środa, 5 kwietnia 2017

#10

Własną mamę widzę raz na rok, góra dwa razy do roku.. dodatkowo tylko w święta. Chyba zaczynam się jej coraz bardziej bać. Patrzy na mnie. Czeka na jakieś wyjaśnienia, chce wiedzieć wszystko, a ja stoję jak słup oparty o futrynę i zastanawiam się co jej odpowiedzieć. Mówić prawdę czy lepiej nie...
Ona zawsze twierdziła, że ze mnie można czytać jak z otwartej księgi. Czyli jak ją okłamię, to mi będzie wypominać kłamstwo... Shinoda myśl.
- Tak... - szepnąłem spuszczając lekko głowę. Kątem oka zauważyłem, że Chester się na mnie patrzy.
Ja dobrze wiedziałem o co tej kobiecie chodzi...więc moja odpowiedź była jednoznaczna i jasna.
- Oczekuję od was panowie sensownych wyjaśnień - powiedziała, krzyżując ręce na piersi.
Zaproponowałem grzecznie aby udać się na zewnątrz. Nie chcemy raczej awantur w towarzystwie Sebastiana.
- Ja i ten tu pacan jesteśmy razem - wzdycham i sam łapie Chestera w pasie z lekkim uśmiechem
- Dlaczego go nazywasz pacanem ? On jest porządnym człowiekiem, prawda ?
- Oczywiście, zawsze mam wszystko pod kontrolą - mówi kierując swoja dłoń na mój bok.
Jak ty byś wiedziała co on potrafi wymyślić, to powiedziałabyś abym od niego spierdalał na kilometr.
- Kenji... - rzekła lekko niezadowolona.
Dlaczego jak ma mi coś ważnego do powiedzenia, to mówi to po japońsku ?
Zasypuje mnie toną  informacji, które wiem albo pytań, które nie powinny wydobyć się jej ust... nigdy !
Układając sobie stosowne zdania w głowie odpowiadam na wszystko.
Przez chwile nawet zacząłem się z nią kłócić, gdyż za bardzo chciała ingerować w moją przyszłość, do cholery jestem dorosły ! W tamtej chwili jeszcze bardziej przyciągnąłem Chestera do siebie, wręcz wtulając się w jego bok.
- Nie, nie wtrącaj się w to, okey ? - mówię w końcu, gdyż mam po prostu tego po uszy.
Matka zaczęła mi wytykać to ze nie raz Chazz doprowadzał mnie do białej gorączki, wkurzał i poniżał. Nie ma związku idealnego, a Bennington się zmienił.
- Michael, ja chce tylko abyś to przemyślał - stwierdza po pewnej chwili.
- Lepiej was zostawię samych. Przedyskutujcie sobie wszystko na spokojnie - rzekł chłopak i zaczął iść w stronę pokoju, a ja chwyciłem go lekko za dłoń. Nie chciałem aby teraz odchodził, lecz on udał się do salonu puszczając moja rękę. Wiedziałem, że nie jest zadowolony słuchając tego wszystkiego. Chester nie lubi wracać do przeszłości.
- On jest inny, to nie jest ten sam człowiek co był kilka lat temu - mówię spokojnie, bo nie chce więcej kłócić się z matką.
- Mike, on ma dziecko, skąd wiesz, że cię nie zostawi dla pierwszej lepszej kobiety ?
- On sam mi powiedział, że tylko czekał abym wyznał mu to co do niego czuję i wiem, że nie odejdzie.
- Masz pewność ?
- Tak, ufam mu - skłamałem... temu człowiekowi nigdy w stu procentach nie można ufać. Byłem za to bardzo pewny siebie. Chciałem żeby uwierzyła mi w te słowa i dała w końcu spokój.
- Możesz tego żałować - mówi lekko zirytowana.
- Moje życie, sam decyduje czy będę skakał po chmurkach z radości czy wdepnę w największe bagno.
- Chce abyś był szczęśliwy.
- Jestem. Skończmy już ten temat, mam go dość - syczę niezadowolony.
Wróciliśmy do salonu. Chester akurat rozmawiał z Sebastianem, ale gdy weszliśmy, przerwał.
Moja matka stwierdziła, że już pojedzie. Nie dziwię się. Mam jej dość, a ona mnie.
- Wrócę tu w dzień waszego wyjazdu. Dobrze było was zobaczyć panowie - uśmiechnęła się sztucznie.
- Jeszcze raz dziękuje - rzekł Chazz.
- Nie masz za co - po tych słowach wyszła z domu.
Nareszcie !
- Jeszcze raz ją sprowadzisz bez mojego pytania, to urwę ci łeb... - syczę chwytając go za koszulkę i przyduszam do ściany.
- Mikey, spokojnie.. się ciesz, że nie została na dłużej - nie ma miłego głosu. Sam jest zdenerwowany.
- Zginiesz za to kiedyś.. - wzdycham.
- Nie gadaj tyle - rzekł po czym mnie pocałował. Czy ja serio jestem aż tak na to podatny i się szybko uspokajam ?
W mojej kieszeni odezwał się telefon.
Wyciągam urządzenie i spoglądam na ekran.
Przyszedł mi sms, że dotarł mój samochód i mogę go odebrać.
W końcu ! Tyle za nim czekałem ! Nie będę musiał jeździć z Davem... ale chwila... przecież ja nie mam go nawet gdzie postawić, bo to jebane drzewo i samochód Chestera blokują wjazd do garażu i na podjazd.
- Dzwon do ubezpieczyciela, a ja zadzwonię aby usunęli to drzewo - mówię z uśmiechem do mężczyzny.
- Rozkaz - śmieje się i wykonuje telefon.
Gada i gada... końca nie widać. Tłumaczy wszystko, ale nie wspomniał kto wtedy tam zaparkował pojazd. Powiedział, że on sam tam był i nikt od niego nie pożyczał auta.
Nie chce mnie po prostu tym obarczać.
- To teraz tylko dostać się musimy do mnie, bo za jakieś trzydzieści minut będą służby.
- W takim razie rusz się - powiedział.
- Przecież na piechotę zejdzie nam w cholerę czasu... nie zdążymy - patrzę na niego unosząc brew.
- Zdążyć, zdążymy, chodź.
Zrezygnowany chciałem się kierować w stronę drzwi wyjściowych ale Chazz złapał mnie za nadgarstek i pociągnął do garażu.
Tu praktycznie nic nie ma. Są tylko rowery i .. syf. Powiedzmy sobie szczerze nie wiem kiedy on tutaj ostatnio sprzątał.
- Nie deptam, nawet na to nie licz, mogę jechać rowerem jak mnie na bagażniku weźmiesz - uśmiecham się szeroko.
- A czy ja coś mówiłem o jeździe rowerem ? - pokręcił głową. - Zaraz jestem - dodał po chwili.
Gdy on wyszedł ja udałem się na podjazd.
Minęły może cztery minuty. Brama od garażu otworzyła się, zastałem widok jaki mnie bardzo zdziwił, nigdy bym się tego po nim nie spodziewał.
Chester siedział na motocyklu, a dokładniej był to czarny ścigacz z czerwonymi zdobieniami.
- Wsiadasz czy będziesz tak stał i czekał na zbawienie ? - powiedział niewyraźnie podając mi kask.
- Od kiedy to masz ? - zapytałem zdziwiony.
- Nie ważne, później ci powiem, a teraz trzymaj się, chyba że chcesz spaść..
Wsiadłem na maszynę i łapie go w pasie. Czuję jak jego mięśnie się spinają.
Chazz nie czekając długo ruszył na jednym kole. Ja tu zawału dostanę !
Gnaliśmy jakimiś bocznymi uliczkami omijając wszelkie korki i połowię ulic.
Stanęliśmy przed domem po jakiś ośmiu minutach. Nie zapytam nawet ile jechaliśmy, bo wiem, że normalną drogą jadę do niego dwadzieścia minut.
- Koniec podróży - Chester zdjął kask i uśmiechnął się do mnie.
- Ostatni raz z tobą tym jadę - mówię uspokajając powoli oddech.
- Przesadzasz - wysunął nóżkę nogą i zszedł, a ja dalej siedziałem jak ten kolek... Jak mi się to przewróci, to będzie cud !
Nie mam na co czekać. Schodzę z tego po czym odkładam kask na siedzenie.
- Moje biedne maleństwo... - usłyszałem głos Chaza.
Odwróciłem się w jego stronę i zauważyłem jak gładzi mercedesa po dachu.
Serio chłopie, serio ? Wywracam oczami i do niego podchodzę.
- Wyklepiesz - śmieje się, kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Taa, jasne. Jak to już na złom się nadaje - mruczy pod nosem.
- Jakie ty stary masz problemy.. - kręcę zrezygnowany głową.
- No ale.. miałem go trochę czasu.. najwidoczniej czas na coś nowego - wzdycha.
***
Po jakimś czasie przyjechały dwa samochody. Jeden z ubezpieczalni a drugi to służby.
Każdy zajął się swoimi sprawami. Ja czekałem aż usuną mi to zjebane drzewo, a Chester dyskutował na temat szkód.
Choć patrząc na jego minę nie jest zadowolony.
Po jakiejś godzinie wszystko załatwiliśmy. Niestety Chaza samochód pojechał na złom.
- Podrzucisz mnie pod studio ? - zapytałem z lekkim uśmiechem.
- Nie chciałeś ze mną jeździć... - powiedział krzyżując ręce na piersi.
- Proooszę... muszę tam dotrzeć.
- Powód ? - zapytał unosząc brew.
- Dotarł mój samochód. Chcę go odebrać a ze studia to pięć minut piechotą.
- Dobra, podwiozę cię nawet pod ten salon.
Chester wziął swój kask i wsiadł na motocykl, uczyniłem po chwili to samo.
- Nie szarżuj tak, okey ?
Cisza po jego stronie nie jest dobrym znakiem, szczególnie teraz. Rozmyśla nad czymś...
Wyjechaliśmy spokojnie z podwórka i pojechaliśmy skrótem do salonu. Spokojna podróż, żadnych wygłupów i popisów.
Razem z nim zszedłem z maszyny. Zostawiliśmy LS'y* na siedzeniu i poszliśmy do środka.
- Witam. Widzę, że dzisiaj chce pan już zobaczyć swój samochód.
- Oczywiście, chciałbym się pośpieszyć z papierami.
- Tylko niech pan zobaczy pojazd i możemy dokona formalności, proszę za mną.
Ruszyłem za mężczyzną i zobaczyłem mojego pięknego Chevroleta Camaro SS z 1969.**
Dziwicie się dlaczego wybrałem takie auto, ale ono jest po prostu piękne, a ja lubię stare bryki.
- Żeś sobie złom wybrał - szepnął ze śmiechem Bennington.
- Cicho, mój przynajmniej na złomowisku nie stoi...po roku.
***
Porozmawiałem chwilę ze sprzedawcą, podpisałem papiery i mogłem jechać do domu.
Wyjechałem zadowolony, ale wysiadłem z pojazdu i podszedłem do Chestera.
- Dziękuję ci za przywiezienie mnie tutaj - pocałowałem go zanim zdążył powiedzieć cokolwiek. On to odwzajemnił.
- Jak będzie nasze zdjęcie jutro w gazecie, to cię uduszę, wiesz dobrze, że tutaj jest pełno paparazzi.
- Najwyżej, zobaczymy się jutro. Jedź już do siebie - rzekłem i ostatni raz musnąłem jego usta...

* - Firma produkująca kaski motocyklowe
** - http://screenshot.sh/ouGSFY15Lwr4g

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz