Gdy Bradford wszedł do pomieszczenia, od razu wiedziałem, że to nie skończy się dla mnie dobrze, ja wyjdę obity albo on.. ewentualnie obaj.
Jego wzrok był skierowany na moją dłoń, która spoczywa w uścisku mojego chłopaka.
Emocje jakie kierowały Bradem były mi nie do końca znane. Przez jego twarz przemknął grymas ale zaraz po tym pojawiła się złość. No to mam wjeb...
- Shinoda, możesz mi wyjaśnić do cholery co tu się dzieje ?!
Wziąłem głęboki wdech i przełknąłem głośno ślinę. Sam nie wiem co mu odpowiedzieć. Skłamię po raz kolejny, to będzie źle, a jeśli powiem prawdę, to on mnie tutaj rozszarpie.
- Mike, ile to my się już znamy, przypomnisz ? - zrobił krok do przodu a jego dłonie powoli zaciskały się w pięści. - Rozumiem, że nawet tego nie pamiętasz ! - krzyknął rzucając się na mnie i przygniatając mnie do ściany. Wzrok Chaza był jednoznaczny i wręcz krzyczał "Zaraz zajebie tego gnoja !" Kiwnąłem mu tylko przecząco głową aby się nie wtrącał, bo chce sam to załatwić.
- Ja ci, to wszystko wyjaśnię, ale mnie zostaw do cholery ! - starałem się wyrwać z jego potrzasku.
- Ufałem ci, zawsze mówiłeś prawdę, a teraz się dowiaduję, że mnie cały ten czas mnie oszukiwałeś ?!
Jego wzrok był skierowany na moją dłoń, która spoczywa w uścisku mojego chłopaka.
Emocje jakie kierowały Bradem były mi nie do końca znane. Przez jego twarz przemknął grymas ale zaraz po tym pojawiła się złość. No to mam wjeb...
- Shinoda, możesz mi wyjaśnić do cholery co tu się dzieje ?!
Wziąłem głęboki wdech i przełknąłem głośno ślinę. Sam nie wiem co mu odpowiedzieć. Skłamię po raz kolejny, to będzie źle, a jeśli powiem prawdę, to on mnie tutaj rozszarpie.
- Mike, ile to my się już znamy, przypomnisz ? - zrobił krok do przodu a jego dłonie powoli zaciskały się w pięści. - Rozumiem, że nawet tego nie pamiętasz ! - krzyknął rzucając się na mnie i przygniatając mnie do ściany. Wzrok Chaza był jednoznaczny i wręcz krzyczał "Zaraz zajebie tego gnoja !" Kiwnąłem mu tylko przecząco głową aby się nie wtrącał, bo chce sam to załatwić.
- Ja ci, to wszystko wyjaśnię, ale mnie zostaw do cholery ! - starałem się wyrwać z jego potrzasku.
- Ufałem ci, zawsze mówiłeś prawdę, a teraz się dowiaduję, że mnie cały ten czas mnie oszukiwałeś ?!
- Brad, wyluzuj trochę, to było dla... - mówiłem to trochę niepewnie, ale on mi przerwał.
- Zamknij się ! - To były ostatnie słowa jakie usłyszałem. Ciemność tylko to mnie teraz otacza. Dlaczego ja zawsze muszę dostać w głowę ?!
Otwierając powoli oczy przejechałem dłonią po włosach. Jedyny obraz jaki widziałem to rozmazane plecy Chestera.
Otwierając powoli oczy przejechałem dłonią po włosach. Jedyny obraz jaki widziałem to rozmazane plecy Chestera.
- Tkniesz go jeszcze raz a uwierz mi Delson, pozbędziesz się wnętrzności ! - po jego głosie można wywnioskować, że jest wkurwiony nie na żarty. Widzę jak rozmazany punkt przygniata drugiego do ściany na przeciwko.
- Mike'a jeszcze bym mógł o to podejrzewać, ale ciebie ?! Pojebało cię Bennington ?! Jak można być pedałem do cholery ?!
- Bradford, ja dzisiaj nie ręczę za siebie... jeśli chcesz mi przywalić za to jaki jestem, to proszę bardzo - rzekł robiąc jeden krok w tył rozkładając ręce. - śmiało - dodał po chwili.
Kuszenie Brada, to nie jest rozsądny pomysł, ale Chaz wiedział, że będzie chciał to zrobić z największą przyjemnością. Nie czekając długo Delson ruszył na niego z pięściami. Moje powieki robiły się ponownie ciężkie. Nie, nie teraz !
Gdy po raz kolejny otworzyłem oczy ukazał mnie się obraz leżącego i zwijającego się z bólu Brada.
Gdy po raz kolejny otworzyłem oczy ukazał mnie się obraz leżącego i zwijającego się z bólu Brada.
- Jeśli ci coś nie pasuje, to możesz odjeść z zespołu, nikt cię na siłę tutaj nie będzie trzymać - powiedział przez zęby podając dłoń leżącemu. Cały Chazz, wpierdol spuści ale pomoże temu co ucierpiał, jeśli go zna. I jak go tutaj nie kochać ?
Uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Zastanowię się nad odejściem, bo propozycja jest kusząca. Z resztą nie mam stu procentowej pewności czy was zdzierżę - rzekł wstając z pomocą dłoni Chestera i po chwili wyszedł.
Patrzyłem na te wytatuowane plecy myśląc co będzie dalej. Jak Delson odejdzie, to co my zrobimy z trasą. Przecież jej od tak nie odwołamy i nie powiemy wszystkim, że Brad po prostu miał nas dość i zrezygnował z zespołu. On jest dla nas jak rodzina...
- Wszystko dobrze ? - nawet nie zorientowałem się kiedy Bennington przykucnął przede mną.
Kiwnąłem tylko głową, że nic mi nie jest i spuściłem wzrok. Nie mogę patrzeć na człowieka, który mi dupe ratuje, bo sam nie umiem się obronić przed napastnikiem. Dlaczego muszę być zawsze poniżany i bity ? Sam nie jestem w stanie bronić się, ja nie skrzywdzę nawet muchy, a gdzie człowieka, przyjaciela.. Może bym musiał iść na siłownie, aby zwiększyć swoją siłę ? Sam już nie wiem co mam robić.
Po chwili czuję dłoń na swoim policzku, mężczyzna przejechał przez niego kciukiem i pokręcił głową.
- To nic takiego, tylko kolejny siniak do kolekcji, nie przejmuj się, poza tym ty miałeś leżeć i odpoczywać, a nie bić się z Bradem - mówię cicho oraz podnoszę na niego wzrok.
- Nie mam zamiaru tutaj siedzieć, z resztą wiesz o tym, że nie lubię szpitali - odpowiedział podając mi dłoń, abym się podniósł. Z lekkim uśmiechem wstaję na nogi i przytulam Chestera. Teraz tego potrzebuję.. bliskości, jego bliskości. Nie chcę się załamać więc lgnę do niego jak mały piesek. On mnie również przytula. Milczymy przez jakiś czas, nikt nie chce się odzywać. Każdy z nas potrzebuje chwili ciszy na uspokojenie się.
- Jestem ciekaw co ty powiesz prasie na temat tych siniaków - usłyszałem jego cichy głos.
- Coś wymyślę, już moja w tym głowa.
- Okey, więc chodź - mówi i chwyta mnie za nadgarstek abym szedł za nim.
- Gdzie ? - marszczę brwi, nie jestem pewien gdzie on chce iść.
- Do domu, nie zostanę tutaj ani minuty dłużej.
- No chyba cię pojebało.. chcesz się po takim urazie po prostu wypisać ?
- Tak i nic nie zmieni moje zdania.
- Dlaczego ty musisz być taki uparty... - kręcę zrezygnowany głową i wychodzę z Chazem na korytarz.
- Co się tam s... Kolejny siniak ? - Dave chciał zapytać o coś innego ale chyba bardziej jego uwagę przykuł mój nowy kolego pod drugim okiem.
- Robota Brada... Możecie nas odwieźć do domu ? - zapytałem patrząc na swoje czubki trampek.
- Chester ogłupiałeś, chcesz już wracać ? - pytanie wydostało się z ust Joego.
- Tak, mówię jasno i wyraźnie. Czekajcie chwile, zaraz będę.
W tej chwili Bennington nas opuścił, prawdopodobnie poszedł załatwić wszystkie papiery.
Kurczę, martwię się o niego, najchętniej chciałbym aby tutaj został przez przynajmniej trzy dni. Nie daruje sobie tego jeśli mu się coś stanie.
Opieram się o ścianę i rozmyślam. Ile nas biedy by kosztowało jak by Delson odszedł..
- Brad zastanawia się nad odejściem - mówię praktycznie do powietrza, nie mówię do nikogo konkretnego. Moje słowa odbiły się echem ale po sekundzie czułem na sobie wzrok chłopaków.
- Co proszę ?
- Chester mu powiedział, że nikt go tuta nie trzyma i w każdej chwili może odejść.
- Pojebało go, czy co ? - Rob był załamany, on bardzo lubi Brada i zawsze z nim sztamę trzymał.
- Zobaczymy jak będzie...
W tej chwili przyszedł Chester z wszystkimi dokumentami.
- Możemy jechać - oznajmił a Farrell wyciągnął z kieszeni kluczyki.
- To jak do Chestera, czy do ciebie Mike ?
- Do mnie - powiedzieliśmy jednocześnie. Spojrzałem na niego lekko marszcząc brwi. Daj mi choć raz człowieku zdecydować.
- Jedź do Shinody - rzekł, a Dave skinął głową.
***
Przez całą podróż milczeliśmy. Nikt się nie odezwał. Ja byłem zły na Chaza, że nie został tam dłużej, ale nie będę mu przecież rozkazywał co ma robić, przecież jest dorosły...
- Dzięki Dave, widzimy się jutro, pakuj się powoli, bo pojutrze wyjazd.
- Jasne, cześć - powiedział i zniknął.
- Dlaczego tak bardzo chciałeś tutaj przyjechać ?
- Jak widzisz, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
Weszliśmy do domu, chciałem iść po prostu spać, miałem dość.
- To co planujesz ? - słowa mężczyzny myły przyjemnie i słodkie. Jego dłonie znalazły się nagle na moich biodrach, a głowa na moim ramieniu.
- Idziemy spać, ja mam dość tego dnia, wystarczająco dużo nerwów na ciebie straciłem.
- Mikey, nie bądź na mnie zły, przepraszam.
- Będę i tego nic nie zm... - w tej chwili znalazłem się na jego rękach.
- Puszczaj mnie i nie masz dźwigać !
- Przestań.. - zaśmiał się i poszedł ze mną na górę. Ja go w któryś dzień uduszę...
Uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Zastanowię się nad odejściem, bo propozycja jest kusząca. Z resztą nie mam stu procentowej pewności czy was zdzierżę - rzekł wstając z pomocą dłoni Chestera i po chwili wyszedł.
Patrzyłem na te wytatuowane plecy myśląc co będzie dalej. Jak Delson odejdzie, to co my zrobimy z trasą. Przecież jej od tak nie odwołamy i nie powiemy wszystkim, że Brad po prostu miał nas dość i zrezygnował z zespołu. On jest dla nas jak rodzina...
- Wszystko dobrze ? - nawet nie zorientowałem się kiedy Bennington przykucnął przede mną.
Kiwnąłem tylko głową, że nic mi nie jest i spuściłem wzrok. Nie mogę patrzeć na człowieka, który mi dupe ratuje, bo sam nie umiem się obronić przed napastnikiem. Dlaczego muszę być zawsze poniżany i bity ? Sam nie jestem w stanie bronić się, ja nie skrzywdzę nawet muchy, a gdzie człowieka, przyjaciela.. Może bym musiał iść na siłownie, aby zwiększyć swoją siłę ? Sam już nie wiem co mam robić.
Po chwili czuję dłoń na swoim policzku, mężczyzna przejechał przez niego kciukiem i pokręcił głową.
- To nic takiego, tylko kolejny siniak do kolekcji, nie przejmuj się, poza tym ty miałeś leżeć i odpoczywać, a nie bić się z Bradem - mówię cicho oraz podnoszę na niego wzrok.
- Nie mam zamiaru tutaj siedzieć, z resztą wiesz o tym, że nie lubię szpitali - odpowiedział podając mi dłoń, abym się podniósł. Z lekkim uśmiechem wstaję na nogi i przytulam Chestera. Teraz tego potrzebuję.. bliskości, jego bliskości. Nie chcę się załamać więc lgnę do niego jak mały piesek. On mnie również przytula. Milczymy przez jakiś czas, nikt nie chce się odzywać. Każdy z nas potrzebuje chwili ciszy na uspokojenie się.
- Jestem ciekaw co ty powiesz prasie na temat tych siniaków - usłyszałem jego cichy głos.
- Coś wymyślę, już moja w tym głowa.
- Okey, więc chodź - mówi i chwyta mnie za nadgarstek abym szedł za nim.
- Gdzie ? - marszczę brwi, nie jestem pewien gdzie on chce iść.
- Do domu, nie zostanę tutaj ani minuty dłużej.
- No chyba cię pojebało.. chcesz się po takim urazie po prostu wypisać ?
- Tak i nic nie zmieni moje zdania.
- Dlaczego ty musisz być taki uparty... - kręcę zrezygnowany głową i wychodzę z Chazem na korytarz.
- Co się tam s... Kolejny siniak ? - Dave chciał zapytać o coś innego ale chyba bardziej jego uwagę przykuł mój nowy kolego pod drugim okiem.
- Robota Brada... Możecie nas odwieźć do domu ? - zapytałem patrząc na swoje czubki trampek.
- Chester ogłupiałeś, chcesz już wracać ? - pytanie wydostało się z ust Joego.
- Tak, mówię jasno i wyraźnie. Czekajcie chwile, zaraz będę.
W tej chwili Bennington nas opuścił, prawdopodobnie poszedł załatwić wszystkie papiery.
Kurczę, martwię się o niego, najchętniej chciałbym aby tutaj został przez przynajmniej trzy dni. Nie daruje sobie tego jeśli mu się coś stanie.
Opieram się o ścianę i rozmyślam. Ile nas biedy by kosztowało jak by Delson odszedł..
- Brad zastanawia się nad odejściem - mówię praktycznie do powietrza, nie mówię do nikogo konkretnego. Moje słowa odbiły się echem ale po sekundzie czułem na sobie wzrok chłopaków.
- Co proszę ?
- Chester mu powiedział, że nikt go tuta nie trzyma i w każdej chwili może odejść.
- Pojebało go, czy co ? - Rob był załamany, on bardzo lubi Brada i zawsze z nim sztamę trzymał.
- Zobaczymy jak będzie...
W tej chwili przyszedł Chester z wszystkimi dokumentami.
- Możemy jechać - oznajmił a Farrell wyciągnął z kieszeni kluczyki.
- To jak do Chestera, czy do ciebie Mike ?
- Do mnie - powiedzieliśmy jednocześnie. Spojrzałem na niego lekko marszcząc brwi. Daj mi choć raz człowieku zdecydować.
- Jedź do Shinody - rzekł, a Dave skinął głową.
***
Przez całą podróż milczeliśmy. Nikt się nie odezwał. Ja byłem zły na Chaza, że nie został tam dłużej, ale nie będę mu przecież rozkazywał co ma robić, przecież jest dorosły...
- Dzięki Dave, widzimy się jutro, pakuj się powoli, bo pojutrze wyjazd.
- Jasne, cześć - powiedział i zniknął.
- Dlaczego tak bardzo chciałeś tutaj przyjechać ?
- Jak widzisz, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
Weszliśmy do domu, chciałem iść po prostu spać, miałem dość.
- To co planujesz ? - słowa mężczyzny myły przyjemnie i słodkie. Jego dłonie znalazły się nagle na moich biodrach, a głowa na moim ramieniu.
- Idziemy spać, ja mam dość tego dnia, wystarczająco dużo nerwów na ciebie straciłem.
- Mikey, nie bądź na mnie zły, przepraszam.
- Będę i tego nic nie zm... - w tej chwili znalazłem się na jego rękach.
- Puszczaj mnie i nie masz dźwigać !
- Przestań.. - zaśmiał się i poszedł ze mną na górę. Ja go w któryś dzień uduszę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz