*Chester*
Co ja mam mu powiedzieć ? Zapytał mnie o ćpanie. Dlaczego to zrobiłem ?
Byłem na niego wściekły, jak można ukrywać takie rzeczy przez półtora roku...
Dodatkowo zaczepili mnie starzy "kumple", mogłem dostać po mordzie albo z nimi zajarać.
Wybrałem tą drugą opcję. Nie spaliłem wszystkiego. Może dwa razy narkotyk dostał się do moich płuc. Reszta się po prostu wypaliła. Wiem, że zmarnowałem dużo dobrego dla tych ludzi, ale mnie to już tak nie kręci.
Czułem się po tym dobrze więc stwierdziłem, ze to ostatni dzwonek aby wsiąść do samochodu i jechać pod studio. Jeśli bym jeszcze chwile tam czekał, mogło się to wszystko zakończyć jakimś wypadkiem.
Gdy Mike do mnie napisał siedziałem w pojeździe na parkingu i wściekałem się na siebie.
- Więc ? - z rozmyślania wyrwał mnie Shinoda.
- Po prostu musiałem... tyle. Mike, sam na siebie jestem wściekły za to, nie zrobię tego ponownie.
- To dobrze, bo jak jeszcze raz zobaczę cie w takim stanie, to marny twój los, a teraz siadaj - lekko się uśmiechnął i wziął łyk kawy.
Dzisiaj jest sobota. Ja powinienem siedzieć w domu, ale jak widać ktoś mnie tu trzyma. I tak muszę o dziesiątej stad wyjechać.
Wziąłem kawę z blatu i upiłem połowę, wręcz gotującego napoju po czym uśmiechnąłem się do Spike'a.
- Jak ty to tak szybko możesz pić, to ja nigdy nie zrozumiem.
- Wielu rzeczy nie możesz pojąć - usiadłem koło niego.
Siedzimy w ciszy, a ja czuje się przez niego obserwowany.
Patrzę na godzinę... jest dopiero po czwartej. Najchętniej napiłbym się whisky ale prowadzę.
Wstałem i chciałem iść umyć kubki. Ktoś mnie zatrzymał.
Mike chwycił mnie za pasek od spodni.
- Co ? - zapytałem trzymając obie szklanki.
- Siadaj...
- Daj mi chociaż odnieś naczynia.. - powiedziałem wzdychając.
Poczułem jak jego ręka cofa się z mojego paska.
Odstawiłem kubki do zlewu i wróciłem do niego.
Usiadłem obok, a on podniósł na mnie wzrok i delikatnie się uśmiechnął. Jego oczy wyrażały wręcz prośbę.
- Nie pat... - uciszył mnie w połowie zdania. Otworzyłem na chwilę szerzej oczy aby po sekundzie je zamknąć i rozkoszować się pocałunkiem.
Mike mnie pociąga od długiego czasu, media nadal myślą, że mam kochającą żonę.. tak kiedyś wcisnąłem im taki kit.
Dlaczego mu nic nigdy nie powiedziałem ? Życie homoseksualnie nie jest usłane różami. Jak by ludzie się dowiedzieli, to by wpłynęło na naszą reputację, a te hieny - paparazzi, są wszędzie.
Dotknąłem lewą dłonią jego policzka, a on zarzucił mi ręce na kark.
Nie wytrzymałem, położyłem go na łopatki i tym razem ja przejąłem inicjatywę
Nie myśląc długo wsunąłem dłoń pod jego koszulkę, on spiął wszystkie mięśnie i cicho jęknął ale rozeszło się to w moich ustach.
Spike lekko się zarumienił.
- Coś taki nieśmiały ? - szepnąłem.
Spike tylko wziął głęboki oddech.
Poczułem jego dłonie na moich biodrach.
Zdjąłem Mike'owi koszulkę, a on odpiął klamrę paska zjeżdżając niżej aby rozpiąć mi spodnie. Gdy poczułem jak jego dłonie zaczynając przesuwać rozporek w dół, nagle otrzeźwiałem.
- Dość, nie teraz. Nie dzisiaj... - szepnąłem odrywając się od niego.
- Chester, co jest ? - zapytał zaskoczony moją reakcją.
- Po prostu nie mogę.
- Ale...
- Nie ! Powiedziałem jasno. - krzyknąłem na niego, lecz od razu się poprawiłem.
Zapiąłem spodnie i usiadłem mu na biodrach.
- Po prostu nie mogę tego z tobą zrobić. Rozumiesz ? To dla mnie za szybko. Nie byłem w żadnym związku od narodzin Sebastiana.
- Rozumiem - Shinoda spuścił głowę.
- Nie załamuj się, nie wystawię cię...
On tylko spojrzał na mnie pytająco.
- Myślisz, że dlaczego z nikim nie byłem ? Jestem biseksualny, a na dodatek media myślą, że mam żonę.
Mike szybko zamrugał.
- Tak, tu mnie masz... czekałem aż ty mi, to powiesz. Nie robię pierwszych kroków chyba, że to kobieta.
- Jesteś idiotą ! - chwycił za poduszkę i mnie nią uderzył - nienawidzę cię, specjalnie mi nic nie mówiłeś, gnojek, najgorszy człowiek jakiego znam ! - Dalej okładał mnie poduszką.
Chwyciłem go za nadgarstki.
- Już, wyluzuj. Wiem, że zasługuje na karę, ale opanuj się.
- Wredny jesteś - sykną.
- A ty w połowie nagi - wyciągnąłem w jego stronę język i zerknąłem na zegarek. Szósta siedemnaście. Ile nam czasu zleciało na tym wszystkim...
Gdy tylko wstałem usłyszałem pytanie.
- Gdzie idziesz ?
- Zrobić śniadanie, bo ty nie masz talentu do gotowania, a twoje kanapki czasami wyglądają jak nieszczęście.
- Dzięki... - usłyszałem i kątem oka zobaczyłem jak zakłada koszulkę.
Umyłem kubki po kawie i zabrałem się za jakieś śniadanie.
Chyba jajecznica będzie dobrym wyborem.
Stojąc nad kuchenka i smażąc jajka poczułem na brzuchu zimne dłonie.
- Co ?
- Głodny jestem i stwierdziłem, że popatrzę co tam smacznego przyrządzasz, no i przyszedłem po pepsi - zaśmiał się zabierając swoje dłonie z mojego ciała.
- To co widać - wyszczerzyłem ząbki biorąc patelnie w rękę i wykładając jedzenie na talerz.
Przy okazji przygotowałem kanapki i ruszyłem ze śniadaniem do salonu.
***
Zjedliśmy już jakiś czas temu. Stwierdziliśmy ze obejrzymy kilka filmów.
Godzina dziewiąta trzydzieści.
- Michael, ja musze jechać.
- Gdzie ? - zmarszczył brwi.
- Po Sebastiana.
- Mogę z tobą ? - zapytał robiąc słodkie, niewinne oczka.
- Mam wybór ?
- Nie.
- Idź się ubierz, bo nie pojedziesz chyba w za dużej koszulce i dresach.
Poszliśmy na górę.
Założyłem białą bluzkę i poszedłem na korytarz po moja skore oraz adidasy.
Byłem gotowy, czekałem tylko na Mike'a.
On zszedł w czerwonej koszuli w kratę i szarych jeansach.
Wyszczerzył się i ubrał trampki.
- Rozumiem ze gotowy ?
- No ba.
Wyszliśmy z domu, a Shinoda zamknął drzwi.
Chciałem otworzyć samochód ale zorientowałem się, że nie mam kluczyków.
- Oddaj mi klucze od mojego maleństwa - zaśmiałem się.
- Twojego maleństwa ? - z jego ust wymknął się śmiech.
- A co ty myślisz ? Tego cudeńka za ferrari nawet nie zamienię - wyszczerzyłem się a Mike rzucił w moją stronę klucze.
Wsiadłem i odpaliłem mesia.
- Wsiadasz, czy mam na ciebie trąbić jak na panienki ? - zaśmiałem się.
- Nienawidzę cię - pokręcił niezadowolony głową i wsiadł, zapinając pasy.
Musieliśmy udać się na drugi koniec miasta. Dlaczego o tej godzinie są korki ?!
Chwilę po tym zadzwonił mi telefon.
- Bennington - warknąłem stojąc w korku i przeklinając wszystkich w głębi duszy.
- Cześć, jedziesz czy mam sam pofatygować się do domu ?
- Będę za piętnaście minut.
- Czekam - w tej chwili się rozłączył.
Myślałem, ze będziemy stać dlużej w korku, ale uwinęliśmy się w dziesięć minut. Zatrąbiłem, a po sekundzie wyjechał Sebastian.
Wskazałem mu tylne drzwi pojazdu. On popatrzył na mnie pytająco.
Wysiadłem z wozu i gdy chłopak już siedział na kanapie włożyłem jego wózek do bagażnika.
***
Dotarliśmy do domu.
- Mogę wejść, nie ? - wyszczerzył się Mikey.
- Nie ma problemu, wchodź - odezwał się młody.
Wyciągnąłem jego ustrojstwo z bagażnika i mogliśmy udać się do domu.
Chłopak pojechał zamknąć się w pokoju. Wydaje mi się, że cos go gryzie ale porozmawiam o tym z nim później.
Ruszyłem do siebie, a za mną kroczył Mike.
Oj chłopie nie wiem czy to dobry pomysł abyś tu wchodził.
Wziąłem głęboki wdech i odwróciłem się do mężczyzny.
Minoda właśnie przygryzał wargę.
Niech on tak nie robi. To jest aż za bardzo pociągające.. a w sumie...
podszedłem do wieży i włączyłem jakąś muzykę, po czym podszedłem do Spike'a i pocałowałem go.
- Chodź... - szepnąłem zmysłowo.
- Jeszcze rano byłeś temu przeci.. - przerwałem mu.
- Jebać to - uśmiechnąłem się i pogłębiłem nasz pocałunek. Następnie cała akcja przeniosła się na łóżko...
Obrobione w 90%. Po prostu nie mam już sił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz