piątek, 31 marca 2017

#7

W tym momencie jego dotyk jest straszny, parzy. Gdy tylko dłonie mężczyzny spoczęły na moich biodrach podskoczyłem.
Nie może tak być, że się go wręcz boję.
On nadal nic nie wie. Pewnie zastanawia się dlaczego nie powiedziałem mu nawet głupiego cześć.
Gdy usłyszał słowa, żeby mnie nie dotykał, cofnął dłonie.
Wziąłem kubek z herbatą i zakrywając nim spore limo udałem się do salonu.
- Dlaczego kulejesz ? - zapytał gdy tylko usiadłem.
- Spadłem ze schodów - powiedziałem krótko. Szedł w moją stronę. Przesunąłem się na drugi koniec kanapy aby zasłonić to co mi zrobił.
Upiłem łyk napoju i zauważyłem, że pod stołem nadal leży butelka Jeck'a Danielsa.
- Pamiętasz to ? - kopnąłem w jego stronę szkło.
- Ja to wypiłem ?
- Czyli nie pamiętasz..
- Co ja robiłem ? Pamiętam tylko jak rozmawiałem z Sebastianem i on chciał z tobą później pogadać.
- Dalej już nic ?
- Nie, przypomnij mi... - rozsiadł się w fotelu.
- Pomijając fakt uchlania się, chęci zapalenia jointa i pobicia mnie to nic nie zrobiłeś... - powiedziałem jak by nic się nie stało i wziąłem kolejnego łyka napoju.
Przez chwilę była cisza. Ani ja ani on się nie odezwaliśmy.
- Chwila, co ? Ja ciebie pobiłem ? Michael nie rób mnie w chuja.
- A śliwę to sobie sam kurwa nabiłem ?! - krzyknąłem i odwróciłem się do niego sinym bokiem - zrobiłeś mi to kiedy wylewałem alkohol. Zacznij się leczyć, bo daleko nie zajdziesz jeśli będziesz codziennie schlany !
Z jednej strony najchętniej bym stąd wyszedł i nie wracał ale trzyma mnie tutaj świadomość, że Chazz może wymyślić coś głupiego.
- Mike, ja...
- Nic nie mów, po prostu do mnie się nie zbliżaj, jasne ?
Wziąłem ostatniego łyka herbaty i poszedłem sprawdzić czy Sebastian śpi.
Oczywiście, że nie. Chłopak ma słuchawki na uszach.
- Seba - szturcham go lekko w ramie, a ten odwraca na mnie wzrok.
- Cooooooooo... - chciał coś więcej powiedzieć ale moja twarz najwidoczniej go tak zszokowała, że wypowiedział jedno słowo.
- Jadę do domu, jak by on coś odwalał to dzwoń - powiedziałem ciszej, bo pewnie Chester stoi za drzwiami i słucha - trzymaj się - przybiłem mu piątkę i wyszedłem trafiając prosto w łapy Chaza. Czyli miałem rację, pan gumowe ucho wszystko musi wiedzieć.
- Weź ręce - syknąłem.
- Mike...
- Nie, biorę twój samochód i jadę do siebie. Przy okazji wjadę do szpitala - rzekłem wyrywając się z jego ramion.
- Gdzie masz kluczyki ? - zapytałem wściekły.
- W kurtce - odpowiedział zrezygnowany. Zrobiło mi się go żal.
Wsiadając do mercedesa wiedziałem, że źle robię. Nie mogę patrzeć na jego minę. On cierpi w środku, ale ja cierpię z bólu.
Gdy brama się otworzyła wycofałem i z piskiem opon ruszyłem w stronę szpitala.
Nie była to przyjemna podróż, gdyż przejazd przez centrum jest męczący.
Ze schowka wyciągnąłem okulary przeciwsłoneczne Chaza i ruszyłem do środka.
Rejestracja i czekanie, dwie najlepsze rzeczy jakie mogą być w tym miejscu...
- Shinoda ! - usłyszałem czyiś głos. W sumie nie potrzebnie unosiłem głowę.
Zleciały się do mnie jakieś trzy dziewczyny, na szczęście nie były zbyt upierdliwe i chciały tylko podpis i wspólną fotkę.
Widziałem, że w moim kierunku zbliżają się kolejne osoby. Na szczęście akurat zostałem przyjęty.
Okazało się, że kostka jest tylko stłuczona, więc mam unikać chodzenia i robić okłady. Całe szczęście. Co do mojego pięknego limo w kolorze śliwki, informacje nie są tak zachwycająco dobre. Mam lekko pękniętą kość policzkową i siniak będzie długo schodził oraz może stać się bardziej intensywniejszy.
Podziękowałem za wizytę i ruszyłem do samochodu.
Teraz pytanie... jechać do siebie czy do Chestera ?
Pokręciłem głową i ruszyłem do swojego domu. Miałem go na razie dość.
Zdążyłem wejść, a zadzwonił do mnie telefon. Na ekranie wyświetlił się napis "Phoenix"
- Co jest Dave ?
- Jesteś u Chestera ?
- Nie, co chcesz ?
- Masz czas ?
- Powiedzmy - rzekłem odkładając klucze na półkę.
- Okey, będę za kilka minut - rozłączył się.
Czy wy mi dzisiaj dacie święty spokój ? Jeszcze niech on mnie zobaczy w takim stanie. Świetnie !
Poszedłem do kuchni wstawić wodę na kawę.
Gdy oparłem się o blat uświadomiłem sobie, że jestem debilem. Zostawiłem młodego z nie do końca trzeźwym ojcem i zabrałem na dodatek mu samochód, choć z drugiej strony dobrze, że to zrobiłem.
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek.
Założyłem pilotki - w nich przynajmniej nie widać mi lima.
- Na co ci okulary w domu ?
- Cześć... nie przemęczam wzroku - palnąłem głupotę.
- Niech ci będzie, chodź do salonu.
Dlaczego to David decyduje gdzie mamy iść ?
- Kawy ?
- Z przyjemnością - powiedział.
Starając się nie utykać dotarłem do kuchni i zalałem kawę.
Wziąłem dwa kubki po czym usiadłem w fotelu.
- Zdejmij te okulary głupku - zaśmiał się, a po chwili wyciągnął dłonie w moją stronę. Chwytając pilotki, zdjął je.
- Coś ty zrobił ? - z jego twarzy zniknął uśmiech.
- Wywaliłem się, nie ważne.
- Bennington ci to zrobił ?
Dlaczego wszyscy myślą, że on to zrobił ?! Czy wszyscy prócz mnie wiedzą o tym co jest w stanie zrobić Chester ?!
- Nie, mówię jasno, że się wywaliłem.
- Idealnie jak byś dostał pięścią w twarz ?
- Dobra, tak. Masz rację, to on... ale nie mówmy  o tym. Co ode mnie chciałeś ?
Dave zaczął mi wyjaśniać, że musimy datę wyjazdu ustalić. Szczerze czym szybciej tym lepiej. Mam dość siedzenia w jednym miejscu. Wspomniał także o tym aby setliste zrobić na każdy koncert. Oczywiście Shinoda ma się tym zająć...
Dlaczego to my wszystko ustalamy ? Jako jedyni jeśli sobie coś postanowimy, to tak będzie.
Miłą rozmowę przerwał nam telefon. Na ekranie wyświetlił się duży napis "Bennington"
- Odbierz - rzekł Dave.
- Niech spierdala...

*Chazz; w tym samym czasie*
Spikey, odbieraj ten telefon. Ja chcę się tylko dowiedzieć czy nic mu nie jest.
Rozłącza się. Cholera !
Ponownie wybieram numer. Nic.
Siadam na kanapie i przecieram twarz dłońmi.
Kurwa facet, odebrałbyś.. wystarczyły by mi słowa typu "Nic mi nie jest" albo "Wszystko w porządku"
- Dobrze się czujesz ? - usłyszałem głos syna.
- Powiedzmy.
- Co jest ?
- Nie mogę się dodzwonić do Mike'a.
- Ehh - westchnął i pojechał do siebie.
Standard, wszyscy kurwa mnie ignorujcie !
- Wychodzę, wrócę późno - rzekłem zamykając za sobą drzwi.
Ruszyłem w stronę domu Michaela. Nie wiem czy to rozsądne ale ja chcę być przy nim. Przeprosić go chociaż.
W połowie drogi rozpadało się. Pięknie, po prostu cudownie.
Wszedłem do sklepu po papierosy oraz aby przeczekać chwilę ulewę.
Uspokoiło się po dobrej godzinie. Nadal padało ale nie była to ściana deszczu.
Wychodząc ze sklepu zapaliłem papierosa, zaciągnąłem kaptur na głowę oraz poprawiłem okulary przeciwsłoneczne.
Dalsza droga ciągnęła się niemiłosiernie...

*Mike*
Z objęć morfeusza wyrwało mnie pukanie do drzwi. Zacząłem zastanawiać się kogo tu niesie w taką pogodę. Na dworze w tej chwili szaleje burza. Wstałem z kanapy po czym pokuśtykałem do drzwi. Przez wizjer nie stwierdzę kogo to niesie, gdyż osoba ma kaptur i spuszczoną głowę.
Nie chcę aby ktoś widział moje piękne limo więc zakrywam je po raz kolejny pilotkami.
Gdy otworzyłem drzwi chciałem je od razu zamknąć ale los chyba chciał abym tą osobę wpuścił do siebie.
Piorun trafił w drzewo, które rośnie u mnie na podwórku. Cholerstwo jest tak wielkie, że gdy zaczęło się łamać wiedziałem, że spadnie na samochód Chestera, to jeszcze na próg.
Wciągnąłem mężczyznę w ostatniej chwili do domu i jak na złość potknąłem się tym samym o buty i upadłem prosto na niego.

czwartek, 30 marca 2017

#6

*Chester*
Tak jak prosiłem Dave zabrał tą trójkę z piwnicy i poszli na miasto.
Ja nadal stałem przy ścianie podpierając się dodatkowo nogą.
Co ja mam z nim zrobić ? Od miesiąca zachowuje się jak dziecko, które by wszystko chciało.
Ja rozumiem, że on chce porozmawiać, ale na cholerę tyle wulgaryzmów ?
Patrzę ślepo przed siebie. Czy ja jestem złym ojcem ?
Jakiś głos w głowie podpowiada mi, że tak.
Nie mam dla niego czasu. Praktycznie chłopak wychowuje się sam, ja tylko z nim rozmawiam rano i ewentualnie przy kolacji jak się wyrobię ze studia.
Za to drugi głos podpowiada mi, że jestem dobry.
Kocham go i w sumie dzięki mnie żyje. Pomagam mu jak mogę. Jeśli czegoś chce i to jest potrzebne to to dostaje. Chociaż... cały czas prosił mnie o kilka rzeczy a ja mu tylko mówiłem, że nie mam czasu.
Kurwa mać...
Kolejne zaciągnięcie się, nikotyna wlatuje do moich płuc.
Czy on tylko chciał zwrócić na siebie uwagę ?
- Chester ? - przede mną staje Mike, a mój wzrok nadal jest nieobecny.
- Chłopie... - mówi do mnie i chwyta moją twarz w dłonie. Ja nie zwracając na to uwagi pale dalej.
- Bennington ! - wręcz krzyczy po czym mnie całuje. Michael serio ? Stoimy przed domem..
Odwzajemniam pocałunek.
- Coś chciałeś ? - zapytałem patrząc na niego wzrokiem, który wyrażał mieszane uczucia.
- Patrzysz w jedno miejsce, jesteś nieobecny.
Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Westchnąłem i wyrzuciłem resztę papierosa.
Wszedłem do domu, a za mną ruszył Mike lecz zatrzymał się gdy zobaczył, że idę do Sebastiana.
Zamknąłem za sobą drzwi.
- Możesz mi wytłumaczyć co to był za popis na dworze ? - powiedziałem opierając się plecami o wejście.
- Nie popis, tylko prawda - rzekł nie odwracając się do mnie.
- Powiesz mi co się z tobą dzieje ?
- Co by dużo mówić...- odwrócił się i podjechał do mnie - nigdy nie powiedziałeś mi słowa o matce, nigdy mnie do końca nie wysłuchałeś. Ostatnio prosiłem cię o trzy ważne rzeczy, a ty po prostu mnie ignorujesz, bo dla ciebie ważniejszą sprawą jest zespół !
- Proszę, pytaj o co chcesz - westchnąłem.
- Ja już ci nie wierze... o tym wole porozmawiać przykładowo z tym co stoi za drzwiami.. - syczy.
- Rozumiem... w takim razie przypomnij mi te trzy ważne rzeczy - traciłem cierpliwość. Jestem człowiekiem wybuchowym ale starałem się tego po sobie nie pokazywać.
- Po pierwsze... potrzebuję biurko, bo to rozpada się na części pierwsze i jest za niskie. Po drugie od pół roku cię proszę abyś mi podpisał papiery na tą jebaną koszykówkę w szkole, a po trzecie... prosiłem cię o jedną rzecz na dodatek dwa lata temu. Chciałem ten stojący wózek, bo mnie już wszystko boli od tego siedzenia !
Tyle czasu od tego wszystkiego minęło ?
- Postaram się to wszystko załatwić jak najszybciej... obiecuje - dodałem cicho.
- Teraz możesz zawołać swojego kochasia, bo chcę z nim rozmawiać...
- Jeszcze nie. Wracając do tematu mojego "kochasia", chcę się dowiedzieć czy tobie to przeszkadza, jeśli tak to zrozumiem.
- Wychowywałem się tyle lat bez matki i w sumie bez ciebie, że jest mi to bez różnicy z kim sypiasz, a teraz zawołaj mi Shinode - odwrócił się do biurka i już go nie interesowała moja obecność.
Jestem wkurwiony. Powinien o takich rzeczach rozmawiać ze mną. Dodatkowo jestem zły na samego siebie. Jebać to wszystko.
Wychodząc z jego pokoju prawie trzasnąłem z całej siły drzwiami. Na szczęście Mike je zatrzymał ręką.
- Chce z tobą porozmawiać - syknąłem i poszedłem do salonu.
Wyciągnąłem z barku szklankę i Whisky.
*Mike*
Sebastian chce coś ode mnie. Może to ważne ale widząc minę Chestera nie wiem czy chcę tam wchodzić. W sumie nie mam wyboru.
Wziąłem głęboki wdech i otworzyłem drzwi.
- Co jest ? - zapytałem prosto z mostu.
- Weź to oceń, jak to wygląda wizualnie, proszę. A poza tym, to siadaj i ty powiedz mi prawdę o matce.
- Ojciec ci nie chce powiedzieć ? - zmarszczyłem brwi przyglądając się rysunkowi.
- Mam go dość i mu już nie wierze.
- Czyli nie mam wyboru. A więc twoja matka była z początku sympatyczną osobą, później zaczęły się problemy - młody spojrzał na mnie i wydawał się zainteresowany - problemy z Kirą. Zaczęła notorycznie ćpać, pić, po prostu znienawidziła twojego ojca i za cholerę nie chciała mieć dzieci. - przerwałem na chwilę. - chyba za dużo już powiedziałem - wstałem z fotela odkładając kartkę z rysunkiem mu na biurko.
- Chcę znać całą prawdę. Kenji, on mi tego nie powie. Najgorsza prawda będzie dobra.
Pokręciłem zrezygnowany głową i dokończyłem mu historię jak jego matka chciała się pozbyć ciąży oraz, to że dzięki Chesterowi on żyje.
- Świetnie ! Traktuje człowieka, który mi dupę ratuje jak śmiecia. Zajebiście kurwa ! - krzyczy wściekły.
- Będzie dobrze. Uspokój się, później go przeprosisz i tyle, poza tematem wtrącę, że rysunek jest interesujący.
Jak na razie on przedstawia zarysy dwóch osób. Widać, że są szczęśliwi. Zobaczymy co z tego wyjdzie - Przemyśl sobie wszystko na spokojnie.
Wychodząc z pokoju czułem silną woń Whisky. No bo mu jebnę... wszedłem w idealnym momencie, gdyż Chester odpalał jointa.
- Nawet nie próbuj... - podszedłem do niego.
- Dlaczego niby ? - zapytał jakby nic się nie stało.
- Masz nie palić tego gówna, raz ci to życie zniszczyło. Koniec ! - wyrwałem to cholerstwo z jego dłoni, połamałem i wyrzuciłem za okno - Koniec żartów Bennington !
- Michael... ja tego potrzebuję... - ledwo wydobywa z siebie dźwięk przy okazji chwycił mnie za koszulę.
Opary alkoholu z jego ust były zabójcze.
Jednym okiem zaglądam pod ławę aby namierzyć butelki.
Widzę na razie jednego Jack'a Danielsa.
- Ile wychlałeś w tym czasie ?
- Mało.
Unoszę brew i chwytam go za nadgarstki, aby mnie puścił.
- Mikey
- Nie ma Mikey, jest wkurwiony Shinoda, mam cię dość ! Zostaw mnie i nawet się stąd nie ruszaj.
Szybkim krokiem ruszyłem na górę, po jakiś koc i poduszkę.
Oczywiście jak na złość potknąłem się o własne nogi i spadłem z piętra na parter.
Oparłem się o ścianę i chwyciłem za kostkę.
Boli jak cholera...
- Co się dzieje ? - z pokoju wyjechał zszokowany Sebastian.
- Nic, jest... okey - ostatni wyraz powiedziałem cicho sycząc i się podnosząc - wracaj do siebie, chyb... - tu mi przerwał.
- Znowu się schlał ? - zapytał jak by to była norma.
- Jak to znowu ?
- Ostatnio dużo pije.
- Już ja go ustawie do pionu... - powiedziałem przez zęby. - Wracaj do siebie.
Chłopak tylko kiwnął głową i pojechał do pokoju.
- Jesteś nienormalny ! Chlejesz na umór, a teraz pomyśl jak by się Sebastianowi coś stało, to kto by go do szpitala zawiózł ?!
- Zadzwoniłbym po karetkę...
- I byś miał problemy przez to, że się upiłeś !
- Zamknij się już, bo mnie wkurwiasz - wycedził przez zęby.
- To wiesz co.. radź sobie sam ! - rzuciłem koc na panele i pokuśtykałem do barku zabierając mu wszystkie napoje alkoholowe. Podszedłem z butelkami do zlewu i zacząłem wylewać zawartość.
- Zostaw to ! - podbiegł do mnie.
- Nie, masz się opanować, a to jest jedyne wyjście ! - krzyknąłem. Nawet się nie zorientowałem kiedy zrobiło mi się ciemno przed oczami.
Otworzyłem oczy po pewnym czasie. Siedziałem na podłodze oparty o szafki.
Tył głowy mnie bolał jak i prawa strona twarzy.
Ledwo wstałem na nogi i podparłem się o blat.
Zobaczyłem, że Chester śpi na kanapie.
Dotarłem do łazienki. Moje odbicie w lustrze uświadomiło mi, że ten gnojek mnie pobił. Mam limo pod okiem. W co ja się wpakowałem ?
Wróciłem do kuchni aby zabrać jakiś lód z zamrażalki. Oczywiście on takiego czegoś nie posiada, do wyboru miałem tylko mrożone pakowane warzywa.
Zabrałem to i poszedłem do góry. Zakluczyłem się w pokoju po czym zasnąłem. Nie miałem na nic siły, człowiek którego kocham mnie pobił. Zleciałem ze schodów, jeszcze niech się coś stanie, to będę największym pechowcem na świecie.
***
Obudziłem się krótko przed dziewiątą.
Mam zmarzniętą połowę twarzy i kostka mi spuchła. Jebać to wszystko.
Zebrałem się i zszedłem na dół.
Bennington siedział przy kawie, a ja omijając go nalałem sobie wrzątku do kubka i zrobiłem herbatę.
- Mike, co ci jest ? - podchodzi do mnie obejmując mnie od tyłu.
- Nie dotykaj mnie nawet - warknąłem. Prawdopodobnie on nawet nie wie co mi zrobił...

wtorek, 28 marca 2017

#5

*Dave*
Sobota, wreszcie wolne, można spokojnie porozmawiać z rodziną, każdemu wyjaśnić wiele rzeczy czy nawet napić się piwa z przyjaciółmi.
Mam nadzieję, że Chester nie zapomniał o tym.
Ja miałem przyjść o jedenastej, a za godzinę ma dotrzeć reszta.
Dlaczego umówiłem się tak wcześnie ?
Mamy parę spraw do obgadania. Musimy zaplanować trasę, bo reszcie powiedzieliśmy, że wszystko już gotowe i w każdej chwili możemy im pokazać.
Niestety nie mieliśmy czasu tego omówić.
Stojąc u drzwi Benningtona zastanawiam się czy on w ogóle wstał.
Najwyżej go obudzę.
Dzwonię dzwonkiem i czekam aż ktoś mi otworzy. Ku mojemu zdziwieniu otwiera mi Sebastian.
- Cześć młody.
- Yo Daveeey ! - zaśmiał się i wystawił dłoń aby przybić mu piątkę. Oczywiście to uczyniłem.
- Jest Chazz ? - zapytałem.
- Z Mike'iem na górze. Poszli chyba ćwiczyć czy coś. W sumie nie wiem co oni tam robią, bo włączyli jakąś muzykę i później nic już nie słyszałem - rzekł chłopak.
- Dobra, pójdę do nich.
- Droga wolna i tak cię nie powstrzymam - zaśmiał się Seba.
- Chester ! - krzyknąłem wchodząc po schodach. Niestety nie otrzymałem żadnej odpowiedzi - Michael ?! - wołam.
Ogłuchli czy jak ?
Chwytam za klamkę ale drzwi zamknięte. Słyszę z pomieszczenia dźwięki jakich by nikt nie chciał słyszeć.
Odwracam się na pięcie i schodzę ponownie na dół przeczesując włosy dłonią.
Wchodzę do kuchni i robię sobie kawę a młodemu herbatę.
Nie chce nawet wiedzieć od kiedy i co im strzeliło do tego łba. Ja jestem tolerancyjny i nie spodziewałem się tego. 
Owszem, Mike się zachowywał dziwnie i specyficznie w towarzystwie Chaza, ale po Benningtonie bym się tego za cholerę nie spodziewał.
Ja jestem ciekaw czy Sebastian w ogóle wie. W sumie jest jeszcze młody i lepiej aby nie wiedział, że jego tata właśnie się przespał ze swoim najlepszym kumplem.
- Dave, wszystko gra ? - z rozmyślań wyrwał mnie chłopak. Dopiero teraz zorientowałem się, że stoję przy aneksie dziesięć minut ślepo patrząc przed siebie.
- Tak, jasne.
- Byłeś po nich ? - zmarszczył brwi.
- Zaraz pewnie przyjdą - dałem łyka napoju i podałem młodemu kubek.
- Dzięki - rzekł i pojechał ponownie do siebie.
Wszedłem do salonu i z przyzwyczajenia wyciągnąłem kartkę i długopis spod ławy.
Od czego by tu zacząć...
Pierwszym punktem na liście pojawiła się Szwajcaria, kolejne dwa to Niemcy.
Następnie pojedziemy do Holandii i ponownie wrócimy do Niemczech. Polska, Austria, Francja i Brytania. Na sam koniec wrócimy do kraju aby tutaj dać kilka koncertów.
- No idź.. - usłyszałem Chestera.
Mike chyba coś szeptał, bo go nie było słychać.
Po chwili z góry zszedł zadowolony z siebie Bennington. Wchodząc do salonu zaczął wkładać koszulkę.
- Dave, już jesteś ?
- Prawie od czterdziestu minut.
- Serio ? - zapytał zdziwiony.
- Tak, gdzie masz Mike'a ?
- Skąd wiesz, że on tu jest ?
Gryzłem się w język aby nie powiedzieć czegoś  w stylu "Tak jęczy tylko Shinoda".
- Sebastian mi powiedział - uśmiechnąłem się wręczając mężczyźnie kartkę.
- Sam ze sobą to omówiłeś ? - uniósł zdziwiony lekko brew.
- Ciężko było czekać aż skończycie swoją "próbę" - przy ostatnim słowie dodałem cudzysłów z palcy.
Zauważyłem automatycznie jego zakłopotanie.
- Farrell ! Cześć - do pokoju wleciał Mike i dzięki niemu Chazz się trochę wyluzował.
- Panie Shinoda, tu masz kartkę i myśl czy tak może być, czy coś zmieniamy ? - podałem mu drugą, taką samą listę koncertów.
- Trzy razy Niemcy ? Ocipiałeś ?
- Nie.
- Zrób dwa razy Polska i będzie git. Nie mam ochoty rozmawiać po niemiecku tyle czasu.
- A po polsku lepiej ?
- Tu chociaż wiem, że mają bardzo dobre danie.
- Masz na myśli pe... pren.
- Pierogi głupku ! - krzyknął Mike.
- No o to mi chodziło - rzekłem.
- Długo tu jesteś ? - zapytał po chwili.
- Tak, już to mówiłem Chesterowi.
***
Chłopaki przyszli punktualnie. Pokazaliśmy im całą listę. Każdy miał jakieś swoje "ale", lecz w końcu zostało tak jak ja postanowiłem.
W ruch poszło piwo. Zeszliśmy do piwnicy aby zrobić szybką próbę i omówić kilka ważnych kwestii.
*Mike*
Cały czas siedziałem zamyślony. Jeśli Dave był tu wcześniej, to czy on coś wie ?
Dałem łyk piwa i spojrzałem na Chestera. On jak zawsze zachowywał się normalnie. Nikt nie ma prawa aby go podejżewać o takie rzeczy, tylko ja zawsze jestem nieobecny. Dzisiaj się to zmieni.
Zagraliśmy kilka kawałków, po czym Brad stwierdził, że chce zagrać w butelkę. Czy mam coś do stracenia ?
Chyba nie...
Wszyscy się zgodziliśmy na pomysł Delsona.
Gdy tylko wypiliśmy butelkę wódki zaczęliśmy się wygłupiać.
- Michael ! - z rozmyślań wyrwał mnie Joe. - Pytanie czy wyzwanie.
- Wszystko mi jedno - uśmiechnąłem się.
- Masz kogoś mordeczkooo ? - specjalnie przeciągnął to "o" - ale szczerze stary.
- Mam, jest to bardzo sympatyczna osoba - powiedziałem bez namysłu i kątem oka zobaczyłem w lustrze na przeciwko mnie, że przygryzam wargę.
- Kto taki ? - zadał ponowne pytanie Koreańczyk.
- Koniec z pytania, moja kolej ! - kręcę butelką i wypada na rudego.
- Prawda - mówi od razu.
- Znasz jakąś moją tajemnice ?
- Tak, taką z dzisiaj - wyszczerzył ząbki. Zorientowałem się dopiero po chwili o co mu chodzi. Na moich policzkach pojawił się delikatny rumieniec.
I ponownie kręcę ja... tym razem Chester.
- Pytanie czy...
- Wyzwanie ! - ja go kiedyś uduszę.
- Ja, mam pomysł - mówi lekko podpity Rob.
- Jaki ? - pytamy równocześnie.
- Niech Chazz pocałuje Mike'a
Farrell się zaśmiał po czym udał, że się czymś zachłysnął.
Bennington bez większych wymówek zamienił się miejscem z Robem i mnie pocałował. Był to bardzo, bardzo przyjemny pocałunek co można było wywnioskować po moich spodniach.
- Wiedziałem ! Jak nic oni są razem albo jeden się kocha w drugim - rzekł Joe.
- Skąd takie wnioski ? - zapytał Broudon.
- Popatrz tylko na nich.. to jasne jak słońce.
Wywróciłem w myślach oczami i oderwałem się od chłopaka.
***
Godziny mijały a my byliśmy coraz bardziej upojeni. Co chwilę mieliśmy głupie pomysły. W sumie najtrzeźwiejszym z nas był Chester. Zaskoczyło mnie to, gdyż on zazwyczaj pije do upadłego. Może chce się powstrzymać aby mieć świadomość co robi, albo nie ma zamiaru tracić głosu.
Dave jeszcze się trzyma na nogach i pod pretekstem wyjścia na zewnątrz prosi mnie i Chaza abyśmy z nim poszli na górę.
Nic do stracenia nam nie zostało.
Ruszyliśmy za Farrellem.
Wyszedł przed dom i wyciągnął z kieszeni fajki. Od kiedy on pali ?!
Chester jak zawsze się skusił ale ja odmówiłem.
- Ja wiem o was, ale lepiej niech na razie ta trójca święta o niczym się nie dowie. Z resztą wiecie jaki jest Brad. Zaraz wszystkim wygada.
Jak gdyby nigdy nic na zewnątrz wyjechał Sebastian, który na samym początku nas nie dostrzegł więc zapalił sobie fajkę.
- Ekhem... mogę wiedzieć co ty robisz tutaj o tej porze z moimi Chesterfieldami w rękach ? - zapytał Chazz patrząc na syna.
- Em, ja to wyjaśnię...
- Oddaj i wracaj do siebie - powiedział przez zęby. Był zdenerwowany a u Benningtonów można to wyczuć na kilometr. Seba był chyba bardziej zestresowany ale po chwili zmarszczył brwi i rzekł.
- Wiem co robiliście na górze... a tak poza tym jestem ciekaw jak ty sobie wyobrażasz trasę, ja muszę zostać na miejscu. Mam szkołę.
- Kogoś ci załatwię, przecież nie raz już tak robiliśmy.
- No tak, bo wielki pan Bennington nie umie usiedzieć z synem na dupie, tylko cały czas jakieś kurwa koncerty, próby i spotkania ! Byś w końcu ze mną do chuja pogadał !
Zamurowało mnie. Pierwszy raz widzę taką agresję u młodego. Był nieźle zdenerwowany. Chazz głęboko oddychał próbując się jak najbardziej uspokoić.
- Porozmawiamy na spokojnie później... jedź do pokoju. Proszę - rzekł opanowany.
- Pierdol się... - nastolatek znikł za drzwiami. Co mu odbiło, to ja nie wiem.
Jest siedemnasta a ja sterczę jak słup soli czekając na jakieś wyjaśnienia.
Nie doczekam się ich.
- Chaz, to ja może... - odezwałem się w końcu.
- Zostań, Dave weź proszę resztę idźcie do domów.. ja już nie mam siły... - Chester oparł się o ścianę i zasłonił dłonią oczy po czym zaciągnął się papierosem...
On musi z nim porozmawiać...

niedziela, 26 marca 2017

#4

*Chester*

Co ja mam mu powiedzieć ? Zapytał mnie o ćpanie. Dlaczego to zrobiłem ?
Byłem na niego wściekły, jak można ukrywać takie rzeczy przez półtora roku...
Dodatkowo zaczepili mnie starzy "kumple", mogłem dostać po mordzie albo z nimi zajarać.
Wybrałem tą drugą opcję. Nie spaliłem wszystkiego. Może dwa razy narkotyk dostał się do moich płuc. Reszta się po prostu wypaliła. Wiem, że zmarnowałem dużo dobrego dla tych ludzi, ale mnie to już tak nie kręci.
Czułem się po tym dobrze więc stwierdziłem, ze to ostatni dzwonek aby wsiąść do samochodu i jechać pod studio. Jeśli bym jeszcze chwile tam czekał, mogło się to wszystko zakończyć jakimś wypadkiem.
Gdy Mike do mnie napisał siedziałem w pojeździe na parkingu i wściekałem się na siebie.
- Więc ? - z rozmyślania wyrwał mnie Shinoda.
- Po prostu musiałem... tyle. Mike, sam na siebie jestem wściekły za to, nie zrobię tego ponownie.
- To dobrze, bo jak jeszcze raz zobaczę cie w takim stanie, to marny twój los, a teraz siadaj - lekko się uśmiechnął i wziął łyk kawy.
Dzisiaj jest sobota. Ja powinienem siedzieć w domu, ale jak widać ktoś mnie tu trzyma. I tak muszę o dziesiątej stad wyjechać.
Wziąłem kawę z blatu i upiłem połowę, wręcz gotującego napoju po czym uśmiechnąłem się do Spike'a.
- Jak ty to tak szybko możesz pić, to ja nigdy nie zrozumiem.
- Wielu rzeczy nie możesz pojąć - usiadłem koło niego.
Siedzimy w ciszy, a ja czuje się przez niego obserwowany.
Patrzę na godzinę... jest dopiero po czwartej. Najchętniej napiłbym się whisky ale prowadzę.
Wstałem i chciałem iść umyć kubki. Ktoś mnie zatrzymał.
Mike chwycił mnie za pasek od spodni.
- Co ? - zapytałem trzymając obie szklanki.
- Siadaj...
- Daj mi chociaż odnieś naczynia.. - powiedziałem wzdychając.
Poczułem jak jego ręka cofa się z mojego paska.
Odstawiłem kubki do zlewu i wróciłem do niego.
Usiadłem obok, a on podniósł na mnie wzrok i delikatnie się uśmiechnął. Jego oczy wyrażały wręcz prośbę.
- Nie pat... - uciszył mnie w połowie zdania. Otworzyłem na chwilę szerzej oczy aby po sekundzie je zamknąć i rozkoszować się pocałunkiem.
Mike mnie pociąga od długiego czasu, media nadal myślą, że mam kochającą żonę.. tak kiedyś wcisnąłem im taki kit.
Dlaczego mu nic nigdy nie powiedziałem ? Życie homoseksualnie nie jest usłane różami. Jak by ludzie się dowiedzieli, to by wpłynęło na naszą reputację, a te hieny - paparazzi, są wszędzie.
Dotknąłem lewą dłonią jego policzka, a on zarzucił mi ręce na kark.
Nie wytrzymałem, położyłem go na łopatki i tym razem ja przejąłem inicjatywę
Nie myśląc długo wsunąłem dłoń pod jego koszulkę, on spiął wszystkie mięśnie i cicho jęknął ale rozeszło się to w moich ustach.
Spike lekko się zarumienił.
- Coś taki nieśmiały ? - szepnąłem.
Spike tylko wziął głęboki oddech.
Poczułem jego dłonie na moich biodrach.
Zdjąłem Mike'owi koszulkę, a on odpiął klamrę paska zjeżdżając niżej aby rozpiąć mi spodnie. Gdy poczułem jak jego dłonie zaczynając przesuwać rozporek w dół, nagle otrzeźwiałem.
- Dość, nie teraz. Nie dzisiaj... - szepnąłem odrywając się od niego.
- Chester, co jest ? - zapytał zaskoczony moją reakcją.
- Po prostu nie mogę.
- Ale...
- Nie ! Powiedziałem jasno. - krzyknąłem na niego, lecz od razu się poprawiłem.
Zapiąłem spodnie i usiadłem mu na biodrach.
- Po prostu nie mogę tego z tobą zrobić. Rozumiesz ? To dla mnie za szybko. Nie byłem w żadnym związku od narodzin Sebastiana.
- Rozumiem - Shinoda spuścił głowę.
- Nie załamuj się, nie wystawię cię...
On tylko spojrzał na mnie pytająco.
- Myślisz, że dlaczego z nikim nie byłem ? Jestem biseksualny, a na dodatek media myślą, że mam żonę.
Mike szybko zamrugał.
- Tak, tu mnie masz... czekałem aż ty mi, to powiesz. Nie robię pierwszych kroków chyba, że to kobieta.
- Jesteś idiotą ! - chwycił za poduszkę i mnie nią uderzył - nienawidzę cię, specjalnie mi nic nie mówiłeś, gnojek, najgorszy człowiek jakiego znam ! - Dalej okładał mnie poduszką.
Chwyciłem go za nadgarstki.
- Już, wyluzuj. Wiem, że zasługuje na karę, ale opanuj się.
- Wredny jesteś - sykną.
- A ty w połowie nagi - wyciągnąłem w jego stronę język i zerknąłem na zegarek. Szósta siedemnaście. Ile nam czasu zleciało na tym wszystkim...
Gdy tylko wstałem usłyszałem pytanie.
- Gdzie idziesz ?
- Zrobić śniadanie, bo ty nie masz talentu do gotowania, a twoje kanapki czasami wyglądają jak nieszczęście.
- Dzięki... - usłyszałem i kątem oka zobaczyłem jak zakłada koszulkę.
Umyłem kubki po kawie i zabrałem się za jakieś śniadanie.
Chyba jajecznica będzie dobrym wyborem.
Stojąc nad kuchenka i smażąc jajka poczułem na brzuchu zimne dłonie.
- Co ?
- Głodny jestem i stwierdziłem, że popatrzę co tam smacznego przyrządzasz, no i przyszedłem po pepsi - zaśmiał się zabierając swoje dłonie z mojego ciała.
- To co widać - wyszczerzyłem ząbki biorąc patelnie w rękę i wykładając jedzenie na talerz.
Przy okazji przygotowałem kanapki i ruszyłem ze śniadaniem do salonu.
***
Zjedliśmy już jakiś czas temu. Stwierdziliśmy ze obejrzymy kilka filmów.
Godzina dziewiąta trzydzieści.
- Michael, ja musze jechać.
- Gdzie ? - zmarszczył brwi.
- Po Sebastiana.
- Mogę z tobą ? - zapytał robiąc słodkie, niewinne oczka.
- Mam wybór ?
- Nie.
- Idź się ubierz, bo nie pojedziesz chyba w za dużej koszulce i dresach.
Poszliśmy na górę.
Założyłem białą bluzkę i poszedłem na korytarz po moja skore oraz adidasy.
Byłem gotowy, czekałem tylko na Mike'a.
On zszedł w czerwonej koszuli w kratę i szarych jeansach.
Wyszczerzył się i ubrał trampki.
- Rozumiem ze gotowy ?
- No ba.
Wyszliśmy z domu, a Shinoda zamknął drzwi.
Chciałem otworzyć samochód ale zorientowałem się, że nie mam kluczyków.
- Oddaj mi klucze od mojego maleństwa - zaśmiałem się.
- Twojego maleństwa ? - z jego ust wymknął się śmiech.
- A co ty myślisz ? Tego cudeńka za ferrari nawet nie zamienię - wyszczerzyłem się a Mike rzucił w moją stronę klucze.
Wsiadłem i odpaliłem mesia.
- Wsiadasz, czy mam na ciebie trąbić jak na panienki ? - zaśmiałem się.
- Nienawidzę cię - pokręcił niezadowolony głową i wsiadł, zapinając pasy.
Musieliśmy udać się na drugi koniec miasta. Dlaczego o tej godzinie są korki ?!
Chwilę po tym zadzwonił mi telefon.
- Bennington - warknąłem stojąc w korku i przeklinając wszystkich w głębi duszy.
- Cześć, jedziesz czy mam sam pofatygować się do domu ?
- Będę za piętnaście minut.
- Czekam - w tej chwili się rozłączył.
Myślałem, ze będziemy stać dlużej w korku, ale uwinęliśmy się w dziesięć minut. Zatrąbiłem, a po sekundzie wyjechał Sebastian.
Wskazałem mu tylne drzwi pojazdu. On popatrzył na mnie pytająco.
Wysiadłem z wozu i gdy chłopak już siedział na kanapie włożyłem  jego wózek do bagażnika.
***
Dotarliśmy do domu.
- Mogę wejść, nie ? - wyszczerzył się Mikey.
- Nie ma problemu, wchodź - odezwał się młody.
Wyciągnąłem jego ustrojstwo z bagażnika i mogliśmy udać się do domu.
Chłopak pojechał zamknąć się w pokoju. Wydaje mi się, że cos go gryzie ale porozmawiam o tym z nim później.
Ruszyłem do siebie, a za mną kroczył Mike.
Oj chłopie nie wiem czy to dobry pomysł abyś tu wchodził.
Wziąłem głęboki wdech i odwróciłem się do mężczyzny.
Minoda właśnie przygryzał wargę.
Niech on tak nie robi. To jest aż za bardzo pociągające.. a w sumie...
podszedłem do wieży i włączyłem jakąś muzykę, po czym podszedłem do Spike'a i pocałowałem go.
- Chodź... - szepnąłem zmysłowo.
- Jeszcze rano byłeś temu przeci.. - przerwałem mu.
- Jebać to - uśmiechnąłem się i pogłębiłem nasz pocałunek. Następnie cała akcja przeniosła się na łóżko...

Obrobione w 90%. Po prostu nie mam już sił.

sobota, 25 marca 2017

#3

Co ja mam zrobić ? Chazz wygląda jakby zobaczył ducha, niepokoi mnie trochę jego przyśpieszone tętno.
Jest już późno, podejrzewam, że wszystko już z nim dobrze, ale nadal się waham. Przecież on był na mnie wściekły, a teraz po prostu chce ze mną spać ?!
To chore i raczej nie jest to dobry pomysł.
Jeśli się nie zgodzę może mi wypominać to przy każdej okazji, a przecież powiedziałem mu, że za nim tęsknie jak go nie ma. Kurwa mać !
Bennington błądzi oczami, patrzy w sufit, w podłogę i na ściany... byle nie na mnie.
Jednak raz nie udało mu się uciec.
Nasze spojrzenia się spotkały. Te ciemne oczy... dlaczego one muszą być takie cudowne...
Mike, opanuj się !
Westchnąłem.
- Wchodź - powiedziałem cicho.
On położył się od razu na łóżku.
Pokręciłem niezadowolony głową i wstałem z podłogi podchodząc do szafy.
Zabrałem z niej dres i luźną koszulkę.
Czas na prysznic. Jest późno, ale nie pójdę przecież spać brudny.
Wszedłem pod natrysk a moje ciało oblał strumień chłodnej wody. Potrzebowałem tego jak nigdy. Mam po prostu dość tej chorej sytuacji. Czułem jak wszystkie emocje schodzą ze mnie.
Nareszcie mogę się wyluzować i nie myśleć o tym, że ten dureń coś sobie zrobi.
Wychodząc spod prysznica zacząłem się zastanawiać nad pewną osobą. No i sobie uświadomiłem bardzo ważną rzecz. Szybko się ubrałem i ruszyłem do Chaza. Proszę powiedźcie, że on jeszcze nie śpi... - wbiegłem prawie do pokoju.
Chester grzebał coś w telefonie, dzięki Bogu.
- Sebastian jest w domu ? - zapytałem z nadzieją, że tak jest i przynajmniej wie co się z nim dzieje.
- Nie, został na noc u kolegi.
Uff całe szczęście.
Pewnie teraz zastanawiacie się "Kto to do cholery Sebastian", prawda ?
Więc już wyjaśniam.
Chester miał kiedyś dziewczynę, ona go nie kochała ale gdy ta parka wypiłp o jeden kieliszek za dużo, poszli razem do łóżka. On wtedy zapomniał o  pewnej ważnej rzeczy. Jego dziewczyna też nie zwróciła na to większej uwagi. Po dziewięciu miesiącach na świat przyszedł Sebastian. Kira, bo tak miała na imię, umarła przy porodzie, więc został tylko on aby pomóc biednemu małemu chłopczykowi.
Seba praktycznie nie jest podobny do Chestera. No chyba, że spojrzymy na oczy.
Jego jak i Chazza są równie przenikliwe i seksowne.
Shinoda... panuj nad sobą.
Wracając do chłopaka, ma on piętnaście lat. Teraz pewnie stwierdzicie po co się interesuje. A jest po co. On jest niepełnosprawny. Lekarze twierdzą, że jest to wina matki. Kobieta przez całą ciąże chodziła najebana jak messerschmitt. Nie chciała tego dziecka. Dla niej jedno jasne i oczywiste wyjście to aborcja. Chester jako człowiek w miarę rozważny nie zgodził się na to pod żadnym pozorem, ale chłopak za to wylądował na wózku z paraliżem nóg. Radzi sobie doskonale ze wszystkim, ale nie raz twierdził, że ma dość albo, że w końcu chce się ruszyć z wózka, bo siedzenie na dupie mu nie służy...
- U kolegi tak ? - upewniłem się.
- Tak, na sto procent.
Odetchnąłem z ulgą i położyłem się obok Chazza.
- To jest twoja granica, a to moja. - wskazałem na połowę łóżka.
- Nie przesadzaj - warknął
- Mówię poważnie, nie masz jej przekraczać pod żadnym pozorem.
Nie zdążyłem mrugnąć a on siedział już na moich biodrach.
- Chester, nie podoba mi się to.
- Dlaczego ? - lekko przechylił głowę patrząc na mnie zaciekawiony.
- Ostatnio byłeś wściekły na mnie.
- Już nie jestem, przeszło mi. Wszystko sobie przemyślałem.
Po tych słowach mężczyzna schylił się i musnął delikatnie moje usta. Popatrzył mi w oczy jak by czekał. Zastanawiał się co zrobię... co ja mam w tym łbie. Niestety ale jego wzrok jest bardzo przenikliwy.
- Nie masz więcej ćpać, bo ci dupę z nóg powyrywam - powiedziałem poważnie mrużąc oczka.
- Chyba na odwrót - zaśmiał się
- Nieważne - rzekłem i złożyłem na jego ustach pocałunek. Bez zastanowienia odwzajemnił to. Zarzuciłem mu ręce na kark i zatopiłem się w jego ustach.
Był on zmysłowy, namiętny i wręcz wyrażający przeprosiny.
- I tak jesteś debilem - powiedziałem gdy skończyliśmy.
Chester uniósł lekko brew i położył się obok.
- Eh, wiem. Ale ciekawie reagujesz na moja bliskość - na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech.
- Co masz na myśli ?
- Pomyśl... - wyszczerzył się i odwrócił na bok.
Skierowałem wzrok w stronę dresów. Cholera...
- Mam jeszcze jedno pytanie - powiedziałem.
- Jakie ?
- Dlaczego tu przyszedłeś ?
- Po prostu koszmary mnie na nową męczą i uświadomiłem sobie coś ty do mnie powiedział rano...
- Idź spać, porozmawiamy później - powiedziałem odwracając się plecami do niego i wszedłem pod koc.
*sen*
Stoję na środku dużego pomieszczenia, dookoła mnie są ludzie, ludzie których znam. Chłopaki z zespołu, Sebastian, rodzina i szef wytwórni.
Na przeciwko mnie stoi Bennington, jest odwrócony do mnie plecami.
- Dlaczego nam tego wcześniej nie powiedziałeś ?! - słyszę krzyk.
O co im chodzi. Gapią się jak bym im coś zrobił.
- Nie będziemy z wami współpracować, już nigdy.
- Zmień nazwisko !
Te i wiele gorszych wyzwisk padało w moim kierunku. Do cholery o co tutaj wszystkim chodzi ?!
Po chwili wszyscy zaczęli znikać. Zostałem ja i Chester.
- Co jest ? - zapytałem podchodząc do niego.
- Nienawidzę cię, wynoś się z mojego życia raz na zawsze, wszystko zniszczyłeś - usłyszałem jego głos. Po tych słowach się odwrócił i mi przywalił rzucając w moją stronę wyzwiskiem "Pedał"

Otworzyłem szeroko oczy a mój oddech przyspieszył. Czułem, że pot się ze mnie leje.
Sprawdziłem godzinę była czwarta siedemnaście.
Wstałem z łóżka i zszedłem na dół aby się napić.
Nalałem sobie do szklanki wody, po czym wstawiłem czajnik z nią na kawę, bo wiem, że nie zasnę.
Odwróciłem się w stronę aneksu kuchennego i zobaczyłem, że na blacie leżą jego papierosy. Chwilę patrzyłem na paczkę po czym wyciągnąłem jednego i wziąłem zapalniczkę z jego kurtki.
Wyszedłem na dwór i odpaliłem szluga.
Nie paliłem bardzo długi czas. W sumie to już minęło dwanaście lat. Stanąłem pod ścianą i się zaciągnąłem.
Minęła może minuta a usłyszałem otwierające się drzwi.
- Mogę wiedzieć co ty robisz o tej godzinie na dworze na dodatek z moim papierosem w ustach ? - zapytał krzyżując ręce na piersi i opierając się o futrynę.
- Dlaczego nie śpisz ? - zignorowałem jego pytanie zaciągając się ponownie.
- Pytałem pierwszy - po jego głosie wnioskowałem, że był wkurzony.
- Nie obchodzi mnie to - syknąłem.
- Mike, co jest ? - stanął przede mną i zabrał mi papierosa z ręki dopalając go do końca.
- Nic, pojebany sen mnie obudził, tyle. Zadowolony ? To teraz odpowiedz na moje pytanie.
- Gotująca się woda obudzi nawet zmarłego.
No tak, zostawiłem ją przecież na gazie.
- Wybacz - warknąłem.
- Nie ma problemu ale teraz oddaj mi moją zapalniczkę i chodź do domu.
Zrobiłem co kazał. Chciałem od razu zalać sobie kawę ale ona już stała i czekała. Wziąłem ją i usiadłem wygodnie w fotelu.
- Teraz mi powiedz, szczerze dlaczego się wczoraj naćpałeś - syknąłem, gdy Chazz wszedł do salonu.

Koniec #3 :) Miłego czytania.

piątek, 24 marca 2017

#2

*Mike*
Dlaczego to ja zawsze muszę być tym złym ?
Chester się wkurzył. Nie chciałem do tego doprowadzić, ale wyszło dziwnie.
Wyszedł szybkim krokiem z pomieszczenia trzaskając drzwiami.
O nie Bennington.
- Chester ! - krzyknąłem widząc go jak wpada na Phoenixa w drzwiach, przy okazji sprzedając mu cios z barku.
- A temu co ? - zapytał zdziwiony Farrell.
- Nie ważne, przejdzie mu - rzekłem siadając na schodach i opierając głowę na kolanach.
Dlaczego on tak zareagował ? Przecież mogłem mu to wyjaśnić. Zaczekał by chwilę...
Pisk opon przerwał moje rozmyślania. W tej chwili zdałem sobie sprawę, że odjechał.
Podnoszę się ciężko wzdychając.
- Gdzie on pojechał ? - w tym momencie wszedł Brad.
- Wali mnie to - syknąłem tak jak by mnie to nie obchodziło.
Poszliśmy z chłopakami na górę, na tą pieprzoną próbę
Szczerze za cholerę nie wiem dlaczego ja tu siedzę.. przecież bez tego cymbała ona i tak się nie rozpocznie...
Wszyscy zjawili się po upływie może dziesięciu minut, wszyscy prócz Chestera.
- Gdzie ty się podziewałeś ? Wszyscy cię szukaliśmy - odezwał się Joe.
- Spałem.
- Gdzie ?
- W tak zwanej "Świątyni Snu Chaza"
- A telefon ?
- Wyciszyłem - rzekłem, a po chwili wyciągnąłem go z kieszeni widząc pełno nieodebranych połączeń.
Jako jedyny nie dzwonił Chester. Pokręciłem zrezygnowany głową.
Włączyłem w urządzeniu dźwięki i ponownie schowałem do spodni.
***
Siedzimy już tutaj dobre dwie godziny. Zaczynam się martwić, może nie potrzebnie ale wiem, że on jest do wszystkiego zdolny.
Wychodzę z pomieszczenia pod pretekstem potrzeby. Wchodząc do łazienki  pisze do Chaza wiadomość "Będziesz dzisiaj czy mamy sobie iść ?"
Nie minęły trzy minuty, a otrzymałem odpowiedź "Porozmawiamy o tym później"
Przepraszam bardzo... napisałem mu pytanie, które dotyczy innej sprawy.
"Odpowiadaj normalnie... będziesz czy nie ?!"
"Dajcie mi dziesięć minut do chuja !"
Znów wkurzony, po raz kolejny mu odbija. Na dodatek jest wkurzony przeze mnie.
Wracam na miejsce.
- Zbieramy się - rzekł Dave wstając z kanapy.
- On będzie za dzie... - znajomy głos przerwał mi moją wypowiedź.
- Już jestem - poczułem dłoń na ramieniu. Automatycznie moje ciało spięło wszystkie mięśnie. .
- Możemy zaczynać ? - warknął niezadowolony Rob.
- Tak - rzekłem równo z Chazem, po czym spojrzałem na niego.
Rozpoczęliśmy w końcu tą nieszczęsną próbę. Ona niedługo powinna się kończyć a nie zaczynać.
Bennington poszedł za szybę a ja stanąłem przy klawiszach.
Mieliśmy zacząć śpiewać The Catalyst ale przy pierwszych słowach, Chester zaczął się śmiać.
Jak tak można ?!
Piosenka zaczyna się od słów "Boże pobłogosław nas wszystkich", a ten się śmieje.
Podszedłem do szyby i zapukałem.
- W porządku ? - zapytałem patrząc się na niego.
- Jasne, czekaj... czekaj chwilę. Muszę się... - nie dokończył. Kolejny napad śmiechu. Zmarszczyłem brwi i uniosłem jego głowę.
- Popatrz na mnie - powiedziałem poważnie.
Ten tylko zamknął oczy i pokręcił przecząco głową.
- Chester kurwa ! - krzyknąłem. Uspokoił się chwilowo i spuścił wzrok.
- Popatrz na mnie kretynie.. - syknąłem przez zaciśnięte zęby. W końcu zrobił to.
- Seksowny jesteś - rzekł i pokazał swoje białe zęby.
Wziąłem głębszy wdech i wróciłem do chłopaków.
- Dzisiaj wolne.
- Na cholerę my tyle czekaliśmy...
- Jak dziś wolne ? - zainteresował się Dave.
- A widzisz, żeby on był w stanie cokolwiek zaśpiewać ? Bo ja nie.
Wszyscy wyszli. Prawie wszyscy.
- Ej, gdzie oni poszli ? - zapytał mężczyzna przytulając mnie od tyłu.
- Odwal się ode mnie - syknąłem.
- Dlaczego taki jesteś ? - oparł głowę mi na ramieniu.
- Bo jesteś naćpany, nie dotykaj mnie - chwyciłem jego ręce i odepchnąłem go.
- Mike... przestań, nie jest ze mną tak źle.
- Nie obchodzi mnie to - siadam na kanapie i zastanawiam się czy nie iść do domu, bo nie ma sensu tutaj siedzieć. Z drugiej strony nie chce zostawiać tutaj Chestera, bo może coś jeszcze wykombinować.
Na cholerę ja się o niego martwię ?! Przecież on jest na mnie wkurzony.. znaczy był. Teraz jest naćpany.
- Ty tu przyjechałeś samochodem ? - zapytałem patrząc przed siebie.
- Tak, a co ?
- Jesteś chory... - warknąłem po czym wstałem i chwyciłem go za nadgarstek.
- Co chcesz ? - zapytał.
- Chodź - pociągnąłem go za sobą.
Zeszliśmy na parking i stanęliśmy przed jego samochodem.
- Daj kluczyki - powiedziałem wystawiając dłoń.
- Przecież ty nie jeździsz - zmarszczył brwi.
- To nie znaczy, że nie mam prawa jazdy ! - wręcz krzyczę, na niego. Mężczyzna nie chętnie wyciąga kluczyki z kieszeni.
- Wsiadaj i nie dyskutuj.
Chester jak baranek usiadł na przednim siedzeniu.
Pokręciłem zrezygnowany głową, usiadłem za kółkiem i odpaliłem silnik.
Ruszyłem z piskiem opon zapinając po drodze pas.
- Shinoda, kierunków nie pomyliłeś ? - zapytał gdy zaczęliśmy jechać w stronę mojego mieszkania.
- Nie, nie mam ochoty siedzieć u ciebie.
- Mikey... - usłyszałem jego przyjemny głos a po chwili położył dłoń na moim udzie.
- Opanuj się - warknąłem spychając jego rękę z mej nogi.
Po dziesięciu minutach dotarliśmy do mnie. Wjechałem na posesje i wyszedłem z wozu.
Walnąłem otwartą dłonią w dach pojazdu aby Chester z niego wysiadł.
- Ekhem - otwarłem mu drzwi.
On się uśmiechnął i ruszył w stronę budynku.
- Ty śpisz tu, ja idę do siebie - wskazałem mu na kanapę.
Oczywiście było jeszcze wcześnie ale ja nie miałem ochoty na niego patrzeć.
- Rób co chcesz, jak coś jestem u siebie.
*kilka godzin później*
Właśnie kończyłem malować, gdy mężczyzna zapukał do moich drzwi lekko je uchylając.
- Co chcesz ? - zapytałem robiąc ostatni ruch pędzlem, po czym odwróciłem się w jego stronę.
Stał w przejściu w samych bokserkach. Był lekko zaspany ale można było dostrzec jego przyśpieszony oddech.
- Mogę z tobą spać ? - zapytał wręcz błagalnym głosem.
Zerknąłem na zegarek i dostrzegłem, że dochodzi pierwsza w nocy. Co ja tak długo robiłem ?! Wpuścić go, czy nie ?
Wiele pytań teraz mi przychodziło na myśl, ale ja głupi patrzyłem na wyraz twarzy Chestera.

Oto jest druga część :) Miłego czytania.
~Chazzy

środa, 22 marca 2017

#1

Patrzę w jeden punkt, ta ściana jest bardzo interesująca. Nie mogę od niej oderwać wzroku, a tak na poważnie... siedzę tutaj, w studio, na tej samej kanapie od pięciu godzin i patrzę przed siebie.
Dlaczego ty jako jedyny nie umiesz iść normalnie do domu, Shinoda ?!
Wzdycham głęboko, przecierając twarz dłońmi.
Unoszę się i ruszam w stronę wyjścia chwytając za klucze na wieszaku.
Zamykam pomieszczenie po czym idę korytarzem do końca.
Napotykam na swojej drodze drzwi, które mają przybitą do siebie tabliczkę "Linkin Park"
Pod nią oczywiście nabazgrane flamastrem "Świątynia snu Chaza"
Wchodzę tutaj raz na ruski rok, ale nie mam ochoty o pierwszej w nocy iść na drugi koniec miasta, specjalnie do domu, po to aby wstać o piątej. To by było bezsensu.
Moim oczom ukazuje się duże łóżko, szafa i biurko. Wszystko w ciemnym brązie. Zakluczam drzwi. Ściany są koloru szarego i współgrają z przecieranymi, wręcz czarnymi panelami.
Dlaczego Chester, lubisz takie kolory ? Ja bym to wszystko pomalował na jakiś pomarańcz, bądź ciepły i przyjemny kolor.
Pomieszczenie jest również bardzo dobrze wyciszone, ledwo słychać pukanie do drzwi.
Zdjąłem spodnie i bluze dodatkowo wyciszając telefon na zero, po czym skoczyłem na łóżko wokalisty. Z uśmiechem na twarzy, przytuliłem poduszkę czując zapach Chaza.
Jest on bardzo przyjemy a za razem uspokajający. Zamknąłem oczy i wraz z wyimaginowanym Benningtonem udałem się w objęcia morfeusza.

*Dave*

Wysłałem w nocy Mike'owi wiadomość, że będę standardowo po niego o dziewiątej. Nie dostałem odpowiedzi na sms'a, więc stwierdziłem, że pewnie śpi.
Wstałem o ósmej i udałem się do łazienki, gdzie miałem uszykowane ubrania.
Wziąłem szybki prysznic po czym ubrałem się.
Schodząc na parter w celu uszykowania sobie śniadania zauważyłem, że jest już ósma pięćdziesiąt.
Kilka razy szybko zamrugałem i przetarłem twarz dłońmi.
Dlaczego ja zawsze mam tak, że jak robie coś na szybko, to i tak się spóźniam.
Wziąłem łyk kawy z ekspresu po czym wyszedłem z domu, biorąc w rękę kanapkę.
Wsiadłem do samochodu i ruszyłem po Mike'a.
Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego on mieszka tak daleko. Przecież to jest dobre dwie godziny marszu od studio.
Jak na złość, korek. Kurwa mać !
Wyciągam telefon i dzwonie do Shinody.
Jeden sygnał, drugi, trzeci... Shinoda, zostaw wiadomość po sygnale.
No nie.. jeszcze ten nie odbiera. Zapowiada się wspaniały dzień !
Zostaje mi tylko stać i trąbić na tych zjebów przede mną.
Podjeżdżam pod chałupe Mike'a spóźniony dwadzieścia minut.
Trąbie na znak, że jestem, jednak on nie wychodzi.
Otwieram drzwi pojazdu i podchodzę do drzwi.
Pukam, dzownie dzwonkiem, próbuje się dodzwonić, jednak to na marne.
Pierdole... jade do studio.
Docieram tam w przeciągu dziesięciu minut i wchodząc do budynku widzę chłopaków.
- Dave, cześć. Gdzie podziałeś Mike'a ? - pyta Joe uśmiechając się i podając mi rękę na przywitanie.
- Nie wiem gdzie jest. Nie ma go w domu i nie odbiera telefonu.
- Co ? - rzekł Hahn marszcząc brwi.
- Powaga.
- Pewnie jak zawsze ta pokraka śpi w studio na kanapie - odezwał się nagle Chester odpalając papierosa po czym opierając się o ścianę.
- Zobaczymy...

*Chester*

Co oni się tak przejmują. Znają go na tyle, że powinni wiedzieć co on takiego robi jak mu się nie chce iść do domu.
Wzruszam ramionami i przez moją głowę przelatują myśli.
Może poszedł do sklepu, albo zasnął w łazience jak ostatnio.
Wibruje mi coś w kieszeni, nie patrząc na wyświetlacz odbieram.
- Ta ? - mówię wypuszczając dym z ust.
- Nie ma go.
- Jak go, kurwa nie ma ?! - warczę niezadowolony.
Z jednej strony wolałbym aby się znalazł w tej chwili, najlepiej przy mnie, a z drugiej strony nie za bardzo się tym przejmuje. Przecież nic mu nie mogło się stać, prawda ?
- Zaraz jestem... - dodaje po chwili i się rozłączam.
Rzucam niedopałek na ziemię i zgniatam butem.
Idę po schodach mając nadzieje, że wpadne na Shinode. Niestety, nie udało się.
- Studio zamknięte - szarpie za klamkę Brad.
- Widzę... jakby było otwarte, to byście tam siedzieli.
Rob nie czekając na nic, wskazał nam miejsca gdzie mamy go szukać.
Ja mam zostać w budynku, Rob z Joe idą w miasto
Brad jedzie sprawdzić jeszcze raz dom Mike'a a Dave do sklepu i piekarni.
Wzdycham.
Wszyscy już sobie poszli.
Zacząłem walić w drzwi od studia, jednak nie otrzymałem odpowiedzi.
Toalety wszystkie wolne.
Przebiegłem cały budynek i wróciłem do punktu wyjścia.
Usiadłem pod pomieszczeniem, gdzie było studio.
Oparłem o drewniane drzwi głowę i patrzyłem przed siebie.
Kurwa... jaki ja jestem głupi - uświadomiłem sobie, to zerkając na tabliczkę w oddali.
Pukam, nic.
Eh, no tak. Pomieszczenie wyciszone.
Wale wręcz pięściami.
Nie mija minuta a otwiera mi totalnie zaspany Shinoda.
- Czego ? - pyta i przytula się do poduszki opierając się o ścianę.
- Zdajesz sobie sprawę, że stoisz przede mną w samych bokserkach i bez koszuli, a na dodatek przytulasz moją poduszkę, prawda ?
- Co ?! - krzyczy po czym odskakuje odwracając się plecami i zaczyna ubierać spodnie.
- Oj Mikey, Mikey... - mruknąłem podchodząc do niego od tyłu. Położyłem mu dłonie na biodra a brodę oparłem na jego ramieniu.
- Mogę wiedzieć, co ty robisz ? - mruknął prostując się. Czułem jak jego wszystkie mięśnie się spinają... ciekawe dlaczego, tak na mnie reaguje.
- A ja mogę wiedzieć coś ty robił z moją poduszką ? - w tej chwili zapinał pasek ale gdy usłyszał moje pytanie zauważyłem, że się lekko czerwieni.
- Dobra, nie było pytania - powiedziałem łapiąc go za pasek i unosząc na barki.
- Chester co ty robisz ?!
- Idziemy do studia - powiedziałem spokojnie.
- Nie, bez koszulki nigdzie się nie wybieram !
- Marudzisz... - ruszyłem dalej.
- Chester ! - krzyknął i zaparł się w drzwiach.
Wywróciłem tylko oczami i go postawiłem.
Chłopak miał jedynie grubą bluzę, a dzisiaj jest dobre trzydzieści stopni.
- Kurwa... - powiedział pod nosem.
- W szafie masz koszulki - powiedziałem opierając się o futrynę.
- Okey - zawahał się. Słyszałem to wyraźnie ale w końcu otworzył szafe i wyciągnął jasną koszulkę.
- Teraz pan maruda wyjdzie, czy mam mu pomóc ?
- Denerwujesz mnie dzisiaj od samego rana - syknął.
- Widzę ale wydaje mi się, że coś jeszcze robię... - uśmiecham się pod nosem.
- Śnisz - rzekł jak by czytał mi w myślach.
Gdy wielki pan Shinoda opuścił moje królestwo ruszyliśmy w stronę pomieszczenia gdzie powinniśmy siedzieć od godziny.
Zadzwoniłem do wszystkich, że znalazłem Mike'a. Odpowiedzieli, że zaraz będą.
Spike, grzebał w przednich kieszeniach spodni szukając kluczy.
Wsadziłem rękę do jego tylnej kieszeni kończąc rozmowę z Davem.
- Chester, nie macaj mnie ! - krzyknął, a ja go skarciłem wzrokiem unosząc kluczę na wysokość jego oczu.
- Co wy tam robicie ? - zapytał zdziwiony Farrell
- Nie twój interes - zaśmiałem się i rozłączyłem.
- Jesteś głupi - usłyszałem z ust Mike'a cichą wypowiedź.
Pokręciłem tylko głową i podałem mu klucz od pomieszczenia.
Weszliśmy do środka, a ja rozsiadłem się na wygodnej kanapie.
- Kanapa przestała ci wystarczać ? - zapytałem unosząc przy tym brew oraz wkładając sobie ręce za głowe.
- Tak - warknął.
Mike ewidentnie nie jest dzisiaj w humorze.
- O co ci chodzi ? - powiedziałem poważnie.
- O jajco.
Głupie docinki ze strony Spike'a, co to się stało ?
- Gadaj.
- Przepraszam bardzo, co mam ci mówić, że tęskie za tobą debilu jak cię nie ma ?!
- Co proszę - zmarszczyłem brwi.
- To co słyszałeś.. - powiedział cicho i stanął ze spuszczoną głową nad klawiszami. Zaczął coś grać, widać było, że stara się na mnie nie zwracać uwagi.
Podniosłem się z kanapy i podszedłem do niego kładąc dłonie na końcach keyboardu.
- Od kiedy ?
- Od półtora roku.
- Dlaczego mi wcześniej tego nie powiedziałeś ? - syknąłem. Chyba nie potrzebnie, bo mina Minody była tak trochę nie określona. Wyrażała smutek, ból, radość i wzruszenie. Dodatkowo się zaczerwienił.
- Nie zrozumiałbyś tego wcześniej.
- Twierdzisz, że jestem na tyle tępy, żebym tego nie zrozumiał ? Wiesz co ? Dzięki stary, na prawdę jestem ci wdzięczny jak chuj ! - krzyknąłem i wyszedłem ze studia wkurzony. Mógł być to fajny, miły i śmieszny dzień, ale wielki pan musiał to zniszczyć. Mam go dość. Na dzisiaj próby mi wystarczy.
Zbiegałem wręcz ze schodów. W drzwiach obijając się o Davida, który nic nie wiedział.
- Chester ! - to były ostatnie słowa jakie usłyszałem i to na dodatek od Mike'a...
W takim razie on zbiegł za mną.
Wsiadłem do samochodu, odpaliłem go i pojechałem parking dalej.
Siedząc w tej puszcze uderzyłem ręką o górną część kierownicy.
- Kurwa - chwyciłem się za bolącą rękę.
Usiadłem wygodnie w fotelu i myślałem, wrócić czy nie...

Rebellion ! Takie coś od Chazzy wyszło ? Szok !
Zapraszam do czytania ! :)