Co ja mam zrobić ? Chazz wygląda jakby zobaczył ducha, niepokoi mnie trochę jego przyśpieszone tętno.
Jest już późno, podejrzewam, że wszystko już z nim dobrze, ale nadal się waham. Przecież on był na mnie wściekły, a teraz po prostu chce ze mną spać ?!
To chore i raczej nie jest to dobry pomysł.
Jeśli się nie zgodzę może mi wypominać to przy każdej okazji, a przecież powiedziałem mu, że za nim tęsknie jak go nie ma. Kurwa mać !
Bennington błądzi oczami, patrzy w sufit, w podłogę i na ściany... byle nie na mnie.
To chore i raczej nie jest to dobry pomysł.
Jeśli się nie zgodzę może mi wypominać to przy każdej okazji, a przecież powiedziałem mu, że za nim tęsknie jak go nie ma. Kurwa mać !
Bennington błądzi oczami, patrzy w sufit, w podłogę i na ściany... byle nie na mnie.
Jednak raz nie udało mu się uciec.
Nasze spojrzenia się spotkały. Te ciemne oczy... dlaczego one muszą być takie cudowne...
Mike, opanuj się !
Westchnąłem.
- Wchodź - powiedziałem cicho.
On położył się od razu na łóżku.
Pokręciłem niezadowolony głową i wstałem z podłogi podchodząc do szafy.
Zabrałem z niej dres i luźną koszulkę.
Czas na prysznic. Jest późno, ale nie pójdę przecież spać brudny.
Wszedłem pod natrysk a moje ciało oblał strumień chłodnej wody. Potrzebowałem tego jak nigdy. Mam po prostu dość tej chorej sytuacji. Czułem jak wszystkie emocje schodzą ze mnie.
Nareszcie mogę się wyluzować i nie myśleć o tym, że ten dureń coś sobie zrobi.
Wychodząc spod prysznica zacząłem się zastanawiać nad pewną osobą. No i sobie uświadomiłem bardzo ważną rzecz. Szybko się ubrałem i ruszyłem do Chaza. Proszę powiedźcie, że on jeszcze nie śpi... - wbiegłem prawie do pokoju.
Nasze spojrzenia się spotkały. Te ciemne oczy... dlaczego one muszą być takie cudowne...
Mike, opanuj się !
Westchnąłem.
- Wchodź - powiedziałem cicho.
On położył się od razu na łóżku.
Pokręciłem niezadowolony głową i wstałem z podłogi podchodząc do szafy.
Zabrałem z niej dres i luźną koszulkę.
Czas na prysznic. Jest późno, ale nie pójdę przecież spać brudny.
Wszedłem pod natrysk a moje ciało oblał strumień chłodnej wody. Potrzebowałem tego jak nigdy. Mam po prostu dość tej chorej sytuacji. Czułem jak wszystkie emocje schodzą ze mnie.
Nareszcie mogę się wyluzować i nie myśleć o tym, że ten dureń coś sobie zrobi.
Wychodząc spod prysznica zacząłem się zastanawiać nad pewną osobą. No i sobie uświadomiłem bardzo ważną rzecz. Szybko się ubrałem i ruszyłem do Chaza. Proszę powiedźcie, że on jeszcze nie śpi... - wbiegłem prawie do pokoju.
Chester grzebał coś w telefonie, dzięki Bogu.
- Sebastian jest w domu ? - zapytałem z nadzieją, że tak jest i przynajmniej wie co się z nim dzieje.
- Nie, został na noc u kolegi.
Uff całe szczęście.
Pewnie teraz zastanawiacie się "Kto to do cholery Sebastian", prawda ?
Więc już wyjaśniam.
Chester miał kiedyś dziewczynę, ona go nie kochała ale gdy ta parka wypiłp o jeden kieliszek za dużo, poszli razem do łóżka. On wtedy zapomniał o pewnej ważnej rzeczy. Jego dziewczyna też nie zwróciła na to większej uwagi. Po dziewięciu miesiącach na świat przyszedł Sebastian. Kira, bo tak miała na imię, umarła przy porodzie, więc został tylko on aby pomóc biednemu małemu chłopczykowi.
Seba praktycznie nie jest podobny do Chestera. No chyba, że spojrzymy na oczy.
Jego jak i Chazza są równie przenikliwe i seksowne.
- Sebastian jest w domu ? - zapytałem z nadzieją, że tak jest i przynajmniej wie co się z nim dzieje.
- Nie, został na noc u kolegi.
Uff całe szczęście.
Pewnie teraz zastanawiacie się "Kto to do cholery Sebastian", prawda ?
Więc już wyjaśniam.
Chester miał kiedyś dziewczynę, ona go nie kochała ale gdy ta parka wypiłp o jeden kieliszek za dużo, poszli razem do łóżka. On wtedy zapomniał o pewnej ważnej rzeczy. Jego dziewczyna też nie zwróciła na to większej uwagi. Po dziewięciu miesiącach na świat przyszedł Sebastian. Kira, bo tak miała na imię, umarła przy porodzie, więc został tylko on aby pomóc biednemu małemu chłopczykowi.
Seba praktycznie nie jest podobny do Chestera. No chyba, że spojrzymy na oczy.
Jego jak i Chazza są równie przenikliwe i seksowne.
Shinoda... panuj nad sobą.
Wracając do chłopaka, ma on piętnaście lat. Teraz pewnie stwierdzicie po co się interesuje. A jest po co. On jest niepełnosprawny. Lekarze twierdzą, że jest to wina matki. Kobieta przez całą ciąże chodziła najebana jak messerschmitt. Nie chciała tego dziecka. Dla niej jedno jasne i oczywiste wyjście to aborcja. Chester jako człowiek w miarę rozważny nie zgodził się na to pod żadnym pozorem, ale chłopak za to wylądował na wózku z paraliżem nóg. Radzi sobie doskonale ze wszystkim, ale nie raz twierdził, że ma dość albo, że w końcu chce się ruszyć z wózka, bo siedzenie na dupie mu nie służy...
- U kolegi tak ? - upewniłem się.
- Tak, na sto procent.
Odetchnąłem z ulgą i położyłem się obok Chazza.
- To jest twoja granica, a to moja. - wskazałem na połowę łóżka.
- Nie przesadzaj - warknął
- Mówię poważnie, nie masz jej przekraczać pod żadnym pozorem.
Nie zdążyłem mrugnąć a on siedział już na moich biodrach.
- Chester, nie podoba mi się to.
- Dlaczego ? - lekko przechylił głowę patrząc na mnie zaciekawiony.
- Ostatnio byłeś wściekły na mnie.
- Już nie jestem, przeszło mi. Wszystko sobie przemyślałem.
Po tych słowach mężczyzna schylił się i musnął delikatnie moje usta. Popatrzył mi w oczy jak by czekał. Zastanawiał się co zrobię... co ja mam w tym łbie. Niestety ale jego wzrok jest bardzo przenikliwy.
- Nie masz więcej ćpać, bo ci dupę z nóg powyrywam - powiedziałem poważnie mrużąc oczka.
- Chyba na odwrót - zaśmiał się
- Nieważne - rzekłem i złożyłem na jego ustach pocałunek. Bez zastanowienia odwzajemnił to. Zarzuciłem mu ręce na kark i zatopiłem się w jego ustach.
Był on zmysłowy, namiętny i wręcz wyrażający przeprosiny.
- I tak jesteś debilem - powiedziałem gdy skończyliśmy.
Chester uniósł lekko brew i położył się obok.
- Eh, wiem. Ale ciekawie reagujesz na moja bliskość - na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech.
- Co masz na myśli ?
- Pomyśl... - wyszczerzył się i odwrócił na bok.
Skierowałem wzrok w stronę dresów. Cholera...
- Mam jeszcze jedno pytanie - powiedziałem.
- Jakie ?
- Dlaczego tu przyszedłeś ?
- Po prostu koszmary mnie na nową męczą i uświadomiłem sobie coś ty do mnie powiedział rano...
- Idź spać, porozmawiamy później - powiedziałem odwracając się plecami do niego i wszedłem pod koc.
Wracając do chłopaka, ma on piętnaście lat. Teraz pewnie stwierdzicie po co się interesuje. A jest po co. On jest niepełnosprawny. Lekarze twierdzą, że jest to wina matki. Kobieta przez całą ciąże chodziła najebana jak messerschmitt. Nie chciała tego dziecka. Dla niej jedno jasne i oczywiste wyjście to aborcja. Chester jako człowiek w miarę rozważny nie zgodził się na to pod żadnym pozorem, ale chłopak za to wylądował na wózku z paraliżem nóg. Radzi sobie doskonale ze wszystkim, ale nie raz twierdził, że ma dość albo, że w końcu chce się ruszyć z wózka, bo siedzenie na dupie mu nie służy...
- U kolegi tak ? - upewniłem się.
- Tak, na sto procent.
Odetchnąłem z ulgą i położyłem się obok Chazza.
- To jest twoja granica, a to moja. - wskazałem na połowę łóżka.
- Nie przesadzaj - warknął
- Mówię poważnie, nie masz jej przekraczać pod żadnym pozorem.
Nie zdążyłem mrugnąć a on siedział już na moich biodrach.
- Chester, nie podoba mi się to.
- Dlaczego ? - lekko przechylił głowę patrząc na mnie zaciekawiony.
- Ostatnio byłeś wściekły na mnie.
- Już nie jestem, przeszło mi. Wszystko sobie przemyślałem.
Po tych słowach mężczyzna schylił się i musnął delikatnie moje usta. Popatrzył mi w oczy jak by czekał. Zastanawiał się co zrobię... co ja mam w tym łbie. Niestety ale jego wzrok jest bardzo przenikliwy.
- Nie masz więcej ćpać, bo ci dupę z nóg powyrywam - powiedziałem poważnie mrużąc oczka.
- Chyba na odwrót - zaśmiał się
- Nieważne - rzekłem i złożyłem na jego ustach pocałunek. Bez zastanowienia odwzajemnił to. Zarzuciłem mu ręce na kark i zatopiłem się w jego ustach.
Był on zmysłowy, namiętny i wręcz wyrażający przeprosiny.
- I tak jesteś debilem - powiedziałem gdy skończyliśmy.
Chester uniósł lekko brew i położył się obok.
- Eh, wiem. Ale ciekawie reagujesz na moja bliskość - na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech.
- Co masz na myśli ?
- Pomyśl... - wyszczerzył się i odwrócił na bok.
Skierowałem wzrok w stronę dresów. Cholera...
- Mam jeszcze jedno pytanie - powiedziałem.
- Jakie ?
- Dlaczego tu przyszedłeś ?
- Po prostu koszmary mnie na nową męczą i uświadomiłem sobie coś ty do mnie powiedział rano...
- Idź spać, porozmawiamy później - powiedziałem odwracając się plecami do niego i wszedłem pod koc.
*sen*
Stoję na środku dużego pomieszczenia, dookoła mnie są ludzie, ludzie których znam. Chłopaki z zespołu, Sebastian, rodzina i szef wytwórni.
Na przeciwko mnie stoi Bennington, jest odwrócony do mnie plecami.
- Dlaczego nam tego wcześniej nie powiedziałeś ?! - słyszę krzyk.
O co im chodzi. Gapią się jak bym im coś zrobił.
- Nie będziemy z wami współpracować, już nigdy.
- Zmień nazwisko !
Te i wiele gorszych wyzwisk padało w moim kierunku. Do cholery o co tutaj wszystkim chodzi ?!
Po chwili wszyscy zaczęli znikać. Zostałem ja i Chester.
- Co jest ? - zapytałem podchodząc do niego.
- Nienawidzę cię, wynoś się z mojego życia raz na zawsze, wszystko zniszczyłeś - usłyszałem jego głos. Po tych słowach się odwrócił i mi przywalił rzucając w moją stronę wyzwiskiem "Pedał"
Otworzyłem szeroko oczy a mój oddech przyspieszył. Czułem, że pot się ze mnie leje.
Sprawdziłem godzinę była czwarta siedemnaście.
Wstałem z łóżka i zszedłem na dół aby się napić.
Nalałem sobie do szklanki wody, po czym wstawiłem czajnik z nią na kawę, bo wiem, że nie zasnę.
Odwróciłem się w stronę aneksu kuchennego i zobaczyłem, że na blacie leżą jego papierosy. Chwilę patrzyłem na paczkę po czym wyciągnąłem jednego i wziąłem zapalniczkę z jego kurtki.
Wyszedłem na dwór i odpaliłem szluga.
Nie paliłem bardzo długi czas. W sumie to już minęło dwanaście lat. Stanąłem pod ścianą i się zaciągnąłem.
Minęła może minuta a usłyszałem otwierające się drzwi.
- Mogę wiedzieć co ty robisz o tej godzinie na dworze na dodatek z moim papierosem w ustach ? - zapytał krzyżując ręce na piersi i opierając się o futrynę.
- Dlaczego nie śpisz ? - zignorowałem jego pytanie zaciągając się ponownie.
- Pytałem pierwszy - po jego głosie wnioskowałem, że był wkurzony.
- Nie obchodzi mnie to - syknąłem.
- Mike, co jest ? - stanął przede mną i zabrał mi papierosa z ręki dopalając go do końca.
- Nic, pojebany sen mnie obudził, tyle. Zadowolony ? To teraz odpowiedz na moje pytanie.
- Gotująca się woda obudzi nawet zmarłego.
No tak, zostawiłem ją przecież na gazie.
- Wybacz - warknąłem.
- Nie ma problemu ale teraz oddaj mi moją zapalniczkę i chodź do domu.
Zrobiłem co kazał. Chciałem od razu zalać sobie kawę ale ona już stała i czekała. Wziąłem ją i usiadłem wygodnie w fotelu.
- Teraz mi powiedz, szczerze dlaczego się wczoraj naćpałeś - syknąłem, gdy Chazz wszedł do salonu.
Koniec #3 :) Miłego czytania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz