Wchodząc do pojazdu nie spodziewałem się tego, że na kogoś wpadnę. Chcąc opierniczyć Setha, który jest naszym kierowcą uniosłem lekko głowę i dostrzegłem Delsona.
Byłem w szoku, już bym się nawet Myszki Miki spodziewał, ale nie jego.
- Chcesz mi nadal wypominać, że mam się leczyć ? - marszczę brwi.
- Nie, chcę jechać w trasę gdyż nie wybaczyłbym sobie tych wszystkich zawiedzionych fanów. A wracając do ciebie, to chyba się już z tym pogodziłem.
- Poważnie ? - jakoś mu nie ufam.
- Tak, choć i tak najchętniej posłałbym was do psychiatry...
- Oj Delson. Porozmawiaj lepiej z Shinodą - rzekłem kładąc mu dłoń na ramieniu, po czym udałem się na koniec autobusu.
*Mike*
Gdy zobaczyłem Brada, otworzyłem szerzej oczy.
- Michael, nadal ci tego wszystkiego nie wybaczyłem, ale nie chcę żadnych kłótni.
- Kpisz teraz sobie ze mnie ?
- Nie. To co, zgoda ? - wyciągnął dłoń w moją stronę, a ja dopiero przed chwilą zorientowałem się, że Dave wychyla się zza drzwi pojazdu i nas woła. Zignorowałem jego wyciągniętą rękę.
Z chęcią przespania się w drodze na lotnisko chciałem zająć tył, ale moim oczom ukazał się zwinięty w kłębek Chester wraz ze słuchawkami.
Usiadłem więc jedno miejsce przed nim i próbowałem zasnąć, jednak nic z tego.
***
Gdy już każdy z nas zajął miejsce w samolocie, mogłem się odprężyć i zacząć rozmyślać nad kilkoma sprawami.
Oparłem głowę o okno i zacząłem patrzeć na chmury, które ciągnęły się kilometrami.
Chester siedział za mną, ponieważ stwierdził, że chce się wyspać zanim dolecimy na miejsce.
Ja przynajmniej mam czas na to aby pomyśleć dlaczego on nie chciał jechać w trasę.
Patrząc tak w przestrzeń pomyślałem o Sebastianie, ale nigdy się nim jakoś specjalnie nie przejmował.
To wszystko jest chore.
Podpieram się jedną ręką i czuję jak moje powieki stają się coraz cięższe.
***
Ze snu obudziły mnie zimne dłonie, które spoczywały na moich policzkach.
- Hmmm ? - mruczę cicho nie otwierając zaspanych oczu.
- Zaraz lądujemy śpiąca królewno - słyszę jego cichy głos i czuję jak miejsce obok mnie się ugina pod ciężarem człowieka.
Nie zdążyłem zareagować, gdyż poczułem usta Chestera na swoich. Odwzajemniłem pocałunek, który był bardzo zmysłowy i czuły.
- Przestań - mówię cicho kładąc na jego ramieniu rękę.
- Dlaczego ? - pyta przerywając tę chwilę.
- Ponieważ jesteśmy w samolocie i jest nas trochę dużo.
- To rozumiem, że kończymy w hotelu ? - wyszczerzył ząbki.
- Jesteście ohydni - głos Brada rozniósł się echem.
- Żebyś ty zaraz nie był - Chester raczej nie jest zachwycony z komentarza Delsona. Czułem jak mięśnie Benningtona się spinają, co oznacza jego zirytowanie.
- Nie ma sensu, odpuść... - mówię cicho.
Mężczyzna tylko kiwa lekko głową i wzdycha.
Brad wywraca oczami i postanawia nie drążyć tej rozmowy.
***
Gdy już byliśmy na ziemi i wysiedliśmy z samolotu, zorientowałem się, że tutaj jest cholernie zimno, a ja nie wziąłem żadnej bluzy aby teraz zarzucić ją na ramiona.
Patrząc na kumpli zauważyłem, że wszyscy mają przy sobie przynajmniej cieką kurtkę. Brawo Mike, zawsze o czymś zapomnisz.
Zabierając swoje rzeczy ruszyłem zgęziały do budynku, nie mam ochoty dalej tutaj marznąć.
Teraz wystarczy zaczekać na transport...
- Trzymaj - słysząc ten głos odwracam się i zauważam Chestera, który podaje mi bluzę.
- Dzięki - mówię szybko ją zakładając.
Dlaczego Chazz musi być tak szeroki w łapach ? Przez to, ta bluza po prostu na mnie wisi.
Nie orientuję się nawet kiedy Bennington łapie mnie w pasie.
Uduszę go kiedyś i to na dodatek własnymi rękoma.
- Chester, wiesz, że zaraz ponownie będziemy w gazetach, prawda ?
- Przeszkadza ci to ?
Spojrzałem na niego lekko unosząc brew.
- Nie mam ochoty być wspominanym znowu w nagłówkach...
On nic nie odpowiedział, tylko zabrał swoją ciepłą dłoń z mojego ciała. Podejrzewam, że nie był zadowolony z tego.
*Chester; dwie godziny później*
Mam dość, jestem wykończony samą tą podróżą, a czeka nas jeszcze jakiś głupkowaty wywiad i spotkanie z fanami.
Jedziemy do hotelu, siedzę sam na tylnej kanapie autobusu i zastanawiam się czy nie iść do Mike'a.
On w sumie słucha czegoś będąc opartym o szybę.
Najchętniej bym mu w tym przeszkodził, ale coś mi mówi aby nie przeszkadzać.
***
Patrząc na wejście hotelu, to nie zachwyca, on jest taki zwykły.
Z szerokim uśmiechem wita nas cała obsługa tego miejsca, tylko czy ktoś mi wytłumaczy, dlaczego oni mają może po osiemnaście lat ?
Dostaliśmy sześć pokoi, co mi się nie uśmiechało. Chociaż z drugiej strony i tak pewnie pójdę do Mike'a.
Sam taszczę walizkę na piętro, gdyż nie mam ochoty aby czekać za windom.
Pokoje z numerami od jeden do sześć należą do nas.
Mój ma numer trzy więc wchodzę do niego bez większego zastanowienia i rzucam walizkę w kąt.
Udałem się do łazienki w calu opłukania twarzy, lecz gdy stanąłem przed lustrem zobaczyłem człowieka, który odjechał od syna, jak by chciał się pozbyć kłopotu. Wzdycham ciężko i przemywam się chłodną wodą.
Gdy unoszę wzrok zauważam Mike'a.
- Powiedz mi, co się z tobą dzisiaj dzieje..
W jego głosie słychać troskę i zmartwienie, ale czy jest sens martwić go bardziej ?
- Nie ważne.
- Chester..
- Nie nalegaj - warczę odwracając się do niego.
- Chcę pomóc.
- Nie da się, rozumiesz ? Jest jedno rozwiązanie ale czy to ma sens ? Jak dla mnie nie, wolałbym od razu zginąć.
- Masz na myśli Sebastiana ?
- Kurwa, tak. Ma raka, koniec tematu.
Spojrzałem na Spike'a, któremu trochę opadła szczęka, po czym po prostu wyszedłem z budynku. Mam dość.
Kilka metrów od hotelu jest park, więc stwierdziłem, że tam się udam.
Usiadłem na oparciu ławki jak jakiś dzieciak i zapaliłem papierosa.
Patrząc na tych szczęśliwych ludzi z dzieciakami uświadomiłem sobie, że w życiu mojego syna byłem praktycznie cały czas nieobecny.
Zawsze miałem wymówkę, co czasami doprowadzało go do białej gorączki.
- Gdzie się szlajasz ? - usłyszałem głos Farrella za sobą.
- Musiałem pomyśleć.
- Wiesz, że Mike się denerwuje, po co wychodzisz bez słowa ?
- Czasami jest lepiej iść i nikomu nic nie mówić.
- Chodź, wywiad mamy zaraz.
***
Bla bla bla... mam po uszy tych pytań.
Większość jest o mnie i Mike'a. Kilka pytań pojawiło się o trasę i to tyle. Super wywiad.
Teraz tylko szybkie spotkanie z fanami.
Wchodząc na wyznaczony teren uśmiechnąłem się mimowolnie.
Nie było jakiejś wielkiej ilości osób, ale przynajmniej kogoś można ucieszyć z głupiego podpisu, bądź fotki.
Zrobiliśmy co mieliśmy do zrobienia. Gdy ktoś prosił mnie i Mike'a o zdjęcie, robiliśmy głupie miny i zachowywaliśmy się jak dzieci.
***
Wróciliśmy do hotelu po godzinie. Miałem dość tego dnia.
Wziąłem szybki prysznic i poszedłem do Shinody. Nie mam zamiaru spać samemu.
Wchodząc do pomieszczenia zauważyłem, że on siedzi w łazience, więc położyłem się na łóżku i czekałem aż wyjdzie.
Po dziesięciu minutach zauważyłem go w samych dresach i z głupią miną na twarzy.
- Rozumiem, że po domu też chodzisz bez koszulki ? - uniosłem lekko brwi.
- Ja nie zdejmuje koszulek przy pierwszej lepszej okazji, jak ty.
- Sugerujesz, że ja bym najchętniej wszędzie tak chodził ?
- Może - z diabelskim uśmiechem opiera się o futrynę.
Podchodzę do niego kładąc mu na biodrach dłonie i opierając czoło o jego.
- Chazzy...
Chciał mi coś powiedzieć, ale ja uciszyłem go głębokim pocałunkiem.
Brakuje mi go coraz bardziej, pragnę jego bliskości jak nigdy.
Przenieśliśmy się na łóżko, ale gdy chciałem dalej przejmować inicjatywę spotkałem się z znakiem stop.
Dłonie Mike'a spoczywały na mojej klatce piersiowej, a jego głowa była odwrócona w bok.
- O co chodzi ?
Na jego twarzy pojawił się tylko lekki uśmiech i nagle znalazłem się pod nim.
- Teraz możemy się zabawić.. - szepnął mi do ucha przygryzając po chwili płatek...
Byłem w szoku, już bym się nawet Myszki Miki spodziewał, ale nie jego.
- Chcesz mi nadal wypominać, że mam się leczyć ? - marszczę brwi.
- Nie, chcę jechać w trasę gdyż nie wybaczyłbym sobie tych wszystkich zawiedzionych fanów. A wracając do ciebie, to chyba się już z tym pogodziłem.
- Poważnie ? - jakoś mu nie ufam.
- Tak, choć i tak najchętniej posłałbym was do psychiatry...
- Oj Delson. Porozmawiaj lepiej z Shinodą - rzekłem kładąc mu dłoń na ramieniu, po czym udałem się na koniec autobusu.
*Mike*
Gdy zobaczyłem Brada, otworzyłem szerzej oczy.
- Michael, nadal ci tego wszystkiego nie wybaczyłem, ale nie chcę żadnych kłótni.
- Kpisz teraz sobie ze mnie ?
- Nie. To co, zgoda ? - wyciągnął dłoń w moją stronę, a ja dopiero przed chwilą zorientowałem się, że Dave wychyla się zza drzwi pojazdu i nas woła. Zignorowałem jego wyciągniętą rękę.
Z chęcią przespania się w drodze na lotnisko chciałem zająć tył, ale moim oczom ukazał się zwinięty w kłębek Chester wraz ze słuchawkami.
Usiadłem więc jedno miejsce przed nim i próbowałem zasnąć, jednak nic z tego.
***
Gdy już każdy z nas zajął miejsce w samolocie, mogłem się odprężyć i zacząć rozmyślać nad kilkoma sprawami.
Oparłem głowę o okno i zacząłem patrzeć na chmury, które ciągnęły się kilometrami.
Chester siedział za mną, ponieważ stwierdził, że chce się wyspać zanim dolecimy na miejsce.
Ja przynajmniej mam czas na to aby pomyśleć dlaczego on nie chciał jechać w trasę.
Patrząc tak w przestrzeń pomyślałem o Sebastianie, ale nigdy się nim jakoś specjalnie nie przejmował.
To wszystko jest chore.
Podpieram się jedną ręką i czuję jak moje powieki stają się coraz cięższe.
***
Ze snu obudziły mnie zimne dłonie, które spoczywały na moich policzkach.
- Hmmm ? - mruczę cicho nie otwierając zaspanych oczu.
- Zaraz lądujemy śpiąca królewno - słyszę jego cichy głos i czuję jak miejsce obok mnie się ugina pod ciężarem człowieka.
Nie zdążyłem zareagować, gdyż poczułem usta Chestera na swoich. Odwzajemniłem pocałunek, który był bardzo zmysłowy i czuły.
- Przestań - mówię cicho kładąc na jego ramieniu rękę.
- Dlaczego ? - pyta przerywając tę chwilę.
- Ponieważ jesteśmy w samolocie i jest nas trochę dużo.
- To rozumiem, że kończymy w hotelu ? - wyszczerzył ząbki.
- Jesteście ohydni - głos Brada rozniósł się echem.
- Żebyś ty zaraz nie był - Chester raczej nie jest zachwycony z komentarza Delsona. Czułem jak mięśnie Benningtona się spinają, co oznacza jego zirytowanie.
- Nie ma sensu, odpuść... - mówię cicho.
Mężczyzna tylko kiwa lekko głową i wzdycha.
Brad wywraca oczami i postanawia nie drążyć tej rozmowy.
***
Gdy już byliśmy na ziemi i wysiedliśmy z samolotu, zorientowałem się, że tutaj jest cholernie zimno, a ja nie wziąłem żadnej bluzy aby teraz zarzucić ją na ramiona.
Patrząc na kumpli zauważyłem, że wszyscy mają przy sobie przynajmniej cieką kurtkę. Brawo Mike, zawsze o czymś zapomnisz.
Zabierając swoje rzeczy ruszyłem zgęziały do budynku, nie mam ochoty dalej tutaj marznąć.
Teraz wystarczy zaczekać na transport...
- Trzymaj - słysząc ten głos odwracam się i zauważam Chestera, który podaje mi bluzę.
- Dzięki - mówię szybko ją zakładając.
Dlaczego Chazz musi być tak szeroki w łapach ? Przez to, ta bluza po prostu na mnie wisi.
Nie orientuję się nawet kiedy Bennington łapie mnie w pasie.
Uduszę go kiedyś i to na dodatek własnymi rękoma.
- Chester, wiesz, że zaraz ponownie będziemy w gazetach, prawda ?
- Przeszkadza ci to ?
Spojrzałem na niego lekko unosząc brew.
- Nie mam ochoty być wspominanym znowu w nagłówkach...
On nic nie odpowiedział, tylko zabrał swoją ciepłą dłoń z mojego ciała. Podejrzewam, że nie był zadowolony z tego.
*Chester; dwie godziny później*
Mam dość, jestem wykończony samą tą podróżą, a czeka nas jeszcze jakiś głupkowaty wywiad i spotkanie z fanami.
Jedziemy do hotelu, siedzę sam na tylnej kanapie autobusu i zastanawiam się czy nie iść do Mike'a.
On w sumie słucha czegoś będąc opartym o szybę.
Najchętniej bym mu w tym przeszkodził, ale coś mi mówi aby nie przeszkadzać.
***
Patrząc na wejście hotelu, to nie zachwyca, on jest taki zwykły.
Z szerokim uśmiechem wita nas cała obsługa tego miejsca, tylko czy ktoś mi wytłumaczy, dlaczego oni mają może po osiemnaście lat ?
Dostaliśmy sześć pokoi, co mi się nie uśmiechało. Chociaż z drugiej strony i tak pewnie pójdę do Mike'a.
Sam taszczę walizkę na piętro, gdyż nie mam ochoty aby czekać za windom.
Pokoje z numerami od jeden do sześć należą do nas.
Mój ma numer trzy więc wchodzę do niego bez większego zastanowienia i rzucam walizkę w kąt.
Udałem się do łazienki w calu opłukania twarzy, lecz gdy stanąłem przed lustrem zobaczyłem człowieka, który odjechał od syna, jak by chciał się pozbyć kłopotu. Wzdycham ciężko i przemywam się chłodną wodą.
Gdy unoszę wzrok zauważam Mike'a.
- Powiedz mi, co się z tobą dzisiaj dzieje..
W jego głosie słychać troskę i zmartwienie, ale czy jest sens martwić go bardziej ?
- Nie ważne.
- Chester..
- Nie nalegaj - warczę odwracając się do niego.
- Chcę pomóc.
- Nie da się, rozumiesz ? Jest jedno rozwiązanie ale czy to ma sens ? Jak dla mnie nie, wolałbym od razu zginąć.
- Masz na myśli Sebastiana ?
- Kurwa, tak. Ma raka, koniec tematu.
Spojrzałem na Spike'a, któremu trochę opadła szczęka, po czym po prostu wyszedłem z budynku. Mam dość.
Kilka metrów od hotelu jest park, więc stwierdziłem, że tam się udam.
Usiadłem na oparciu ławki jak jakiś dzieciak i zapaliłem papierosa.
Patrząc na tych szczęśliwych ludzi z dzieciakami uświadomiłem sobie, że w życiu mojego syna byłem praktycznie cały czas nieobecny.
Zawsze miałem wymówkę, co czasami doprowadzało go do białej gorączki.
- Gdzie się szlajasz ? - usłyszałem głos Farrella za sobą.
- Musiałem pomyśleć.
- Wiesz, że Mike się denerwuje, po co wychodzisz bez słowa ?
- Czasami jest lepiej iść i nikomu nic nie mówić.
- Chodź, wywiad mamy zaraz.
***
Bla bla bla... mam po uszy tych pytań.
Większość jest o mnie i Mike'a. Kilka pytań pojawiło się o trasę i to tyle. Super wywiad.
Teraz tylko szybkie spotkanie z fanami.
Wchodząc na wyznaczony teren uśmiechnąłem się mimowolnie.
Nie było jakiejś wielkiej ilości osób, ale przynajmniej kogoś można ucieszyć z głupiego podpisu, bądź fotki.
Zrobiliśmy co mieliśmy do zrobienia. Gdy ktoś prosił mnie i Mike'a o zdjęcie, robiliśmy głupie miny i zachowywaliśmy się jak dzieci.
***
Wróciliśmy do hotelu po godzinie. Miałem dość tego dnia.
Wziąłem szybki prysznic i poszedłem do Shinody. Nie mam zamiaru spać samemu.
Wchodząc do pomieszczenia zauważyłem, że on siedzi w łazience, więc położyłem się na łóżku i czekałem aż wyjdzie.
Po dziesięciu minutach zauważyłem go w samych dresach i z głupią miną na twarzy.
- Rozumiem, że po domu też chodzisz bez koszulki ? - uniosłem lekko brwi.
- Ja nie zdejmuje koszulek przy pierwszej lepszej okazji, jak ty.
- Sugerujesz, że ja bym najchętniej wszędzie tak chodził ?
- Może - z diabelskim uśmiechem opiera się o futrynę.
Podchodzę do niego kładąc mu na biodrach dłonie i opierając czoło o jego.
- Chazzy...
Chciał mi coś powiedzieć, ale ja uciszyłem go głębokim pocałunkiem.
Brakuje mi go coraz bardziej, pragnę jego bliskości jak nigdy.
Przenieśliśmy się na łóżko, ale gdy chciałem dalej przejmować inicjatywę spotkałem się z znakiem stop.
Dłonie Mike'a spoczywały na mojej klatce piersiowej, a jego głowa była odwrócona w bok.
- O co chodzi ?
Na jego twarzy pojawił się tylko lekki uśmiech i nagle znalazłem się pod nim.
- Teraz możemy się zabawić.. - szepnął mi do ucha przygryzając po chwili płatek...