środa, 22 marca 2017

#1

Patrzę w jeden punkt, ta ściana jest bardzo interesująca. Nie mogę od niej oderwać wzroku, a tak na poważnie... siedzę tutaj, w studio, na tej samej kanapie od pięciu godzin i patrzę przed siebie.
Dlaczego ty jako jedyny nie umiesz iść normalnie do domu, Shinoda ?!
Wzdycham głęboko, przecierając twarz dłońmi.
Unoszę się i ruszam w stronę wyjścia chwytając za klucze na wieszaku.
Zamykam pomieszczenie po czym idę korytarzem do końca.
Napotykam na swojej drodze drzwi, które mają przybitą do siebie tabliczkę "Linkin Park"
Pod nią oczywiście nabazgrane flamastrem "Świątynia snu Chaza"
Wchodzę tutaj raz na ruski rok, ale nie mam ochoty o pierwszej w nocy iść na drugi koniec miasta, specjalnie do domu, po to aby wstać o piątej. To by było bezsensu.
Moim oczom ukazuje się duże łóżko, szafa i biurko. Wszystko w ciemnym brązie. Zakluczam drzwi. Ściany są koloru szarego i współgrają z przecieranymi, wręcz czarnymi panelami.
Dlaczego Chester, lubisz takie kolory ? Ja bym to wszystko pomalował na jakiś pomarańcz, bądź ciepły i przyjemny kolor.
Pomieszczenie jest również bardzo dobrze wyciszone, ledwo słychać pukanie do drzwi.
Zdjąłem spodnie i bluze dodatkowo wyciszając telefon na zero, po czym skoczyłem na łóżko wokalisty. Z uśmiechem na twarzy, przytuliłem poduszkę czując zapach Chaza.
Jest on bardzo przyjemy a za razem uspokajający. Zamknąłem oczy i wraz z wyimaginowanym Benningtonem udałem się w objęcia morfeusza.

*Dave*

Wysłałem w nocy Mike'owi wiadomość, że będę standardowo po niego o dziewiątej. Nie dostałem odpowiedzi na sms'a, więc stwierdziłem, że pewnie śpi.
Wstałem o ósmej i udałem się do łazienki, gdzie miałem uszykowane ubrania.
Wziąłem szybki prysznic po czym ubrałem się.
Schodząc na parter w celu uszykowania sobie śniadania zauważyłem, że jest już ósma pięćdziesiąt.
Kilka razy szybko zamrugałem i przetarłem twarz dłońmi.
Dlaczego ja zawsze mam tak, że jak robie coś na szybko, to i tak się spóźniam.
Wziąłem łyk kawy z ekspresu po czym wyszedłem z domu, biorąc w rękę kanapkę.
Wsiadłem do samochodu i ruszyłem po Mike'a.
Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego on mieszka tak daleko. Przecież to jest dobre dwie godziny marszu od studio.
Jak na złość, korek. Kurwa mać !
Wyciągam telefon i dzwonie do Shinody.
Jeden sygnał, drugi, trzeci... Shinoda, zostaw wiadomość po sygnale.
No nie.. jeszcze ten nie odbiera. Zapowiada się wspaniały dzień !
Zostaje mi tylko stać i trąbić na tych zjebów przede mną.
Podjeżdżam pod chałupe Mike'a spóźniony dwadzieścia minut.
Trąbie na znak, że jestem, jednak on nie wychodzi.
Otwieram drzwi pojazdu i podchodzę do drzwi.
Pukam, dzownie dzwonkiem, próbuje się dodzwonić, jednak to na marne.
Pierdole... jade do studio.
Docieram tam w przeciągu dziesięciu minut i wchodząc do budynku widzę chłopaków.
- Dave, cześć. Gdzie podziałeś Mike'a ? - pyta Joe uśmiechając się i podając mi rękę na przywitanie.
- Nie wiem gdzie jest. Nie ma go w domu i nie odbiera telefonu.
- Co ? - rzekł Hahn marszcząc brwi.
- Powaga.
- Pewnie jak zawsze ta pokraka śpi w studio na kanapie - odezwał się nagle Chester odpalając papierosa po czym opierając się o ścianę.
- Zobaczymy...

*Chester*

Co oni się tak przejmują. Znają go na tyle, że powinni wiedzieć co on takiego robi jak mu się nie chce iść do domu.
Wzruszam ramionami i przez moją głowę przelatują myśli.
Może poszedł do sklepu, albo zasnął w łazience jak ostatnio.
Wibruje mi coś w kieszeni, nie patrząc na wyświetlacz odbieram.
- Ta ? - mówię wypuszczając dym z ust.
- Nie ma go.
- Jak go, kurwa nie ma ?! - warczę niezadowolony.
Z jednej strony wolałbym aby się znalazł w tej chwili, najlepiej przy mnie, a z drugiej strony nie za bardzo się tym przejmuje. Przecież nic mu nie mogło się stać, prawda ?
- Zaraz jestem... - dodaje po chwili i się rozłączam.
Rzucam niedopałek na ziemię i zgniatam butem.
Idę po schodach mając nadzieje, że wpadne na Shinode. Niestety, nie udało się.
- Studio zamknięte - szarpie za klamkę Brad.
- Widzę... jakby było otwarte, to byście tam siedzieli.
Rob nie czekając na nic, wskazał nam miejsca gdzie mamy go szukać.
Ja mam zostać w budynku, Rob z Joe idą w miasto
Brad jedzie sprawdzić jeszcze raz dom Mike'a a Dave do sklepu i piekarni.
Wzdycham.
Wszyscy już sobie poszli.
Zacząłem walić w drzwi od studia, jednak nie otrzymałem odpowiedzi.
Toalety wszystkie wolne.
Przebiegłem cały budynek i wróciłem do punktu wyjścia.
Usiadłem pod pomieszczeniem, gdzie było studio.
Oparłem o drewniane drzwi głowę i patrzyłem przed siebie.
Kurwa... jaki ja jestem głupi - uświadomiłem sobie, to zerkając na tabliczkę w oddali.
Pukam, nic.
Eh, no tak. Pomieszczenie wyciszone.
Wale wręcz pięściami.
Nie mija minuta a otwiera mi totalnie zaspany Shinoda.
- Czego ? - pyta i przytula się do poduszki opierając się o ścianę.
- Zdajesz sobie sprawę, że stoisz przede mną w samych bokserkach i bez koszuli, a na dodatek przytulasz moją poduszkę, prawda ?
- Co ?! - krzyczy po czym odskakuje odwracając się plecami i zaczyna ubierać spodnie.
- Oj Mikey, Mikey... - mruknąłem podchodząc do niego od tyłu. Położyłem mu dłonie na biodra a brodę oparłem na jego ramieniu.
- Mogę wiedzieć, co ty robisz ? - mruknął prostując się. Czułem jak jego wszystkie mięśnie się spinają... ciekawe dlaczego, tak na mnie reaguje.
- A ja mogę wiedzieć coś ty robił z moją poduszką ? - w tej chwili zapinał pasek ale gdy usłyszał moje pytanie zauważyłem, że się lekko czerwieni.
- Dobra, nie było pytania - powiedziałem łapiąc go za pasek i unosząc na barki.
- Chester co ty robisz ?!
- Idziemy do studia - powiedziałem spokojnie.
- Nie, bez koszulki nigdzie się nie wybieram !
- Marudzisz... - ruszyłem dalej.
- Chester ! - krzyknął i zaparł się w drzwiach.
Wywróciłem tylko oczami i go postawiłem.
Chłopak miał jedynie grubą bluzę, a dzisiaj jest dobre trzydzieści stopni.
- Kurwa... - powiedział pod nosem.
- W szafie masz koszulki - powiedziałem opierając się o futrynę.
- Okey - zawahał się. Słyszałem to wyraźnie ale w końcu otworzył szafe i wyciągnął jasną koszulkę.
- Teraz pan maruda wyjdzie, czy mam mu pomóc ?
- Denerwujesz mnie dzisiaj od samego rana - syknął.
- Widzę ale wydaje mi się, że coś jeszcze robię... - uśmiecham się pod nosem.
- Śnisz - rzekł jak by czytał mi w myślach.
Gdy wielki pan Shinoda opuścił moje królestwo ruszyliśmy w stronę pomieszczenia gdzie powinniśmy siedzieć od godziny.
Zadzwoniłem do wszystkich, że znalazłem Mike'a. Odpowiedzieli, że zaraz będą.
Spike, grzebał w przednich kieszeniach spodni szukając kluczy.
Wsadziłem rękę do jego tylnej kieszeni kończąc rozmowę z Davem.
- Chester, nie macaj mnie ! - krzyknął, a ja go skarciłem wzrokiem unosząc kluczę na wysokość jego oczu.
- Co wy tam robicie ? - zapytał zdziwiony Farrell
- Nie twój interes - zaśmiałem się i rozłączyłem.
- Jesteś głupi - usłyszałem z ust Mike'a cichą wypowiedź.
Pokręciłem tylko głową i podałem mu klucz od pomieszczenia.
Weszliśmy do środka, a ja rozsiadłem się na wygodnej kanapie.
- Kanapa przestała ci wystarczać ? - zapytałem unosząc przy tym brew oraz wkładając sobie ręce za głowe.
- Tak - warknął.
Mike ewidentnie nie jest dzisiaj w humorze.
- O co ci chodzi ? - powiedziałem poważnie.
- O jajco.
Głupie docinki ze strony Spike'a, co to się stało ?
- Gadaj.
- Przepraszam bardzo, co mam ci mówić, że tęskie za tobą debilu jak cię nie ma ?!
- Co proszę - zmarszczyłem brwi.
- To co słyszałeś.. - powiedział cicho i stanął ze spuszczoną głową nad klawiszami. Zaczął coś grać, widać było, że stara się na mnie nie zwracać uwagi.
Podniosłem się z kanapy i podszedłem do niego kładąc dłonie na końcach keyboardu.
- Od kiedy ?
- Od półtora roku.
- Dlaczego mi wcześniej tego nie powiedziałeś ? - syknąłem. Chyba nie potrzebnie, bo mina Minody była tak trochę nie określona. Wyrażała smutek, ból, radość i wzruszenie. Dodatkowo się zaczerwienił.
- Nie zrozumiałbyś tego wcześniej.
- Twierdzisz, że jestem na tyle tępy, żebym tego nie zrozumiał ? Wiesz co ? Dzięki stary, na prawdę jestem ci wdzięczny jak chuj ! - krzyknąłem i wyszedłem ze studia wkurzony. Mógł być to fajny, miły i śmieszny dzień, ale wielki pan musiał to zniszczyć. Mam go dość. Na dzisiaj próby mi wystarczy.
Zbiegałem wręcz ze schodów. W drzwiach obijając się o Davida, który nic nie wiedział.
- Chester ! - to były ostatnie słowa jakie usłyszałem i to na dodatek od Mike'a...
W takim razie on zbiegł za mną.
Wsiadłem do samochodu, odpaliłem go i pojechałem parking dalej.
Siedząc w tej puszcze uderzyłem ręką o górną część kierownicy.
- Kurwa - chwyciłem się za bolącą rękę.
Usiadłem wygodnie w fotelu i myślałem, wrócić czy nie...

Rebellion ! Takie coś od Chazzy wyszło ? Szok !
Zapraszam do czytania ! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz