*Mike*
Dlaczego to ja zawsze muszę być tym złym ?
Chester się wkurzył. Nie chciałem do tego doprowadzić, ale wyszło dziwnie.
Wyszedł szybkim krokiem z pomieszczenia trzaskając drzwiami.
O nie Bennington.
- Chester ! - krzyknąłem widząc go jak wpada na Phoenixa w drzwiach, przy okazji sprzedając mu cios z barku.
- A temu co ? - zapytał zdziwiony Farrell.
- Nie ważne, przejdzie mu - rzekłem siadając na schodach i opierając głowę na kolanach.
Dlaczego on tak zareagował ? Przecież mogłem mu to wyjaśnić. Zaczekał by chwilę...
Pisk opon przerwał moje rozmyślania. W tej chwili zdałem sobie sprawę, że odjechał.
Podnoszę się ciężko wzdychając.
- Gdzie on pojechał ? - w tym momencie wszedł Brad.
- Wali mnie to - syknąłem tak jak by mnie to nie obchodziło.
Poszliśmy z chłopakami na górę, na tą pieprzoną próbę
Szczerze za cholerę nie wiem dlaczego ja tu siedzę.. przecież bez tego cymbała ona i tak się nie rozpocznie...
Wszyscy zjawili się po upływie może dziesięciu minut, wszyscy prócz Chestera.
- Gdzie ty się podziewałeś ? Wszyscy cię szukaliśmy - odezwał się Joe.
- Spałem.
- Gdzie ?
- W tak zwanej "Świątyni Snu Chaza"
- A telefon ?
- Wyciszyłem - rzekłem, a po chwili wyciągnąłem go z kieszeni widząc pełno nieodebranych połączeń.
Jako jedyny nie dzwonił Chester. Pokręciłem zrezygnowany głową.
Włączyłem w urządzeniu dźwięki i ponownie schowałem do spodni.
***
Siedzimy już tutaj dobre dwie godziny. Zaczynam się martwić, może nie potrzebnie ale wiem, że on jest do wszystkiego zdolny.
Wychodzę z pomieszczenia pod pretekstem potrzeby. Wchodząc do łazienki pisze do Chaza wiadomość "Będziesz dzisiaj czy mamy sobie iść ?"
Nie minęły trzy minuty, a otrzymałem odpowiedź "Porozmawiamy o tym później"
Przepraszam bardzo... napisałem mu pytanie, które dotyczy innej sprawy.
"Odpowiadaj normalnie... będziesz czy nie ?!"
"Dajcie mi dziesięć minut do chuja !"
Znów wkurzony, po raz kolejny mu odbija. Na dodatek jest wkurzony przeze mnie.
Wracam na miejsce.
- Zbieramy się - rzekł Dave wstając z kanapy.
- On będzie za dzie... - znajomy głos przerwał mi moją wypowiedź.
- Już jestem - poczułem dłoń na ramieniu. Automatycznie moje ciało spięło wszystkie mięśnie. .
- Możemy zaczynać ? - warknął niezadowolony Rob.
- Tak - rzekłem równo z Chazem, po czym spojrzałem na niego.
Rozpoczęliśmy w końcu tą nieszczęsną próbę. Ona niedługo powinna się kończyć a nie zaczynać.
Bennington poszedł za szybę a ja stanąłem przy klawiszach.
Mieliśmy zacząć śpiewać The Catalyst ale przy pierwszych słowach, Chester zaczął się śmiać.
Jak tak można ?!
Piosenka zaczyna się od słów "Boże pobłogosław nas wszystkich", a ten się śmieje.
Podszedłem do szyby i zapukałem.
- W porządku ? - zapytałem patrząc się na niego.
- Jasne, czekaj... czekaj chwilę. Muszę się... - nie dokończył. Kolejny napad śmiechu. Zmarszczyłem brwi i uniosłem jego głowę.
- Popatrz na mnie - powiedziałem poważnie.
Ten tylko zamknął oczy i pokręcił przecząco głową.
- Chester kurwa ! - krzyknąłem. Uspokoił się chwilowo i spuścił wzrok.
- Popatrz na mnie kretynie.. - syknąłem przez zaciśnięte zęby. W końcu zrobił to.
- Seksowny jesteś - rzekł i pokazał swoje białe zęby.
Wziąłem głębszy wdech i wróciłem do chłopaków.
- Dzisiaj wolne.
- Na cholerę my tyle czekaliśmy...
- Jak dziś wolne ? - zainteresował się Dave.
- A widzisz, żeby on był w stanie cokolwiek zaśpiewać ? Bo ja nie.
Wszyscy wyszli. Prawie wszyscy.
- Ej, gdzie oni poszli ? - zapytał mężczyzna przytulając mnie od tyłu.
- Odwal się ode mnie - syknąłem.
- Dlaczego taki jesteś ? - oparł głowę mi na ramieniu.
- Bo jesteś naćpany, nie dotykaj mnie - chwyciłem jego ręce i odepchnąłem go.
- Mike... przestań, nie jest ze mną tak źle.
- Nie obchodzi mnie to - siadam na kanapie i zastanawiam się czy nie iść do domu, bo nie ma sensu tutaj siedzieć. Z drugiej strony nie chce zostawiać tutaj Chestera, bo może coś jeszcze wykombinować.
Na cholerę ja się o niego martwię ?! Przecież on jest na mnie wkurzony.. znaczy był. Teraz jest naćpany.
- Ty tu przyjechałeś samochodem ? - zapytałem patrząc przed siebie.
- Tak, a co ?
- Jesteś chory... - warknąłem po czym wstałem i chwyciłem go za nadgarstek.
- Co chcesz ? - zapytał.
- Chodź - pociągnąłem go za sobą.
Zeszliśmy na parking i stanęliśmy przed jego samochodem.
- Daj kluczyki - powiedziałem wystawiając dłoń.
- Przecież ty nie jeździsz - zmarszczył brwi.
- To nie znaczy, że nie mam prawa jazdy ! - wręcz krzyczę, na niego. Mężczyzna nie chętnie wyciąga kluczyki z kieszeni.
- Wsiadaj i nie dyskutuj.
Chester jak baranek usiadł na przednim siedzeniu.
Pokręciłem zrezygnowany głową, usiadłem za kółkiem i odpaliłem silnik.
Ruszyłem z piskiem opon zapinając po drodze pas.
- Shinoda, kierunków nie pomyliłeś ? - zapytał gdy zaczęliśmy jechać w stronę mojego mieszkania.
- Nie, nie mam ochoty siedzieć u ciebie.
- Mikey... - usłyszałem jego przyjemny głos a po chwili położył dłoń na moim udzie.
- Opanuj się - warknąłem spychając jego rękę z mej nogi.
Po dziesięciu minutach dotarliśmy do mnie. Wjechałem na posesje i wyszedłem z wozu.
Walnąłem otwartą dłonią w dach pojazdu aby Chester z niego wysiadł.
- Ekhem - otwarłem mu drzwi.
On się uśmiechnął i ruszył w stronę budynku.
- Ty śpisz tu, ja idę do siebie - wskazałem mu na kanapę.
Oczywiście było jeszcze wcześnie ale ja nie miałem ochoty na niego patrzeć.
- Rób co chcesz, jak coś jestem u siebie.
*kilka godzin później*
Właśnie kończyłem malować, gdy mężczyzna zapukał do moich drzwi lekko je uchylając.
- Co chcesz ? - zapytałem robiąc ostatni ruch pędzlem, po czym odwróciłem się w jego stronę.
Stał w przejściu w samych bokserkach. Był lekko zaspany ale można było dostrzec jego przyśpieszony oddech.
- Mogę z tobą spać ? - zapytał wręcz błagalnym głosem.
Zerknąłem na zegarek i dostrzegłem, że dochodzi pierwsza w nocy. Co ja tak długo robiłem ?! Wpuścić go, czy nie ?
Wiele pytań teraz mi przychodziło na myśl, ale ja głupi patrzyłem na wyraz twarzy Chestera.
Chester się wkurzył. Nie chciałem do tego doprowadzić, ale wyszło dziwnie.
Wyszedł szybkim krokiem z pomieszczenia trzaskając drzwiami.
O nie Bennington.
- Chester ! - krzyknąłem widząc go jak wpada na Phoenixa w drzwiach, przy okazji sprzedając mu cios z barku.
- A temu co ? - zapytał zdziwiony Farrell.
- Nie ważne, przejdzie mu - rzekłem siadając na schodach i opierając głowę na kolanach.
Dlaczego on tak zareagował ? Przecież mogłem mu to wyjaśnić. Zaczekał by chwilę...
Pisk opon przerwał moje rozmyślania. W tej chwili zdałem sobie sprawę, że odjechał.
Podnoszę się ciężko wzdychając.
- Gdzie on pojechał ? - w tym momencie wszedł Brad.
- Wali mnie to - syknąłem tak jak by mnie to nie obchodziło.
Poszliśmy z chłopakami na górę, na tą pieprzoną próbę
Szczerze za cholerę nie wiem dlaczego ja tu siedzę.. przecież bez tego cymbała ona i tak się nie rozpocznie...
Wszyscy zjawili się po upływie może dziesięciu minut, wszyscy prócz Chestera.
- Gdzie ty się podziewałeś ? Wszyscy cię szukaliśmy - odezwał się Joe.
- Spałem.
- Gdzie ?
- W tak zwanej "Świątyni Snu Chaza"
- A telefon ?
- Wyciszyłem - rzekłem, a po chwili wyciągnąłem go z kieszeni widząc pełno nieodebranych połączeń.
Jako jedyny nie dzwonił Chester. Pokręciłem zrezygnowany głową.
Włączyłem w urządzeniu dźwięki i ponownie schowałem do spodni.
***
Siedzimy już tutaj dobre dwie godziny. Zaczynam się martwić, może nie potrzebnie ale wiem, że on jest do wszystkiego zdolny.
Wychodzę z pomieszczenia pod pretekstem potrzeby. Wchodząc do łazienki pisze do Chaza wiadomość "Będziesz dzisiaj czy mamy sobie iść ?"
Nie minęły trzy minuty, a otrzymałem odpowiedź "Porozmawiamy o tym później"
Przepraszam bardzo... napisałem mu pytanie, które dotyczy innej sprawy.
"Odpowiadaj normalnie... będziesz czy nie ?!"
"Dajcie mi dziesięć minut do chuja !"
Znów wkurzony, po raz kolejny mu odbija. Na dodatek jest wkurzony przeze mnie.
Wracam na miejsce.
- Zbieramy się - rzekł Dave wstając z kanapy.
- On będzie za dzie... - znajomy głos przerwał mi moją wypowiedź.
- Już jestem - poczułem dłoń na ramieniu. Automatycznie moje ciało spięło wszystkie mięśnie. .
- Możemy zaczynać ? - warknął niezadowolony Rob.
- Tak - rzekłem równo z Chazem, po czym spojrzałem na niego.
Rozpoczęliśmy w końcu tą nieszczęsną próbę. Ona niedługo powinna się kończyć a nie zaczynać.
Bennington poszedł za szybę a ja stanąłem przy klawiszach.
Mieliśmy zacząć śpiewać The Catalyst ale przy pierwszych słowach, Chester zaczął się śmiać.
Jak tak można ?!
Piosenka zaczyna się od słów "Boże pobłogosław nas wszystkich", a ten się śmieje.
Podszedłem do szyby i zapukałem.
- W porządku ? - zapytałem patrząc się na niego.
- Jasne, czekaj... czekaj chwilę. Muszę się... - nie dokończył. Kolejny napad śmiechu. Zmarszczyłem brwi i uniosłem jego głowę.
- Popatrz na mnie - powiedziałem poważnie.
Ten tylko zamknął oczy i pokręcił przecząco głową.
- Chester kurwa ! - krzyknąłem. Uspokoił się chwilowo i spuścił wzrok.
- Popatrz na mnie kretynie.. - syknąłem przez zaciśnięte zęby. W końcu zrobił to.
- Seksowny jesteś - rzekł i pokazał swoje białe zęby.
Wziąłem głębszy wdech i wróciłem do chłopaków.
- Dzisiaj wolne.
- Na cholerę my tyle czekaliśmy...
- Jak dziś wolne ? - zainteresował się Dave.
- A widzisz, żeby on był w stanie cokolwiek zaśpiewać ? Bo ja nie.
Wszyscy wyszli. Prawie wszyscy.
- Ej, gdzie oni poszli ? - zapytał mężczyzna przytulając mnie od tyłu.
- Odwal się ode mnie - syknąłem.
- Dlaczego taki jesteś ? - oparł głowę mi na ramieniu.
- Bo jesteś naćpany, nie dotykaj mnie - chwyciłem jego ręce i odepchnąłem go.
- Mike... przestań, nie jest ze mną tak źle.
- Nie obchodzi mnie to - siadam na kanapie i zastanawiam się czy nie iść do domu, bo nie ma sensu tutaj siedzieć. Z drugiej strony nie chce zostawiać tutaj Chestera, bo może coś jeszcze wykombinować.
Na cholerę ja się o niego martwię ?! Przecież on jest na mnie wkurzony.. znaczy był. Teraz jest naćpany.
- Ty tu przyjechałeś samochodem ? - zapytałem patrząc przed siebie.
- Tak, a co ?
- Jesteś chory... - warknąłem po czym wstałem i chwyciłem go za nadgarstek.
- Co chcesz ? - zapytał.
- Chodź - pociągnąłem go za sobą.
Zeszliśmy na parking i stanęliśmy przed jego samochodem.
- Daj kluczyki - powiedziałem wystawiając dłoń.
- Przecież ty nie jeździsz - zmarszczył brwi.
- To nie znaczy, że nie mam prawa jazdy ! - wręcz krzyczę, na niego. Mężczyzna nie chętnie wyciąga kluczyki z kieszeni.
- Wsiadaj i nie dyskutuj.
Chester jak baranek usiadł na przednim siedzeniu.
Pokręciłem zrezygnowany głową, usiadłem za kółkiem i odpaliłem silnik.
Ruszyłem z piskiem opon zapinając po drodze pas.
- Shinoda, kierunków nie pomyliłeś ? - zapytał gdy zaczęliśmy jechać w stronę mojego mieszkania.
- Nie, nie mam ochoty siedzieć u ciebie.
- Mikey... - usłyszałem jego przyjemny głos a po chwili położył dłoń na moim udzie.
- Opanuj się - warknąłem spychając jego rękę z mej nogi.
Po dziesięciu minutach dotarliśmy do mnie. Wjechałem na posesje i wyszedłem z wozu.
Walnąłem otwartą dłonią w dach pojazdu aby Chester z niego wysiadł.
- Ekhem - otwarłem mu drzwi.
On się uśmiechnął i ruszył w stronę budynku.
- Ty śpisz tu, ja idę do siebie - wskazałem mu na kanapę.
Oczywiście było jeszcze wcześnie ale ja nie miałem ochoty na niego patrzeć.
- Rób co chcesz, jak coś jestem u siebie.
*kilka godzin później*
Właśnie kończyłem malować, gdy mężczyzna zapukał do moich drzwi lekko je uchylając.
- Co chcesz ? - zapytałem robiąc ostatni ruch pędzlem, po czym odwróciłem się w jego stronę.
Stał w przejściu w samych bokserkach. Był lekko zaspany ale można było dostrzec jego przyśpieszony oddech.
- Mogę z tobą spać ? - zapytał wręcz błagalnym głosem.
Zerknąłem na zegarek i dostrzegłem, że dochodzi pierwsza w nocy. Co ja tak długo robiłem ?! Wpuścić go, czy nie ?
Wiele pytań teraz mi przychodziło na myśl, ale ja głupi patrzyłem na wyraz twarzy Chestera.
Oto jest druga część :) Miłego czytania.
~Chazzy
~Chazzy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz