo trochę później więc nic mi nie przeszkodzi w założeniu za dużej koszulki i dresów.
Przez chwilę się zastanawiałem gdzie mogło wywiać moją drugą połówkę, ale gdy poczułem zapach naleśników, to byłem przekonany, że kuchareczka w kuchni siedzi.
Z uśmiechem na twarzy zjechałem po poręczy i chwilę po tym byłem już w królestwie naleśników.
- Dzień dobry kuchciku - przytulam go od tyłu i szepczę do ucha.
- Widzę, że śpiąca królewna wstała - Chester odwrócił się w moją stronę i lekko musnął moje usta.
- A żebyś wiedział - uśmiechnąłem się i złożyłem na jego policzku szybki pocałunek.
Poczułem dłonie mężczyzny na moich biodrach, wiedziałem, że on liczy na coś więcej, oczekuje dobrego momentu, aby mnie zmanipulować. Przykro mi Chester nie wyjdzie ci to.
- Chyba naleśnik ci się przypala - mówię z uśmiechem czując lekki zapach spalenizny.
Tak na prawdę chciałem się tylko pozbyć jego dłoni z mego ciała, a to był najlepszy moment.
On bez większego zastanowienia odwrócił się do kuchenki aby przewrócić ciasto i po chwili wyłączyć gaz.
Sam poszedłem do salonu i obserwowałem co robi. Nie ma sensu stać na środku małego pomieszczenia zwanego kuchnią i mu przeszkadzać.
- Podano do stołu - z innego świata wyrwał mnie jego głos. Postawił talerz naleśników na stole wraz z syropem klonowym i nutellą.
Czekolada ! Wysmarowałem jeden placek ciasta czekoladą i zacząłem go jeść ze smakiem. Nie mam pojęcia czy ktoś robi lepsze śniadanie niż Chester, ale i tak postawiłbym go na pierwszym miejscu.
***
Gdy zjedliśmy praktycznie wszystko, mężczyzna usiadł koło mnie i lekko się uśmiechnął.
- Jesz jak dziecko, cały się ubrudziłeś - rzekł z lekkim uśmiechem na twarzy, po czym kciukiem przejechał przez moje wargi ścierając resztę kremu czekoladowego.
- Przynajmniej teraz słodki jesteś.
Nie zorientowałem się kiedy on złączył nasze usta w głębokim pocałunku. Tego cały ten czas próbowałem uniknąć. Jeśli czegoś nie wymyślę, zostanę tutaj pozbawiony ubrań i moja godność po raz kolejny pójdzie się jebać, dosłownie.
- Próba.. - udaje mi się powiedzieć słowo, które zostaje stłumione przez jego usta.
- Hmm ? - mruczy.
- Próbę zaraz mamy, zbieramy się. Po samochód muszę jeszcze iść, bo go zostawiłeś... - odpycham go dwiema rękami. Czuję ten przyśpieszony oddech, to szybsze bicie serca. Nie, nie pozwolę sobie na to. Przynajmniej nie teraz.
- Mike, do próby jeszcze mamy czas.
- Nie... samochód jest dziesięć minut drogi stąd, a później dojazd, który też nie trwa sekundy tylko dobre dwadzieścia minut.
Mężczyzna patrzył mi w oczy. Jego wyrażały wręcz błaganie, a moje mówiły tylko "wybacz".
Zamknąłem powieki i odwróciłem głowę. Nie mogę na niego patrzeć.
Odepchnąłem go i ubrałem buty po czym wręcz wybiegłem z domu w ręce trzymając kluczyki.
Michael, co ty robisz.. Chester sam w końcu stwierdzi, że masz go dość. Olewasz go. Nie masz ochoty na nic.
On tego nie zrozumie, ja właśnie go niszczę od środka. Zawsze gdy coś chciał, to otrzymywał, a teraz ? Ja, człowiek, którego kocha, niszczy to wszystko mówiąc mu stop.
Nie patrząc na drogę wpadam prawie pod samochód. Oczywiście wyskakuje z niego jakaś ostro zirytowana blondynka, która wyzywa mnie od najgorszych kurw na świecie. Powiedzmy sobie szczerze... koło chuja mi to lata.
Docieram pod klub "66" widząc mój samochód szczerze się. Całe szczęście, że nikt nie był na tyle głupi aby je zniszczyć.
Takie auta, to wręcz zabytki.
Wsiadam do Camaro i odpalam silnik. Warkot jest cudowny, ale muszę jechać po Chestera, który został sam u mnie.
***
Dojeżdżając na miejsce trąbie. Nie mam ochoty wysiadać i prowadzić go wręcz za rączkę.
Bennington wychodzi w białej koszulce z jakimś napisem, jeansach, czapce z daszkiem i okularach przeciwsłonecznych.
Wsiada bez słowa i czeka abym ruszył.
- Przepraszam... - mówię po chwili patrząc na niego.
On zdejmuje ciemne szkła i unosi brew.
- Przepraszam za bycie dupkiem - wzdycham spuszczając wzrok.
- Przestań, rozumiem. Nie będę cię zmuszał do niczego. Dotarło do mnie, że to nie rozwiązanie - poczułem jego ciepłe dłonie na swojej brodzie. Uniósł lekko moją głowę abym na niego spojrzał, robię to, bo przecież nie będę uciekał wzrokiem przez wieczność.
Aktualnie leżę przygnieciony ciężarem Chaza na łóżku, do którego zostałem przyniesiony siłą. Mężczyzna ewidentnie czegoś chce, ale ja mu tego nie dam.
Gdy jego wargi zaczynają się zbliżać do moich odwracam głowę.
- Mikey... - jego głos jest delikatny.
- Chester, możesz choć raz mnie posłuchać ? Ja chcę się wyspać. Praktycznie za chwile czeka nas trasa, a ja nie mam zamiaru być jak zombie. Daj mi zapomnieć o tym całym dniu i ty też idź spać.
- Ale...
- Nie. Nie ma żadnego ale.
Po krótkiej walce z rękoma Chaza, udaje mi się uwolnić z jego pułapki.
Stanowczym krokiem ruszyłem w stronę łazienki i stanąłem przed lustrem.
Dlaczego ty Shinoda nauczyłeś go tej pewności siebie i stanowczości, której teraz ci brakuje ?
Patrzę na swoje odbicie i moje myśli zaczynają wariować. Jestem nikim. Nie umiem się postawić, nie mam własnego zdania. Moje ciało jest jak marionetka, którą człowiek pociąga za sznurki, w tym przypadku jest to Chester.
Rozbieram się do bokserek i wracam z rzeczami złożonymi na kupkę do pokoju.
Dajcie mi w końcu spać...
Nie wierzę własnym oczom. Bennington śpi wtulony w poduszkę. Czyżby dotarło do niego, że nie jestem zabawką ?
Odłożyłem ubrania i położyłem się do łóżka. Nie minęła minuta, a czułem, że gorąca dłoń oplata mój brzuch. Nawet nie zorientowałem się kiedy znalazłem się w jego objęciach. Welcome to Hell. Dlaczego on musi być jak grzejnik ? Ja się ugotuję...
***
Otwierając rano zaspane oczy czuję chłód, którego nie powinno być.
Patrzę na drugą stronę łóżka, ale nie zauważam mężczyzny.
Przecieram twarz dłońmi i wstaje z miękkiego materaca udając się do szafy.
Próba dzisiaj wyjątkowo trochę później więc nic mi nie przeszkodzi w założeniu za dużej koszulki i dresów.
Przez chwilę się zastanawiałem gdzie mogło wywiać moją drugą połówkę, ale gdy poczułem zapach naleśników, to byłem przekonany, że kuchareczka w kuchni siedzi.
Z uśmiechem na twarzy zjechałem po poręczy i chwilę po tym byłem już w królestwie naleśników.
- Dzień dobry kuchciku - przytulam go od tyłu i szepczę do ucha.
- Widzę, że śpiąca królewna wstała - Chester odwrócił się w moją stronę i lekko musnął moje usta.
- A żebyś wiedział - uśmiechnąłem się i złożyłem na jego policzku szybki pocałunek.
Poczułem dłonie mężczyzny na moich biodrach, wiedziałem, że on liczy na coś więcej, oczekuje dobrego momentu, aby mnie zmanipulować. Przykro mi Chester nie wyjdzie ci to.
- Chyba naleśnik ci się przypala - mówię z uśmiechem czując lekki zapach spalenizny.
Tak na prawdę chciałem się tylko pozbyć jego dłoni z mego ciała, a to był najlepszy moment.
On bez większego zastanowienia odwrócił się do kuchenki aby przewrócić ciasto i po chwili wyłączyć gaz.
Sam poszedłem do salonu i obserwowałem co robi. Nie ma sensu stać na środku małego pomieszczenia zwanego kuchnią i mu przeszkadzać.
- Podano do stołu - z innego świata wyrwał mnie jego głos. Postawił talerz naleśników na stole wraz z syropem klonowym i nutellą.
Czekolada ! Wysmarowałem jeden placek ciasta czekoladą i zacząłem go jeść ze smakiem. Nie mam pojęcia czy ktoś robi lepsze śniadanie niż Chester, ale i tak postawiłbym go na pierwszym miejscu.
***
Gdy zjedliśmy praktycznie wszystko, mężczyzna usiadł koło mnie i lekko się uśmiechnął.
- Jesz jak dziecko, cały się ubrudziłeś - rzekł z lekkim uśmiechem na twarzy, po czym kciukiem przejechał przez moje wargi ścierając resztę kremu czekoladowego.
- Przynajmniej teraz słodki jesteś.
Nie zorientowałem się kiedy on złączył nasze usta w głębokim pocałunku. Tego cały ten czas próbowałem uniknąć. Jeśli czegoś nie wymyślę, zostanę tutaj pozbawiony ubrań i moja godność po raz kolejny pójdzie się jebać, dosłownie.
- Próba.. - udaje mi się powiedzieć słowo, które zostaje stłumione przez jego usta.
- Hmm ? - mruczy.
- Próbę zaraz mamy, zbieramy się. Po samochód muszę jeszcze iść, bo go zostawiłeś... - odpycham go dwiema rękami. Czuję ten przyśpieszony oddech, to szybsze bicie serca. Nie, nie pozwolę sobie na to. Przynajmniej nie teraz.
- Mike, do próby jeszcze mamy czas.
- Nie... samochód jest dziesięć minut drogi stąd, a później dojazd, który też nie trwa sekundy tylko dobre dwadzieścia minut.
Mężczyzna patrzył mi w oczy. Jego wyrażały wręcz błaganie, a moje mówiły tylko "wybacz".
Zamknąłem powieki i odwróciłem głowę. Nie mogę na niego patrzeć.
Odepchnąłem go i ubrałem buty po czym wręcz wybiegłem z domu w ręce trzymając kluczyki.
Michael, co ty robisz.. Chester sam w końcu stwierdzi, że masz go dość. Olewasz go. Nie masz ochoty na nic.
On tego nie zrozumie, ja właśnie go niszczę od środka. Zawsze gdy coś chciał, to otrzymywał, a teraz ? Ja, człowiek, którego kocha, niszczy to wszystko mówiąc mu stop.
Nie patrząc na drogę wpadam prawie pod samochód. Oczywiście wyskakuje z niego jakaś ostro zirytowana blondynka, która wyzywa mnie od najgorszych kurw na świecie. Powiedzmy sobie szczerze... koło chuja mi to lata.
Docieram pod klub "66" widząc mój samochód szczerze się. Całe szczęście, że nikt nie był na tyle głupi aby je zniszczyć.
Takie auta, to wręcz zabytki.
Wsiadam do Camaro i odpalam silnik. Warkot jest cudowny, ale muszę jechać po Chestera, który został sam u mnie.
***
Dojeżdżając na miejsce trąbie. Nie mam ochoty wysiadać i prowadzić go wręcz za rączkę.
Bennington wychodzi w białej koszulce z jakimś napisem, jeansach, czapce z daszkiem i okularach przeciwsłonecznych.
Wsiada bez słowa i czeka abym ruszył.
- Przepraszam... - mówię po chwili patrząc na niego.
On zdejmuje ciemne szkła i unosi brew.
- Przepraszam za bycie dupkiem - wzdycham spuszczając wzrok.
- Przestań, rozumiem. Nie będę cię zmuszał do niczego. Dotarło do mnie, że to nie rozwiązanie - poczułem jego ciepłe dłonie na swojej brodzie. Uniósł lekko moją głowę abym na niego spojrzał, robię to, bo przecież nie będę uciekał wzrokiem przez wieczność.
On zbliżył się i mnie pocałował.
- Będzie dobrze - mówi cicho i każe mi już odpalić samochód, bo się spóźnimy.
Czy mam wybór ? W sumie ma rację, próba rozpoczyna się za chwilę...
Dojeżdżając pod budynek zauważam Dave'a, który najwidoczniej na nas czeka.
Parkuję pojazd i ruszamy w jego stronę.
- Cześć - lekko się uśmiecham i podaję mu dłoń.
- Brada nie będzie... - mówi po chwili.
- Dlaczego ? - Chester opiera się plecami o ścianę i zapala papierosa.
Rzuciłbyś to cholerstwo człowieku, później w całej chacie mi wali tym dymem.. Jeszcze mu się coś stanie przez to.
- Nie odbiera i nie otwiera drzwi.
- Kurwa, cudowna wiadomość ! Wiesz, że nie mamy gitarzysty w tej chwili a jutro rozpoczynamy trasę prawda ?! - jestem wkurzony i w końcu zaczynam przeklinać po japońsku. Czy ten wyjazd ma do cholery jakiś sens ?
Podchodzę do Chaza i opieram czoło o jego klatkę piersiową. Mam dość. Wszystko zaczyna się jebać i to na dodatek przeze mnie.
Dostrzegłem tylko kątem oka, że mężczyzna o którego się opieram wkłada papierosa do ust i odsuwa mnie od siebie.
- Mike, on może jeszcze wróci. Dodatkowo wiem, że siebie obwiniasz. Masz przestać, rozumiesz ?
Podnoszę głowę aby spotkać się z jego brązowymi tęczówkami. Te oczy mogłyby pochłonąć całego mnie.
Niestety ten piękny widok psuje dym ulatniający się z papierosa.
- Przestań palić.. - syczę i wyciągam mu fajkę z ust po czym złamaną rzucam na ziemię, aby po chwili zgnieść ją butem.
Mężczyzna milczy, chyba nie ma ochoty mnie denerwować jeszcze bardziej, no i słusznie !
Wchodzą do studia w trójkę zastajemy tam Roba i Joego, którzy bezskutecznie próbują nawiązać jakikolwiek kontakt z Delsonem.
- Michael, ty cofasz się w czasie ? - zapytał Hahn.
- Coo ?
- Dresy i bluzka, ubrałeś się jakbyśmy grali w dwutysięcznym roku - zaśmiał się.
- Joe, wybacz ale nie jest mi do śmiechu... - wycedzam przez zęby i siadam zdołowany na kanapie.
- Może zróbmy próbę i miejmy ją z głowy, co wy na to ? - zapytał Rob.
- Poradzicie sobie bez klawiszy, dajcie mi odsapnąć i poukładać myśli.
W ogóle wydaje mi się, że gdy mnie nie było, w domu to coś się stało. Chester jest za cichy i za grzeczny...
\,,/(◣_◢)\,,/ ςђคzzא \,,/(◣_◢)\,,/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz