*Chester*
Tak jak prosiłem Dave zabrał tą trójkę z piwnicy i poszli na miasto.
Ja nadal stałem przy ścianie podpierając się dodatkowo nogą.
Co ja mam z nim zrobić ? Od miesiąca zachowuje się jak dziecko, które by wszystko chciało.
Ja rozumiem, że on chce porozmawiać, ale na cholerę tyle wulgaryzmów ?
Patrzę ślepo przed siebie. Czy ja jestem złym ojcem ?
Jakiś głos w głowie podpowiada mi, że tak.
Nie mam dla niego czasu. Praktycznie chłopak wychowuje się sam, ja tylko z nim rozmawiam rano i ewentualnie przy kolacji jak się wyrobię ze studia.
Za to drugi głos podpowiada mi, że jestem dobry.
Kocham go i w sumie dzięki mnie żyje. Pomagam mu jak mogę. Jeśli czegoś chce i to jest potrzebne to to dostaje. Chociaż... cały czas prosił mnie o kilka rzeczy a ja mu tylko mówiłem, że nie mam czasu.
Kurwa mać...
Kolejne zaciągnięcie się, nikotyna wlatuje do moich płuc.
Czy on tylko chciał zwrócić na siebie uwagę ?
- Chester ? - przede mną staje Mike, a mój wzrok nadal jest nieobecny.
- Chłopie... - mówi do mnie i chwyta moją twarz w dłonie. Ja nie zwracając na to uwagi pale dalej.
- Bennington ! - wręcz krzyczy po czym mnie całuje. Michael serio ? Stoimy przed domem..
Odwzajemniam pocałunek.
- Coś chciałeś ? - zapytałem patrząc na niego wzrokiem, który wyrażał mieszane uczucia.
- Patrzysz w jedno miejsce, jesteś nieobecny.
Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Westchnąłem i wyrzuciłem resztę papierosa.
Wszedłem do domu, a za mną ruszył Mike lecz zatrzymał się gdy zobaczył, że idę do Sebastiana.
Zamknąłem za sobą drzwi.
- Możesz mi wytłumaczyć co to był za popis na dworze ? - powiedziałem opierając się plecami o wejście.
- Nie popis, tylko prawda - rzekł nie odwracając się do mnie.
- Powiesz mi co się z tobą dzieje ?
- Co by dużo mówić...- odwrócił się i podjechał do mnie - nigdy nie powiedziałeś mi słowa o matce, nigdy mnie do końca nie wysłuchałeś. Ostatnio prosiłem cię o trzy ważne rzeczy, a ty po prostu mnie ignorujesz, bo dla ciebie ważniejszą sprawą jest zespół !
- Proszę, pytaj o co chcesz - westchnąłem.
- Ja już ci nie wierze... o tym wole porozmawiać przykładowo z tym co stoi za drzwiami.. - syczy.
- Rozumiem... w takim razie przypomnij mi te trzy ważne rzeczy - traciłem cierpliwość. Jestem człowiekiem wybuchowym ale starałem się tego po sobie nie pokazywać.
- Po pierwsze... potrzebuję biurko, bo to rozpada się na części pierwsze i jest za niskie. Po drugie od pół roku cię proszę abyś mi podpisał papiery na tą jebaną koszykówkę w szkole, a po trzecie... prosiłem cię o jedną rzecz na dodatek dwa lata temu. Chciałem ten stojący wózek, bo mnie już wszystko boli od tego siedzenia !
Tyle czasu od tego wszystkiego minęło ?
- Postaram się to wszystko załatwić jak najszybciej... obiecuje - dodałem cicho.
- Teraz możesz zawołać swojego kochasia, bo chcę z nim rozmawiać...
- Jeszcze nie. Wracając do tematu mojego "kochasia", chcę się dowiedzieć czy tobie to przeszkadza, jeśli tak to zrozumiem.
- Wychowywałem się tyle lat bez matki i w sumie bez ciebie, że jest mi to bez różnicy z kim sypiasz, a teraz zawołaj mi Shinode - odwrócił się do biurka i już go nie interesowała moja obecność.
Jestem wkurwiony. Powinien o takich rzeczach rozmawiać ze mną. Dodatkowo jestem zły na samego siebie. Jebać to wszystko.
Wychodząc z jego pokoju prawie trzasnąłem z całej siły drzwiami. Na szczęście Mike je zatrzymał ręką.
- Chce z tobą porozmawiać - syknąłem i poszedłem do salonu.
Wyciągnąłem z barku szklankę i Whisky.
Tak jak prosiłem Dave zabrał tą trójkę z piwnicy i poszli na miasto.
Ja nadal stałem przy ścianie podpierając się dodatkowo nogą.
Co ja mam z nim zrobić ? Od miesiąca zachowuje się jak dziecko, które by wszystko chciało.
Ja rozumiem, że on chce porozmawiać, ale na cholerę tyle wulgaryzmów ?
Patrzę ślepo przed siebie. Czy ja jestem złym ojcem ?
Jakiś głos w głowie podpowiada mi, że tak.
Nie mam dla niego czasu. Praktycznie chłopak wychowuje się sam, ja tylko z nim rozmawiam rano i ewentualnie przy kolacji jak się wyrobię ze studia.
Za to drugi głos podpowiada mi, że jestem dobry.
Kocham go i w sumie dzięki mnie żyje. Pomagam mu jak mogę. Jeśli czegoś chce i to jest potrzebne to to dostaje. Chociaż... cały czas prosił mnie o kilka rzeczy a ja mu tylko mówiłem, że nie mam czasu.
Kurwa mać...
Kolejne zaciągnięcie się, nikotyna wlatuje do moich płuc.
Czy on tylko chciał zwrócić na siebie uwagę ?
- Chester ? - przede mną staje Mike, a mój wzrok nadal jest nieobecny.
- Chłopie... - mówi do mnie i chwyta moją twarz w dłonie. Ja nie zwracając na to uwagi pale dalej.
- Bennington ! - wręcz krzyczy po czym mnie całuje. Michael serio ? Stoimy przed domem..
Odwzajemniam pocałunek.
- Coś chciałeś ? - zapytałem patrząc na niego wzrokiem, który wyrażał mieszane uczucia.
- Patrzysz w jedno miejsce, jesteś nieobecny.
Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Westchnąłem i wyrzuciłem resztę papierosa.
Wszedłem do domu, a za mną ruszył Mike lecz zatrzymał się gdy zobaczył, że idę do Sebastiana.
Zamknąłem za sobą drzwi.
- Możesz mi wytłumaczyć co to był za popis na dworze ? - powiedziałem opierając się plecami o wejście.
- Nie popis, tylko prawda - rzekł nie odwracając się do mnie.
- Powiesz mi co się z tobą dzieje ?
- Co by dużo mówić...- odwrócił się i podjechał do mnie - nigdy nie powiedziałeś mi słowa o matce, nigdy mnie do końca nie wysłuchałeś. Ostatnio prosiłem cię o trzy ważne rzeczy, a ty po prostu mnie ignorujesz, bo dla ciebie ważniejszą sprawą jest zespół !
- Proszę, pytaj o co chcesz - westchnąłem.
- Ja już ci nie wierze... o tym wole porozmawiać przykładowo z tym co stoi za drzwiami.. - syczy.
- Rozumiem... w takim razie przypomnij mi te trzy ważne rzeczy - traciłem cierpliwość. Jestem człowiekiem wybuchowym ale starałem się tego po sobie nie pokazywać.
- Po pierwsze... potrzebuję biurko, bo to rozpada się na części pierwsze i jest za niskie. Po drugie od pół roku cię proszę abyś mi podpisał papiery na tą jebaną koszykówkę w szkole, a po trzecie... prosiłem cię o jedną rzecz na dodatek dwa lata temu. Chciałem ten stojący wózek, bo mnie już wszystko boli od tego siedzenia !
Tyle czasu od tego wszystkiego minęło ?
- Postaram się to wszystko załatwić jak najszybciej... obiecuje - dodałem cicho.
- Teraz możesz zawołać swojego kochasia, bo chcę z nim rozmawiać...
- Jeszcze nie. Wracając do tematu mojego "kochasia", chcę się dowiedzieć czy tobie to przeszkadza, jeśli tak to zrozumiem.
- Wychowywałem się tyle lat bez matki i w sumie bez ciebie, że jest mi to bez różnicy z kim sypiasz, a teraz zawołaj mi Shinode - odwrócił się do biurka i już go nie interesowała moja obecność.
Jestem wkurwiony. Powinien o takich rzeczach rozmawiać ze mną. Dodatkowo jestem zły na samego siebie. Jebać to wszystko.
Wychodząc z jego pokoju prawie trzasnąłem z całej siły drzwiami. Na szczęście Mike je zatrzymał ręką.
- Chce z tobą porozmawiać - syknąłem i poszedłem do salonu.
Wyciągnąłem z barku szklankę i Whisky.
*Mike*
Sebastian chce coś ode mnie. Może to ważne ale widząc minę Chestera nie wiem czy chcę tam wchodzić. W sumie nie mam wyboru.
Wziąłem głęboki wdech i otworzyłem drzwi.
- Co jest ? - zapytałem prosto z mostu.
- Weź to oceń, jak to wygląda wizualnie, proszę. A poza tym, to siadaj i ty powiedz mi prawdę o matce.
- Ojciec ci nie chce powiedzieć ? - zmarszczyłem brwi przyglądając się rysunkowi.
- Mam go dość i mu już nie wierze.
- Czyli nie mam wyboru. A więc twoja matka była z początku sympatyczną osobą, później zaczęły się problemy - młody spojrzał na mnie i wydawał się zainteresowany - problemy z Kirą. Zaczęła notorycznie ćpać, pić, po prostu znienawidziła twojego ojca i za cholerę nie chciała mieć dzieci. - przerwałem na chwilę. - chyba za dużo już powiedziałem - wstałem z fotela odkładając kartkę z rysunkiem mu na biurko.
- Chcę znać całą prawdę. Kenji, on mi tego nie powie. Najgorsza prawda będzie dobra.
Pokręciłem zrezygnowany głową i dokończyłem mu historię jak jego matka chciała się pozbyć ciąży oraz, to że dzięki Chesterowi on żyje.
- Świetnie ! Traktuje człowieka, który mi dupę ratuje jak śmiecia. Zajebiście kurwa ! - krzyczy wściekły.
- Będzie dobrze. Uspokój się, później go przeprosisz i tyle, poza tematem wtrącę, że rysunek jest interesujący.
Jak na razie on przedstawia zarysy dwóch osób. Widać, że są szczęśliwi. Zobaczymy co z tego wyjdzie - Przemyśl sobie wszystko na spokojnie.
Wychodząc z pokoju czułem silną woń Whisky. No bo mu jebnę... wszedłem w idealnym momencie, gdyż Chester odpalał jointa.
- Nawet nie próbuj... - podszedłem do niego.
- Dlaczego niby ? - zapytał jakby nic się nie stało.
- Masz nie palić tego gówna, raz ci to życie zniszczyło. Koniec ! - wyrwałem to cholerstwo z jego dłoni, połamałem i wyrzuciłem za okno - Koniec żartów Bennington !
- Michael... ja tego potrzebuję... - ledwo wydobywa z siebie dźwięk przy okazji chwycił mnie za koszulę.
Opary alkoholu z jego ust były zabójcze.
Jednym okiem zaglądam pod ławę aby namierzyć butelki.
Widzę na razie jednego Jack'a Danielsa.
- Ile wychlałeś w tym czasie ?
- Mało.
Unoszę brew i chwytam go za nadgarstki, aby mnie puścił.
- Mikey
- Nie ma Mikey, jest wkurwiony Shinoda, mam cię dość ! Zostaw mnie i nawet się stąd nie ruszaj.
Szybkim krokiem ruszyłem na górę, po jakiś koc i poduszkę.
Oczywiście jak na złość potknąłem się o własne nogi i spadłem z piętra na parter.
Oparłem się o ścianę i chwyciłem za kostkę.
Boli jak cholera...
- Co się dzieje ? - z pokoju wyjechał zszokowany Sebastian.
- Nic, jest... okey - ostatni wyraz powiedziałem cicho sycząc i się podnosząc - wracaj do siebie, chyb... - tu mi przerwał.
- Znowu się schlał ? - zapytał jak by to była norma.
- Jak to znowu ?
- Ostatnio dużo pije.
- Już ja go ustawie do pionu... - powiedziałem przez zęby. - Wracaj do siebie.
Chłopak tylko kiwnął głową i pojechał do pokoju.
- Jesteś nienormalny ! Chlejesz na umór, a teraz pomyśl jak by się Sebastianowi coś stało, to kto by go do szpitala zawiózł ?!
- Zadzwoniłbym po karetkę...
- I byś miał problemy przez to, że się upiłeś !
- Zamknij się już, bo mnie wkurwiasz - wycedził przez zęby.
- To wiesz co.. radź sobie sam ! - rzuciłem koc na panele i pokuśtykałem do barku zabierając mu wszystkie napoje alkoholowe. Podszedłem z butelkami do zlewu i zacząłem wylewać zawartość.
- Zostaw to ! - podbiegł do mnie.
- Nie, masz się opanować, a to jest jedyne wyjście ! - krzyknąłem. Nawet się nie zorientowałem kiedy zrobiło mi się ciemno przed oczami.
Otworzyłem oczy po pewnym czasie. Siedziałem na podłodze oparty o szafki.
Tył głowy mnie bolał jak i prawa strona twarzy.
Ledwo wstałem na nogi i podparłem się o blat.
Zobaczyłem, że Chester śpi na kanapie.
Dotarłem do łazienki. Moje odbicie w lustrze uświadomiło mi, że ten gnojek mnie pobił. Mam limo pod okiem. W co ja się wpakowałem ?
Wróciłem do kuchni aby zabrać jakiś lód z zamrażalki. Oczywiście on takiego czegoś nie posiada, do wyboru miałem tylko mrożone pakowane warzywa.
Zabrałem to i poszedłem do góry. Zakluczyłem się w pokoju po czym zasnąłem. Nie miałem na nic siły, człowiek którego kocham mnie pobił. Zleciałem ze schodów, jeszcze niech się coś stanie, to będę największym pechowcem na świecie.
***
Obudziłem się krótko przed dziewiątą.
Mam zmarzniętą połowę twarzy i kostka mi spuchła. Jebać to wszystko.
Zebrałem się i zszedłem na dół.
Sebastian chce coś ode mnie. Może to ważne ale widząc minę Chestera nie wiem czy chcę tam wchodzić. W sumie nie mam wyboru.
Wziąłem głęboki wdech i otworzyłem drzwi.
- Co jest ? - zapytałem prosto z mostu.
- Weź to oceń, jak to wygląda wizualnie, proszę. A poza tym, to siadaj i ty powiedz mi prawdę o matce.
- Ojciec ci nie chce powiedzieć ? - zmarszczyłem brwi przyglądając się rysunkowi.
- Mam go dość i mu już nie wierze.
- Czyli nie mam wyboru. A więc twoja matka była z początku sympatyczną osobą, później zaczęły się problemy - młody spojrzał na mnie i wydawał się zainteresowany - problemy z Kirą. Zaczęła notorycznie ćpać, pić, po prostu znienawidziła twojego ojca i za cholerę nie chciała mieć dzieci. - przerwałem na chwilę. - chyba za dużo już powiedziałem - wstałem z fotela odkładając kartkę z rysunkiem mu na biurko.
- Chcę znać całą prawdę. Kenji, on mi tego nie powie. Najgorsza prawda będzie dobra.
Pokręciłem zrezygnowany głową i dokończyłem mu historię jak jego matka chciała się pozbyć ciąży oraz, to że dzięki Chesterowi on żyje.
- Świetnie ! Traktuje człowieka, który mi dupę ratuje jak śmiecia. Zajebiście kurwa ! - krzyczy wściekły.
- Będzie dobrze. Uspokój się, później go przeprosisz i tyle, poza tematem wtrącę, że rysunek jest interesujący.
Jak na razie on przedstawia zarysy dwóch osób. Widać, że są szczęśliwi. Zobaczymy co z tego wyjdzie - Przemyśl sobie wszystko na spokojnie.
Wychodząc z pokoju czułem silną woń Whisky. No bo mu jebnę... wszedłem w idealnym momencie, gdyż Chester odpalał jointa.
- Nawet nie próbuj... - podszedłem do niego.
- Dlaczego niby ? - zapytał jakby nic się nie stało.
- Masz nie palić tego gówna, raz ci to życie zniszczyło. Koniec ! - wyrwałem to cholerstwo z jego dłoni, połamałem i wyrzuciłem za okno - Koniec żartów Bennington !
- Michael... ja tego potrzebuję... - ledwo wydobywa z siebie dźwięk przy okazji chwycił mnie za koszulę.
Opary alkoholu z jego ust były zabójcze.
Jednym okiem zaglądam pod ławę aby namierzyć butelki.
Widzę na razie jednego Jack'a Danielsa.
- Ile wychlałeś w tym czasie ?
- Mało.
Unoszę brew i chwytam go za nadgarstki, aby mnie puścił.
- Mikey
- Nie ma Mikey, jest wkurwiony Shinoda, mam cię dość ! Zostaw mnie i nawet się stąd nie ruszaj.
Szybkim krokiem ruszyłem na górę, po jakiś koc i poduszkę.
Oczywiście jak na złość potknąłem się o własne nogi i spadłem z piętra na parter.
Oparłem się o ścianę i chwyciłem za kostkę.
Boli jak cholera...
- Co się dzieje ? - z pokoju wyjechał zszokowany Sebastian.
- Nic, jest... okey - ostatni wyraz powiedziałem cicho sycząc i się podnosząc - wracaj do siebie, chyb... - tu mi przerwał.
- Znowu się schlał ? - zapytał jak by to była norma.
- Jak to znowu ?
- Ostatnio dużo pije.
- Już ja go ustawie do pionu... - powiedziałem przez zęby. - Wracaj do siebie.
Chłopak tylko kiwnął głową i pojechał do pokoju.
- Jesteś nienormalny ! Chlejesz na umór, a teraz pomyśl jak by się Sebastianowi coś stało, to kto by go do szpitala zawiózł ?!
- Zadzwoniłbym po karetkę...
- I byś miał problemy przez to, że się upiłeś !
- Zamknij się już, bo mnie wkurwiasz - wycedził przez zęby.
- To wiesz co.. radź sobie sam ! - rzuciłem koc na panele i pokuśtykałem do barku zabierając mu wszystkie napoje alkoholowe. Podszedłem z butelkami do zlewu i zacząłem wylewać zawartość.
- Zostaw to ! - podbiegł do mnie.
- Nie, masz się opanować, a to jest jedyne wyjście ! - krzyknąłem. Nawet się nie zorientowałem kiedy zrobiło mi się ciemno przed oczami.
Otworzyłem oczy po pewnym czasie. Siedziałem na podłodze oparty o szafki.
Tył głowy mnie bolał jak i prawa strona twarzy.
Ledwo wstałem na nogi i podparłem się o blat.
Zobaczyłem, że Chester śpi na kanapie.
Dotarłem do łazienki. Moje odbicie w lustrze uświadomiło mi, że ten gnojek mnie pobił. Mam limo pod okiem. W co ja się wpakowałem ?
Wróciłem do kuchni aby zabrać jakiś lód z zamrażalki. Oczywiście on takiego czegoś nie posiada, do wyboru miałem tylko mrożone pakowane warzywa.
Zabrałem to i poszedłem do góry. Zakluczyłem się w pokoju po czym zasnąłem. Nie miałem na nic siły, człowiek którego kocham mnie pobił. Zleciałem ze schodów, jeszcze niech się coś stanie, to będę największym pechowcem na świecie.
***
Obudziłem się krótko przed dziewiątą.
Mam zmarzniętą połowę twarzy i kostka mi spuchła. Jebać to wszystko.
Zebrałem się i zszedłem na dół.
Bennington siedział przy kawie, a ja omijając go nalałem sobie wrzątku do kubka i zrobiłem herbatę.
- Mike, co ci jest ? - podchodzi do mnie obejmując mnie od tyłu.
- Nie dotykaj mnie nawet - warknąłem. Prawdopodobnie on nawet nie wie co mi zrobił...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz