wtorek, 28 marca 2017

#5

*Dave*
Sobota, wreszcie wolne, można spokojnie porozmawiać z rodziną, każdemu wyjaśnić wiele rzeczy czy nawet napić się piwa z przyjaciółmi.
Mam nadzieję, że Chester nie zapomniał o tym.
Ja miałem przyjść o jedenastej, a za godzinę ma dotrzeć reszta.
Dlaczego umówiłem się tak wcześnie ?
Mamy parę spraw do obgadania. Musimy zaplanować trasę, bo reszcie powiedzieliśmy, że wszystko już gotowe i w każdej chwili możemy im pokazać.
Niestety nie mieliśmy czasu tego omówić.
Stojąc u drzwi Benningtona zastanawiam się czy on w ogóle wstał.
Najwyżej go obudzę.
Dzwonię dzwonkiem i czekam aż ktoś mi otworzy. Ku mojemu zdziwieniu otwiera mi Sebastian.
- Cześć młody.
- Yo Daveeey ! - zaśmiał się i wystawił dłoń aby przybić mu piątkę. Oczywiście to uczyniłem.
- Jest Chazz ? - zapytałem.
- Z Mike'iem na górze. Poszli chyba ćwiczyć czy coś. W sumie nie wiem co oni tam robią, bo włączyli jakąś muzykę i później nic już nie słyszałem - rzekł chłopak.
- Dobra, pójdę do nich.
- Droga wolna i tak cię nie powstrzymam - zaśmiał się Seba.
- Chester ! - krzyknąłem wchodząc po schodach. Niestety nie otrzymałem żadnej odpowiedzi - Michael ?! - wołam.
Ogłuchli czy jak ?
Chwytam za klamkę ale drzwi zamknięte. Słyszę z pomieszczenia dźwięki jakich by nikt nie chciał słyszeć.
Odwracam się na pięcie i schodzę ponownie na dół przeczesując włosy dłonią.
Wchodzę do kuchni i robię sobie kawę a młodemu herbatę.
Nie chce nawet wiedzieć od kiedy i co im strzeliło do tego łba. Ja jestem tolerancyjny i nie spodziewałem się tego. 
Owszem, Mike się zachowywał dziwnie i specyficznie w towarzystwie Chaza, ale po Benningtonie bym się tego za cholerę nie spodziewał.
Ja jestem ciekaw czy Sebastian w ogóle wie. W sumie jest jeszcze młody i lepiej aby nie wiedział, że jego tata właśnie się przespał ze swoim najlepszym kumplem.
- Dave, wszystko gra ? - z rozmyślań wyrwał mnie chłopak. Dopiero teraz zorientowałem się, że stoję przy aneksie dziesięć minut ślepo patrząc przed siebie.
- Tak, jasne.
- Byłeś po nich ? - zmarszczył brwi.
- Zaraz pewnie przyjdą - dałem łyka napoju i podałem młodemu kubek.
- Dzięki - rzekł i pojechał ponownie do siebie.
Wszedłem do salonu i z przyzwyczajenia wyciągnąłem kartkę i długopis spod ławy.
Od czego by tu zacząć...
Pierwszym punktem na liście pojawiła się Szwajcaria, kolejne dwa to Niemcy.
Następnie pojedziemy do Holandii i ponownie wrócimy do Niemczech. Polska, Austria, Francja i Brytania. Na sam koniec wrócimy do kraju aby tutaj dać kilka koncertów.
- No idź.. - usłyszałem Chestera.
Mike chyba coś szeptał, bo go nie było słychać.
Po chwili z góry zszedł zadowolony z siebie Bennington. Wchodząc do salonu zaczął wkładać koszulkę.
- Dave, już jesteś ?
- Prawie od czterdziestu minut.
- Serio ? - zapytał zdziwiony.
- Tak, gdzie masz Mike'a ?
- Skąd wiesz, że on tu jest ?
Gryzłem się w język aby nie powiedzieć czegoś  w stylu "Tak jęczy tylko Shinoda".
- Sebastian mi powiedział - uśmiechnąłem się wręczając mężczyźnie kartkę.
- Sam ze sobą to omówiłeś ? - uniósł zdziwiony lekko brew.
- Ciężko było czekać aż skończycie swoją "próbę" - przy ostatnim słowie dodałem cudzysłów z palcy.
Zauważyłem automatycznie jego zakłopotanie.
- Farrell ! Cześć - do pokoju wleciał Mike i dzięki niemu Chazz się trochę wyluzował.
- Panie Shinoda, tu masz kartkę i myśl czy tak może być, czy coś zmieniamy ? - podałem mu drugą, taką samą listę koncertów.
- Trzy razy Niemcy ? Ocipiałeś ?
- Nie.
- Zrób dwa razy Polska i będzie git. Nie mam ochoty rozmawiać po niemiecku tyle czasu.
- A po polsku lepiej ?
- Tu chociaż wiem, że mają bardzo dobre danie.
- Masz na myśli pe... pren.
- Pierogi głupku ! - krzyknął Mike.
- No o to mi chodziło - rzekłem.
- Długo tu jesteś ? - zapytał po chwili.
- Tak, już to mówiłem Chesterowi.
***
Chłopaki przyszli punktualnie. Pokazaliśmy im całą listę. Każdy miał jakieś swoje "ale", lecz w końcu zostało tak jak ja postanowiłem.
W ruch poszło piwo. Zeszliśmy do piwnicy aby zrobić szybką próbę i omówić kilka ważnych kwestii.
*Mike*
Cały czas siedziałem zamyślony. Jeśli Dave był tu wcześniej, to czy on coś wie ?
Dałem łyk piwa i spojrzałem na Chestera. On jak zawsze zachowywał się normalnie. Nikt nie ma prawa aby go podejżewać o takie rzeczy, tylko ja zawsze jestem nieobecny. Dzisiaj się to zmieni.
Zagraliśmy kilka kawałków, po czym Brad stwierdził, że chce zagrać w butelkę. Czy mam coś do stracenia ?
Chyba nie...
Wszyscy się zgodziliśmy na pomysł Delsona.
Gdy tylko wypiliśmy butelkę wódki zaczęliśmy się wygłupiać.
- Michael ! - z rozmyślań wyrwał mnie Joe. - Pytanie czy wyzwanie.
- Wszystko mi jedno - uśmiechnąłem się.
- Masz kogoś mordeczkooo ? - specjalnie przeciągnął to "o" - ale szczerze stary.
- Mam, jest to bardzo sympatyczna osoba - powiedziałem bez namysłu i kątem oka zobaczyłem w lustrze na przeciwko mnie, że przygryzam wargę.
- Kto taki ? - zadał ponowne pytanie Koreańczyk.
- Koniec z pytania, moja kolej ! - kręcę butelką i wypada na rudego.
- Prawda - mówi od razu.
- Znasz jakąś moją tajemnice ?
- Tak, taką z dzisiaj - wyszczerzył ząbki. Zorientowałem się dopiero po chwili o co mu chodzi. Na moich policzkach pojawił się delikatny rumieniec.
I ponownie kręcę ja... tym razem Chester.
- Pytanie czy...
- Wyzwanie ! - ja go kiedyś uduszę.
- Ja, mam pomysł - mówi lekko podpity Rob.
- Jaki ? - pytamy równocześnie.
- Niech Chazz pocałuje Mike'a
Farrell się zaśmiał po czym udał, że się czymś zachłysnął.
Bennington bez większych wymówek zamienił się miejscem z Robem i mnie pocałował. Był to bardzo, bardzo przyjemny pocałunek co można było wywnioskować po moich spodniach.
- Wiedziałem ! Jak nic oni są razem albo jeden się kocha w drugim - rzekł Joe.
- Skąd takie wnioski ? - zapytał Broudon.
- Popatrz tylko na nich.. to jasne jak słońce.
Wywróciłem w myślach oczami i oderwałem się od chłopaka.
***
Godziny mijały a my byliśmy coraz bardziej upojeni. Co chwilę mieliśmy głupie pomysły. W sumie najtrzeźwiejszym z nas był Chester. Zaskoczyło mnie to, gdyż on zazwyczaj pije do upadłego. Może chce się powstrzymać aby mieć świadomość co robi, albo nie ma zamiaru tracić głosu.
Dave jeszcze się trzyma na nogach i pod pretekstem wyjścia na zewnątrz prosi mnie i Chaza abyśmy z nim poszli na górę.
Nic do stracenia nam nie zostało.
Ruszyliśmy za Farrellem.
Wyszedł przed dom i wyciągnął z kieszeni fajki. Od kiedy on pali ?!
Chester jak zawsze się skusił ale ja odmówiłem.
- Ja wiem o was, ale lepiej niech na razie ta trójca święta o niczym się nie dowie. Z resztą wiecie jaki jest Brad. Zaraz wszystkim wygada.
Jak gdyby nigdy nic na zewnątrz wyjechał Sebastian, który na samym początku nas nie dostrzegł więc zapalił sobie fajkę.
- Ekhem... mogę wiedzieć co ty robisz tutaj o tej porze z moimi Chesterfieldami w rękach ? - zapytał Chazz patrząc na syna.
- Em, ja to wyjaśnię...
- Oddaj i wracaj do siebie - powiedział przez zęby. Był zdenerwowany a u Benningtonów można to wyczuć na kilometr. Seba był chyba bardziej zestresowany ale po chwili zmarszczył brwi i rzekł.
- Wiem co robiliście na górze... a tak poza tym jestem ciekaw jak ty sobie wyobrażasz trasę, ja muszę zostać na miejscu. Mam szkołę.
- Kogoś ci załatwię, przecież nie raz już tak robiliśmy.
- No tak, bo wielki pan Bennington nie umie usiedzieć z synem na dupie, tylko cały czas jakieś kurwa koncerty, próby i spotkania ! Byś w końcu ze mną do chuja pogadał !
Zamurowało mnie. Pierwszy raz widzę taką agresję u młodego. Był nieźle zdenerwowany. Chazz głęboko oddychał próbując się jak najbardziej uspokoić.
- Porozmawiamy na spokojnie później... jedź do pokoju. Proszę - rzekł opanowany.
- Pierdol się... - nastolatek znikł za drzwiami. Co mu odbiło, to ja nie wiem.
Jest siedemnasta a ja sterczę jak słup soli czekając na jakieś wyjaśnienia.
Nie doczekam się ich.
- Chaz, to ja może... - odezwałem się w końcu.
- Zostań, Dave weź proszę resztę idźcie do domów.. ja już nie mam siły... - Chester oparł się o ścianę i zasłonił dłonią oczy po czym zaciągnął się papierosem...
On musi z nim porozmawiać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz